
Źródło: Thinkstock
Zdaniem przedstawicieli branży lotniczej za pieniądze, które otrzyma LOT, można spokojnie uruchomić tanią linię lotniczą z flotą stu samolotów. Zatem po co dotować coś, co już zawsze będzie potrzebowało kroplówki z publicznych pieniędzy? LOT zatrudnia ponad 3 tys. pracowników, ma ok. 40 własnych samolotów i obsługuje ok. 100 tras.
Bilet z Wrocławia do Warszawy w dwie strony to koszt ok. 600 zł w cenach promocyjnych. W sezonie „służbowym” będzie to wydatek ok. 1200 zł. Wielokrotnie drożej niż pociągiem lub samochodem. LOT obsługuje nie tylko krajowe połączenia, ale przede wszystkim zagraniczne, np. koszt biletu w dwie strony w marcu w klasie ekonomicznej do Pekinu to „jedyne” 3 tys. zł.
![]() | » Bilety lotnicze będą tańsze. Szykuje się ostra walka o klienta |
Po co rząd ratuje LOT?
Gdyby LOT upadł, pracę straciłoby co najwyżej 3 tys. ludzi plus drugie tyle kooperantów. Jedno uratowane miejsce pracy rząd wycenia na ok. 160 tys. złotych. To bardzo dużo, tym bardziej, że każdego podatnika od berbecia do starca uratowanie LOT-u będzie kosztować ok. 26 zł rocznie. Za takie pieniądze można już kupić najtańszy promocyjny bilet z Wrocławia do Paryża. Zatem dla przeciętnego Polaka lepiej by było, gdyby rząd dotował tanie linie lotnicze. Za 1 miliard złotych prawdopodobnie utrzymalibyśmy przedsiębiorstwo podobne do LOT-u przez ok. 7 lat!
![]() | » Złote zasady taniego latania |
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
































































