Niedzielne wybory we Włoszech są ważne nie tylko dla mieszkańców Italii. Od ich wyników zależeć może także przyszłość strefy euro.
Dlaczego Włosi znów zmienią rząd?
Pod koniec 2016 r. we Włoszech odbyło się referendum ws. zmiany konstytucji zaproponowane przez ówczesnego premiera Matteo Renziego, najmłodszego szefa rządu w historii kraju. Tajemnicą poliszynela było, że Włosi poszli głosować nie tylko w sprawie reformy senatu, lecz dali także głos swojemu niezadowoleniu z rządów Renziego. Głos przeciw oddało 59 proc. biorących udział w referendum, co skłoniło Renziego do złożenia dymisji (analogiczna sytuacja jak David Cameron i przegrany brexit). Jego następcą został Paolo Gentiloni, który „dociągnął” do marcowych wyborów, z powodzeniem przeprowadzając zmiany w ordynacji wyborczej.
Warto wspomnieć, że zmiany na stanowisku premiera to niemal włoski sport narodowy. Od 1946 r. w fotelu szefa rady ministrów zasiadało 28 polityków, przy czym przewodzili oni aż 64 różnym gabinetom (np. Silvio Berlusconi aż czterem). Dla porównania, w tym samym czasie Niemcy mieli jedynie 9 kanclerzy i 24 gabinety.
Kogo i jak będą wybierać Włosi?
630 członków Izby Deputowanych oraz 315 senatorów zostanie wybranych po raz pierwszy według reguł nakreślonych w nowej ordynacji (tzw. Rosatellum bis). Jest to ordynacja mieszana – 36 proc. parlamentarzystów wybranych zostanie w jednomandatowych okrętach wyborczych, pozostali zaś proporcjonalnie (tzn. mandaty będą dzielone zgodnie z wynikiem ogólnokrajowym).
Próg wyborczy dla pojedynczej partii wynosi 3 proc., dla koalicji zaś 10 proc. Jak podkreślają komentatorzy, w porównaniu z poprzednią ordynacją, tym razem zdobycie 40 proc. głosów może nie wystarczyć do samodzielnych rządów. Przykładowo, w 2013 r. Partia Demokratyczna dostała 29,6 proc. głosów i objęła 340 mandatów (a więc ponad połowę z 630). Gdyby poprzednie wybory rozliczyć według nowej ordynacji, to partia Matteo Renziego zdobyłaby jedynie 216 mandatów.
Kiedy odbywa się głosowanie?
Głosowanie odbędzie się w niedzielę 4 marca. Lokale wyborcze czynne będą od 7 rano do 23.
Kiedy poznamy wyniki?
Wyniki exit-poll powinny zostać opublikowane po zamknięciu lokali wyborczych. W 2013 r. wstępne wskazania słusznie wskazały na zwycięstwo Partii Demokratycznej, lecz równocześnie przeszacowały jej wynik i niedoszacowały poparcia Ruchu 5 Gwiazd.
Kto startuje i z jakim programem?
Do wyścigu wyborczego stanęło ponad 20 ugrupowań, lecz w najważniejszej rozgrywce liczą się głównie trzy duże bloki.
Ruch Pięciu Gwiazd. Antyestablishmentowy ruch, który w 2009 r. – a więc w szczycie kryzysu – stworzył komik Beppe Grillo, opowiada się za większą transparentnością życia publicznego i szerszym stosowaniem demokracji bezpośredniej. Ruch przez lata uchodził za zaciekłego przeciwnika strefy euro, lecz w ostatnich miesiącach jego lider Luigi Di Maio nieco łagodził to stanowisko. Ugrupowanie obiecuje likwidację niepotrzebnych przepisów i przywilejów polityków, wprowadzenie minimalnego wynagrodzenia, ograniczenie długu publicznego o 40 proc. w 10 lat, reformę systemu sprawiedliwości i emerytalnego, zwiększenie liczby policjantów, stworzenie państwowego banku inwestycyjnego, refundację wydatków związanych z posiadaniem dziecka czy wzrost wydatków na edukację.
