Kolejny tydzień, który należy zapisać na korzyść naszej waluty. Umocnienie złotego było widoczne szczególnie w czwartek, kiedy to pierwsze wzmianki na temat poziomu inflacji (dane podawane co miesiąc przez GUS) w lutym skłoniły część inwestorów do spekulacyjnych zakupów złotego. Nie dopatrywałbym się jednak w tym przypadku roli inwestorów zagranicznych. Myślę raczej, iż to nasze krajowe banki (a raczej dealerzy walutowi tam pracujący) oczekując obniżki stóp procentowych w nadchodzących tygodniach postanowił wyprzedzić działania inwestorów zagranicznych. Czy tak się w istocie stanie? Czy zagranica faktycznie po raz kolejny zawita do nas stadnie by po zamianie euro, dolarów czy funtów na złotego wejść w posiadanie naszych papierów skarbowych (obligacje oraz bony) czekając na szybki zysk (obniżenie rentowności nowo sprzedawanych na przetargach przez MF papierów o stałej stopie procentowej przekłada się bezpośrednio na wzrost ceny papierów starej emisji notowanych na rynku wtórnym). Czy tak się stanie? Śmiem wątpić tym razem.
Po pierwsze rynek międzybankowy wcale nie oczekuje rychłej obniżki krótkoterminowych stóp procentowych (patrz prognoza WIBOR1M w oparciu o krzywą FORWARD). Widzimy, iż pierwszej 100 punktowej obniżki rynek oczekuje dopiero za 3-4 miesiące. Po drugie, nawet gdyby Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy krótkoterminowe już w nadchodzących tygodniach, to i tak mogłoby to się wcale nie przełożyć na spadek rentowności papierów długoterminowych. Krzywa dochodowości tych papierów staje się coraz bardziej płaska, a poza tym MF w najbliższych tygodniach będzie potrzebowało znacznych środków na wykup (rolowanie) starego długu. Inwestorzy wiedząc o tym nie będą szturmować swym popytem na przetargach, lecz spokojnie poczekają na ruch MF. Po trzecie wreszcie, na przeszkodzi w dalszym obniżaniu rentowności naszych papierów stanęła znaczna zwyżka rentowności papierów amerykańskich. Różnica między rentownością papierów 10 letnich emitowanych przez rząd USA oraz nasz polski staje się coraz mniejsza. Oznacza to, iż inwestorzy godzą się na coraz mniejszą premię za ponoszone ryzyko. W tym momencie należy raczej oczekiwać stabilizacji notowań naszych papierów dłużnych. Poziom 9,5-9,6% w przypadku bonów skarbowych (26-tygodniowe i 52-tygodniowe) oraz podobny poziom dla obligacji powinien zostać utrzymany jeszcze przez wiele miesięcy.
Tak więc szybkich zysków na skutek wzrostu cen obligacji na rynku wtórnym spodziewać się raczej nie należy. Owszem inwestorzy długoterminowi, liczący na to, iż w 2004 roku Polska wejdzie do Unii Europejskiej, a parę lat później przyjmiemy walutę europejską mogą liczyć na obniżenie się stóp długoterminowych do poziomu notowanego w Unii. Trzeba być jednak bardzo cierpliwym (inwestycja 4-5 letnia) by zarobić ekstra 4% rocznie (rentowność papierów amerykańskich oraz europejskich wynosi około 5,6% (10-letnie i 30-letnie) a polskich około 9,6%). W świetle tego co napisałem oczekuję więc stabilnego napływu kapitału z zagranicy, ale nie spekulacyjnego, lecz raczej długoterminowego. To powinno zmniejszyć zmienność kursu naszej waluty w nad chodzących miesiącach. Gdyby tak się stało, to osoby spłacające kredyty nominowane w walucie zagranicznej mogłyby odetchnąć. Nic tak bowiem nie doprowadza do białej gorączki, jak znaczne rozchwianie kursu walutowego. W dniu przypadającym na spłatę raty kredytu dolar może kosztować 4,30 złotego, a parę dni wcześniej oraz później już tylko 4,10.... Czyż to nie jest denerwujące? Kredytobiorca taki czułby się znacznie bardziej komfortowo, gdyby dolar kosztował cały czas 4,30. Miałby przynajmniej tę pewność, iż nie prześladuje go pech w dniu zapadalności raty kredytowej.
