Prezydent Donald Trump powiedział w niedzielę w wywiadzie z Fox News, że Wielka Brytania i inne państwa przyślą okręty przeciwminowe do cieśniny Ormuz. Jednocześnie stwierdził, że należy „ponownie przemyśleć” NATO. Potwierdził, że zamierza zablokować cieśninę i że może to się odbić na cenach ropy naftowej.


Trump tłumaczył w wywiadzie telefonicznym z dziennikarką Marią Bartiromo swoje zamieszczone godzinę wcześniej oświadczenie o blokadzie cieśniny Ormuz. Jak sugerował, ma ona uniemożliwić Iranowi przepuszczanie przyjaznych statków i pobieranie opłat. Przewidywał, że „to zajmie trochę czasu”, lecz jednocześnie wróżył szybkie powodzenie przedsięwzięcia.
- Nadejdzie czas, kiedy będziemy mieli zasadę „wszyscy wchodzą i wychodzą”. Ale to nie będzie procent. To nie będzie twój przyjaciel, sojusznik (...) to będzie na zasadzie „wszystko albo nic”. I to nie będzie zbyt odległe w czasie - zadeklarował.
Zapowiedział też, że Wielka Brytania i inne państwa przyślą okręty przeciwminowe do cieśniny Ormuz.
- Mamy teraz trałowce, mamy bardzo zaawansowane, podwodne trałowce, które są najnowsze i najlepsze, ale sprowadzamy też bardziej tradycyjne trałowce. I z tego co rozumiem, Wielka Brytania i kilka innych krajów wysyłają trałowce - mówił.
Przeczytaj także
Trump powtórzył, że jest zawiedziony postawą NATO, dodając, że dopiero teraz sojusznicy są gotowi pomóc.

- Teraz chcą przyjechać i pomóc w cieśninie, a jej oczyszczenie nie zajmie dużo czasu - zapewnił. Mimo to, w dalszej części wywiadu - wracając do swoich pretensji wobec NATO - zaznaczył, że musi „ponownie przemyśleć” Sojusz.
Mimo fiaska sobotnich rozmów z Iranem, Trump wyraził pewność, że Iran powróci do stołu negocjacyjnego, bo „nie ma żadnych kart”. Podkreślił, że najważniejsze dla niego jest wykluczenie możliwości posiadania przez Iran broni jądrowej.
- Oni nie odeszli od stołu negocjacyjnego. Przewiduję, że wrócą i dadzą nam wszystko, czego chcemy. I powiedziałem swoim ludziom: chcę wszystkiego. Nie chcę 90 proc., nie chcę 95 proc.. Powiedziałem im: chcę wszystkiego - zaznaczył. Dodał później, że jeśli tak się nie stanie, zrealizuje swoje wcześniejsze groźby zniszczenia infrastruktury cywilnej kraju, w tym elektrowni, odsalarni wody, czy mostów.
- Zmietliśmy cały ich kraj z powierzchni ziemi. W zasadzie jedyne, co nam pozostało, to woda, której zniszczenie byłoby bardzo katastrofalne. Nie chciałbym tego robić (...) ich elektrownie, które bardzo łatwo zaatakować. Możemy je zaatakować. Możemy doprowadzić do ich upadku, i to dosłownie, tak by nie mieli prądu przez 10 lat, bo budowa takich elektrowni zajmuje 10 lat i prawdopodobnie nigdy nie będą w stanie ich odbudować - mówił. - Mosty, to tak naprawdę jedyne, co nam jeszcze zostało. Jeszcze kilka fabryk rakietowych. Znamy każdą z nich, zrobimy to. Mamy jeszcze inne rzeczy - ciągnął.
Prezydent USA przyznał, że w wyniku blokady Ormuzu ceny ropy naftowej mogą pozostać na wyższym poziomie. Pytany, czy powrócą do normy do czasu wyborów połówkowych w listopadzie, odparł, że „ma nadzieję, że tak”, ale przyznał, że może pozostać na obecnym poziomie, albo być nawet wyższa.
Trump ponowił też swoją groźbę nałożenia 50 proc. ceł na państwa przekazujące broń Iranowi, zaznaczając, że dotyczy to też Chin.
