W Ligurii na północy Włoch trwa usuwanie resztek ropy naftowej, która przed tygodniem dostała się do Zatoki Genueńskiej. Eksperci uspokajają, mówiąc o nieszczęśliwym wypadku, któremu daleko do katastrofy.
Z liczącego ponad pięćdziesiąt lat rurociągu, którym ropa przepływa z terminalu w porcie do rafinerii, wydostało się na skutek awarii blisko siedemset tysięcy litrów. Najpierw ropa znalazła się w pobliskim strumieniu. Potem przedostała się do morza. Wzniesione w pośpiechu wały okazały się za niskie i za słabe, żywioł był silniejszy.
Trwa wypompowywanie ropy z wody morskiej. Najgorsze, jak twierdzą eksperci, już minęło. Najpoważniejsze szkody stwierdzono w strumieniu, do którego ropa wylała się na samym początku. Życie powróci tam nie wcześniej niż za kilka miesięcy. Trudno jeszcze ocenić, czy uda się oczyścić tamtejsze plaże przed sezonem, który rozpoczyna się już w przyszłym miesiącu.
IAR/M. Lehnert, PR, Rzym/jj






























