Koalicja centroprawicowa. Na największe poparcie po prawej stronie włoskiej sceny politycznej mogą liczyć Forza Italia oraz Liga Północna. Pierwsza formacja, na czele której stoi Berlusconi, proponuje stopniowe ograniczanie deficytu budżetowego i długu publicznego, wprowadzenie liniowego podatku dochodowego (poniżej 23 proc.), deportację nielegalnych imigrantów, renegocjację traktatów europejskich i ustanowienie prymatu prawa włoskiego nad unijnym czy wzrost emerytury minimalnej do 1000 euro. Politycy z północy chcą podatku na poziomie 15 proc., uszczelnienia systemu podatkowego, wprowadzenia płacy minimalnej, przywrócenia służby wojskowej, uproszczenie procedur deportacji imigrantów oraz opuszczenie strefy euro.
Koalicja centrolewicowa. Partia Demokratyczna, czyli ugrupowanie, któremu przewodzi były premier Mario Renzi, chce pozostać u władzy. W ramach koalicji centrolewicowej proponuje wyborcom m.in. wprowadzenie płacy oraz emerytury minimalnej, specjalne świadczenia dla rodzin z dziećmi (400 euro przez 3 lata i odpisy od podatku do 18. roku życia), obniżkę składek na ubezpieczenia społeczne, utrzymywanie 3 proc. deficytu budżetowego, wspieranie krajowego sektora bankowego i energetyki odnawialnej, przyznanie obywatelstw dzieciom imigrantów czy wyemitowanie wspólnych obligacji strefy euro.
Co mówią sondaże?
Uchwalone niedawno prawo zabrania przeprowadzania we Włoszech sondaży na 15 dni przed wyborami parlamentarnymi. Największe szanse na najlepszy pojedynczy wynik ma Ruch Pięciu Gwiazd (ok. 27 proc.), który prowadzi przed Partią Demokratyczną (22 proc.) oraz Forza Italia (16,5 proc.). Patrząc jednak przez pryzmat koalicji, na pierwszy plan wybija się centroprawica (37 proc.), zaś centrolewica (27 proc.) może liczyć na wynik podobny do Ruchu Pięciu Gwiazd.
Co ciekawe, pomysłowi Włosi obchodzą sondażowy zakaz i publikują… relacje z wyścigów konnych, które w zakamuflowany sposób przedstawiają najnowsze wyniki.
W jakiej kondycji jest włoska gospodarka?
Włochy są trzecią największą gospodarką strefy euro, z nominalnym produktem krajowym brutto o połowę większym od Hiszpanii (dane za 2016 rok), lecz o blisko połowę mniejszym niż Niemcy. Pomimo panującego w całej strefie euro wyraźnego ożywienia gospodarczego, dynamika PKB pozostaje mizerna. W czwartym kwartale wzrost PKB Italii wyniósł 1,6 proc. wobec 1,7 proc. kwartał wcześniej. Dla porównania, w Niemczech dynamika PKB sięgnęła 2,9 proc., a we Francji 2,5 proc.
Gospodarka Włoch pogrążona jest w praktycznie permanentnym kryzysie gospodarczym od początku XXI wieku. Po raz ostatni wzrost gospodarczy na poziomie 2 proc. udało się Włochom odnotować w roku 2006. Stopa bezrobocia w Italii wciąż przekracza 11 proc. Wśród osób do 25. roku życia bezrobocie sięga aż 31,5 proc. i jest to jeden z najgorszych wyników w Unii Europejskiej.
Bardzo istotnym problemem pozostaje potężny dług publiczny, sięgający 2,25 bln euro. Rząd Włoch jest zadłużony na niemal 135 proc. PKB. Gorszy wynik w UE notuje tylko Grecja. Pomimo poprawy koniunktury gospodarczej na świecie i ultra niskim stopom procentowym Italia nie potrafi poradzić sobie z problemem nadmiernego zadłużenia i rozdętych wydatków publicznych.
Co wybory mogą oznaczać dla strefy euro?
Włoskie wybory to kolejny z „meczów o wszystko” dla europejskiej unii walutowej. Ruch 5 Gwiazd opowiadał się za opuszczeniem przez Włochy strefy euro i przeprowadzeniem referendum w sprawie dalszego członkostwa w Unii Europejskiej.