- Słyszę doniesienia o tym, że Chiny dają rakiety naramienne, tak zwane rakiety naramienne, rakiety przeciwlotnicze; wątpię, żeby to zrobili, ponieważ mam z nimi relacje i myślę, że by tego nie zrobili, ale może zrobili trochę na początku. Ale jeśli ich na tym przyłapiemy, otrzymają cło w wysokości 50 proc., co jest oszałamiającą kwotą - mówił.
Prezydent już w ubiegłym tygodniu ogłosił nałożenie 50-proc. ceł „ze skutkiem natychmiastowym”, choć w rzeczywistości żadne nowe cła nie weszły w życie, ani Trump nie ma uprawnień - po tegorocznym wyroku Sądu Najwyższego - by z dnia na dzień nałożyć nowe cła o takiej wysokości.
„NYT”: po fiasku negocjacji pokojowych z Iranem Trumpowi pozostały trudne do przyjęcia opcje
Po fiasku negocjacji pokojowych z Iranem prezydentowi Donaldowi Trumpowi pozostały trudne do przyjęcia opcje: próba podjęcia długich, mozolnych rozmów z Teheranem lub kontynuowanie wojny i perspektywa długoterminowej walki o kontrolę nad cieśniną Ormuz - zauważa w niedzielę „New York Times”.
Nie jest niespodzianką, że trwający 21 godzin maraton negocjacji z Iranem, w którym na czele zespołu amerykańskiego stał wiceprezydent J.D. Vance, nie przyniósł rezultatów, a Trumpowi pozostały niefortunne opcje - konstatuje nowojorski dziennik w tekście pt. „I co teraz?”.
Przedstawiciele Białego Domu nie chcą odpowiedzieć na to pytanie i odsyłają do prezydenta, który weekend spędza na Florydzie, gdzie udał się, by obejrzeć mecz Ultimate Fighting Championship, czyli zawody mieszanych sztuki walki.
Trump założył, że Teheran ugnie się w konfrontacji z potęgą militarną USA, ale Republika Islamska ma zamiar pokazać, że żadna skala amerykańskich ataków nie zmusi jej do uległości. Irański resort spraw zagranicznych wydał wręcz oświadczenie po przerwaniu negocjacji pokojowych w Pakistanie, w którym podkreśla, że teraz władze kraju będą „bronić narodowych interesów Iranu i jego praw w sposób bardziej zdecydowany niż kiedykolwiek wcześniej” - relacjonuje dziennik.
Prezydentowi pozostaje próba wznowienia negocjacji lub wojna. Ale - jak podaje „NYT” - jego administracja nie chce dać się wciągnąć w złożone, długie pertraktacje. Porozumienie nuklearne z Iranem osiągnięte za prezydentury Baracka Obamy negocjowano przez dwa lata; Trump wycofał USA z tego układu podczas swej pierwszej kadencji.
Możliwe, że w najbliższych dniach Biały Dom zapowie wznowienie operacji militarnych, ale nowojorski dziennik ocenia, że „nie jest to dla Trumpa szczególnie opłacalny politycznie wybór, a Irańczycy o tym wiedzą”.
Trump ogłosił bowiem rozejm częściowo ze względu na problemy jakie stworzyło zablokowanie cieśniny Ormuz, które zmniejszyło podaż ropy na globalne rynki o 20 proc., podbiło ceny paliw i doprowadziło do różnych niedoborów, m.in. nawozów sztucznych.
Jeśli prezydent będzie nadal prowadził wojnę, na rynki wróci niepokój, spadną notowania, a inflacja, która już sięga 3,3 proc., nieuchronnie wzrośnie - ostrzega dziennik.
Na razie - podsumowuje „NYT” - fiasko negocjacji pokojowych dowodzi, że każda strona konfliktu uważa, iż wygrała pierwszą rundę wojny, i żadna nie jest skłonna do kompromisu.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ mal/































































