
PO z prawie 40-procentowym poparciem, bez wątpienia wygrała tegoroczne wybory. Dla nikogo nie jest to zaskoczenie – sondaże od samego początku nie pozostawiały złudzeń. Drugie miejsce Prawa i Sprawiedliwości również niespodzianką nie jest, wynik w okolicach trzydziestu procent układu sił w polityce nie rewolucjonizuje, utrzymując status quo z 2007 roku.
Niewątpliwym zaskoczeniem jest jednak wynik Ruchu Poparcia Palikota, który według ostatnich danych uzyskał prawie 10-procentowe poparcie, co stawia go na podium tegorocznych wyborów. To rezultat więcej niż dobry, będący gwoździem do trumny Grzegorza Napieralskiego, szefa Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Czy wynik wyborów diametralnie zmienia układ sił w parlamencie? Wydaje się, że nie. Według wstępnych wyliczeń rządząca koalicja raczej utrzyma większość na Wiejskiej. Co ważne, może okazać się, że dodając do tego głosy RPP, może być również zdolna odrzucić prezydenckie weto.
Największym przegranym jest jednak SLD, które niezależnie od oficjalnego wyniku wyborów, uzyskało gorszy wynik niż w 2007 roku, tracąc głosy przede wszystkim na rzecz Palikota. To porażka całego Sojuszu i raczej początek końca przywództwa Grzegorza Napieralskiego. Palikot obnażył słabości całej lewicy, uderzając zdecydowanie w jej słabe punkty. Jak się okazało – zrobił to wyjątkowo skutecznie.
Przegranym jest również cała polska scena polityczna ze względu na bardzo niską frekwencję, która nie przekroczyła pięćdziesięciu procent. Odpowiedzialność za to ponoszą wyłącznie politycy, którzy jak najszybciej powinni poprawić swoją skuteczność, a może przede wszystkim, język uprawianej przez siebie polityki.
Przed nowym rządem chyba najtrudniejsza kadencja w historii postpeerelowskiej Polski. Globalny kryzys finansowy, niewątpliwy kryzys Unii Europejskiej, to wyzwania, którym rząd sprostać musi, bez względu na to, czy im się to podoba czy nie. Kredyt zaufania społeczeństwa jest ogromny, wszak pierwszy raz udaje się rządzącej partii utrzymać władzę.
Czy to dobrze dla obywateli? Tego niestety nie wiemy. Pozostaje nam wierzyć, że po latach pozbawionych jakiegokolwiek sensu przepychanek, walki na tragedie i krzyże, rządzący polską politycy, a także Ci, którzy znajdą się w opozycji, zajmą się sprawami naprawdę ważnymi. Bo Polska to naprawdę fajny kraj, który choć wciąż jest w budowie, naprawdę zasługuje na więcej.
Szymon Matuszyński Bankier.pl
































