Jednakże taki scenariusz byłby prawdopodobny jedynie w wariancie, w którym R5G zdobyłby samodzielną większość w parlamencie, co na podstawie przedwyborczych sondaży wydaje się mało prawdopodobne. Trzeba jednak pamiętać, że poparcie dla R5G jest zwykle nieoszacowane w badaniach opinii publicznej. Poza tym w styczniu lider Ruchu Luigi Di Maio stwierdził, że „nie ma teraz odpowiedniego momentu na wyjście Włoch ze strefy euro”.
Prawdopodobny pat polityczny i niestabilny (jak zwykle) rząd w Rzymie utrudniłby (lub wręcz uniemożliwił) przeprowadzenie poważnych reform, których Włochy potrzebują od lat. Po drugie, brak stabilnej większości parlamentarnej i ewentualne kolejne wybory mogłyby skłonić włoskich polityków do zwiększenia rozdawnictwa publicznych pieniędzy i w konsekwencji do pogorszenia i tak już marnej sytuacji fiskalnej Włoch (w 2017 roku deficyt budżetowy udało się ograniczyć do 1,9 proc. PKB wobec 2,5 proc. w roku poprzednim i 3 proc. w 2014).
Co po wyborach?
Na stole są cztery główne scenariusze. Pierwszy zakłada, że premiowanej przez sondaże centroprawicy uda się sformować rząd (np. pozyskując parlamentarzystów z innych ugrupowań). Co ważne - ze względu na wyrok sądowy Silvio Berlusconi nie będzie mógł objąć funkcji premiera, lecz wiadomo już, że w razie wyborczego zwycięstwa, desygnowany na ten urząd zostanie Antonio Tajani, przewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Druga możliwość, to stworzenie wielkiej koalicji, nieco na wzór niemiecki, obejmującej zarówno centrolewicę, jak i centroprawicę (scenariusz taki podobno popiera Bruksela). Trzeci wariant to oczywiście rząd mniejszościowy i wizja rozpisania kolejnych wyborów parlamentarnych, być może poprzedzonych ponowną zmianą ordynacji wyborczej. Czwarty scenariusz, który byłby największą niespodzianką, to zdecydowane zwycięstwo Ruchu Pięciu Gwiazd i samodzielne rządy tego ugrupowania lub sformowanie trwałej koalicji pod jego przewodnictwem.
Jak wyniki wyborów mogą wpłynąć na rynki?
Dla uczestników rynku finansowego włoskie wybory niezależnie od rezultatu stanowią sygnał przypominający o wciąż olbrzymich i nierozwiązanych problemach strukturalnych strefy euro: wysokim zadłużeniu, ryzyku politycznym i niskiej konkurencyjności europejskiego Południa. Zatem każdy wynik tej elekcji może zostać potraktowany za pretekst do gry na osłabienie euro.
Z punktu widzenia inwestorów (a zwłaszcza wierzycieli Włoch) na krótką metę najgorszym rozwiązaniem wydaje się zdecydowane zwycięstwo Ruchu Pięciu Gwiazd i utworzenie przez to antysystemowe ugrupowanie samodzielnego rządu. Wówczas może nas czekać małe trzęsienie ziemi objawiające się silną przeceną euro w stosunku do dolara, skokowym wzrostem rentowności włoskich obligacji i spadkami cen akcji. Lecz na dłuższą metę formacje typu Ruch Pięciu Gwiazd wydają się jedyną nadzieją na przezwyciężenie permanentnego kryzysu w takich krajach jak Grecja czy Włochy. Tyle że dłuższy termin na rynku finansowym mało kogo interesuje.
Powyborczy pat, w ramach którego trzy główne bloki uzyskują zbliżoną liczbę miejsc w Izbie Deputowanych, prawdopodobnie jest już „wliczony w ceny”. Na korzyść euro i europejskich giełd mógłby zadziałać scenariusz, w którym szanse na utworzenie rządu uzyska centroprawica Silvio Berlusconiego. Rynek finansowy zapewne nie obraziłby się też na tzw. wielką koalicję (Berlusconi + socjaliści Renziego) i zapewne nie panikowałby z powodu utworzenia rządu mniejszościowego przez Partię Demokratyczną (tj. socjalistyczną), czyli utrzymania status quo.
Krzysztof Kolany, Michał Żuławiński




























































