Kierownik mówiący kiedy można wyjść do toalety, oskarżenia związku zawodowego o związki z totalitaryzmem czy wirtualna premia - to część zarzutów, jaki protestujący wysuwają wobec pracodawcy. Jeremias utrzymuje, że strajk jest nielegalny i na małą skalę, która nie zakłóca produkcji. Jednocześnie zatrudnieni wskazują, że do pracy skierowano pracowników biurowych.


Fabryka wkładów do kominów Jaremias w Gnieźnie zatrudnia stałych pracowników, więźniów i - pracowników z agencji pracy tymczasowej Spór zbiorowy trwa już od jesieni 2024 roku. Jednak rokowania między przedstawicielami OZZ Inicjatywa Pracownicza a kadrą kierownicza nic nie dały. W związku z tym pracownicy zdecydowali się rozpocząć bezterminowy strajk. Żądają m.in.
- podwyżki w wysokości 800 zł z wyrównaniem od stycznia 2025 roku,
- wydłużenia przerwy z 15 do 30 minut,
- skrócenie okresu rozliczania nadgodzin z roku do jednego miesiąca,
- przywrócenia sprawiedliwych zasad premiowania (opartych o normy sprzed 1 sierpnia 2023 roku).
- To my robimy z nich milionerów. Czy oni się chcą tym podzielić? Każdy z was jest fachowcem na miarę Europy. I chciałbym, żebyście w końcu zarabiali jak Europejczycy. Chcemy uczciwie pracować i mieć za to uczciwie płacone. Więcej za mniej - to nie jest Biedronka - mówił do strajkujących szef związku Mariusz Piotrowski, cytowany przez TOK FM.
Sąd przyznaje rację protestującym
Na stronie internetowej związku można na także przeczytać, że "pora, aby w końcu większa część tych zysków trafiała do naszych kieszeni. Mamy takie same żołądki co nasi koledzy w niemieckiej fabryce. Chcemy być lepiej traktowani".
Niezgodne z prawem warunki pracy potwierdzają służby. Kontrola Państwowej Inspekcji Pracy wykazała nieprawidłowości z poważnym naruszeniem przepisów BHP, brakiem właściwej komunikacji ze związkiem zawodowym oraz bezprawnym zwolnieniem dwóch związkowców w trakcie trwania sporu (w jednym przypadku Mariusz Piotrowski zatrzymał linię produkcyjną na lakierni, gdy odkrył, że dochodziło do przebić elektrycznych na narzędziach, a więc istniało realne zagrożenie ludzkiego życia. Kierownictwo się z tym nie zgodziło, twierdząc, że swoim działaniem naraził on firmę na straty w wysokości 50 tys. zł). Sad nakazał przywrócić na związkowców do pracy, ale zarząd miał zignorować wyrok.
Ministerstwo Pracy także bierze stronę strajkujących
W sprawie sporu wypowiedziała się także ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. W Sejmie zarzucono resortowi, że nie robi nic, kiedy to "niemiecki pracodawca wspierany przez amerykańską kancelarię prawną, wyspecjalizowaną w zwalczaniu związków zawodowych, śmieje się polskiemu państwu w twarz i odmawia egzekwowania wyroku polskich sądów".
- Firma próbuje zastraszyć pracowników, informując ich, że ten spór, który podjęli, jest bezprawny. Poinformowałam ich wówczas, spotykając się z załogą, że mają prawo do protestu, mają prawo do sporu zbiorowego. Przypomniałam jednocześnie, że utrudnianie sporu zbiorowego na mocy polskiego prawa jest przestępstwem. Strajk jest konstytucjonalnym prawem pracowników - zaznaczała szefowa resortu.
W gnieźnieńskich zakładach Jeremias trwa spór zbiorowy. Pracownicy w referendum zdecydowali się zawalczyć o lepsze warunki pracy.
— A. Dziemianowicz-Bąk (@AgaBak) June 4, 2025
I dziś z sejmowej mównicy, jako Ministra Pracy przypominam pracownikom i pracodawcom — prawo do strajku, prawo do walki o godną pracę i dobrą pracę… pic.twitter.com/he5PPr2g21
Co dalej z produkcją w Jeremiasie?
Z danych przedstawianych przez władze spółki, w strajku bierze udział 10 proc. załogi. Związki Zawodowe wskazują na 80 proc., i podają, że kierownictwo do produkcji wysłało pracowników biurowych i zwiększono awaryjnie liczbę więźniów. Nie wszyscy bowiem zdecydowali się na bezpośredni strajk, a m.in. oddali krew, co wiąże się z dodatkowym dniem wolnym czy wzięła urlopy na żądanie. Ma też nie pracować zmiana nocna.
- Problem jest taki, że ci, którzy strajkują, to najbardziej doświadczeni pracownicy - spawacze, lakiernicy. To oni najlepiej znają maszyny produkcyjne. Bez nich produkcja kuleje - zaznaczył szef związku zawodowego w wypowiedzi dla PAP.
Te informacje zdementowało kierownictwo.
Podczas jednego dnia strajkujących więźniowie otoczyli płotem z paneli i trzymać ich tam bez picia i jedzenia (poza tym, które sami przynieśli).
Przychodzący na drugą zmianę określali sytuację w TOK FM jak "zamknięcie w kojcu", "potraktowano ich jak małpy", "brak szacunku dla swoich ludzi".
opr. aw






























