Spójrzmy ponownie na wykres kursu koszyka walutowego w relacji do złotego. Co prawda poziom 3,87 jak na razie nie został pokonany, lecz wyraźnie widoczna formacja RGR nie wróży nic dobrego. Przełamanie linii szyi na początku marca odbyło się głównie za sprawą taniejącego dolara. Euro w tym czasie nadal kontynuowało trend rosnący (widoczny obecnie trójkąt). Tak więc stało się to, czego oczekiwałem od dawna. Utrzymywanie długich pozycji jednocześnie na całym koszyku przestało być bezpieczne i opłacalne. Już wcześniej pojawiały się sygnały, iż pozycje w dolarach lepiej jest zamknąć. Na razie jeszcze warto trzymać długie pozycje w euro, lecz trzeba i tutaj zachować czujność, gdyż i tutaj mogą pojawić się niebezpieczne sygnały.
Oczywiście to, co dzieje się na naszym rynku walutowym jest pochodną tego, co dzieje się na największych rynkach zagranicznych. Do nich należy zaliczyć rynek eur/usd oraz usd/jpy. Na pierwszym z nich doszło do umocnienia waluty europejskiej względem dolara. Na wykresie widać tworzący się kanał wzrostowy. Obecnie po dojściu do linii nawrotu kurs euro może się troszkę osłabić. Do rynku tego jeszcze wrócę za chwilę. Na drugim rynku trwa odreagowanie niedawnego skokowego umocnienia waluty japońskiej. Z jednej strony umocnienie to mogło być spowodowane kończącym się 31 marca rokiem obrachunkowym w Japonii, a z drugiej strony być może spora część kapitału zainwestowanegodo tej pory w USA postanowiła zmienić miejsce przesiadywania i popłynąć na drugą stronę Pacyfiku. Być może właśnie początek bessy na rynku papierów dłużnych w USA (systematyczny wzrost rentowności papierów dłużnych powoduje spadek ich ceny na rynku, a co za tym idzie uszczuplenie kapitału dla posiadaczy starych emisji). Tak czy siak, na razie trwa odreagowanie, które w świetle analizy technicznej należy traktować jako powrót do przebitej linii trendu wzrostowego. Jeśli w najbliższych dniach kurs jena zacznie jednak znowu tracić (po 31 marca), to będzie to oznaczało, iż skok ten był czysto spekulacyjny i związany właśnie z kończącym się rokiem obrachunkowym w Japonii. Jeśli jednak po 31 marca jen zacznie dalej się umacniać, to po przebiciu w dół poziomu 127 jenów za dolara dojdzie do klasycznej formacji 1-2-3 - bardzo przeze mnie lubianej. W formacji tej (1) oznacza przebicie się przez wielomiesięczną linię trendu wzrostowego (na początku marca). (2) oznacza powrót do przebitej linii trendu (obecnie ma to miejsce). (3) zrealizuje się, gdy ponownie kurs dolara spadnie poniżej ostatniego dołka.
Wróćmy na chwilę do rynku eur-dolar. Dość sporo osób zarzuca mi, iż upraszczam swe analizy pokazując jedynie proste formacje oraz linie trendu. Nie stosuje żadnych wyrafinowanych wskaźników, oscylatorów, itp. narzędzi. Otóż nie jest to do końca prawda. Faktycznie staram się unikać przerostu formy nad treścią. Do gry na średnioterminowych trendach w zupełności wystarczają przedstawiane przeze mnie analizy. Jeśli ktoś jednak jest daytraderem (dealerzy walutowi w bankach), lub zmienia pozycje co kilka dni, to faktycznie warto dodawać inne szybciej generujące sygnały narzędzia analityczne. Nie sądzę jednak, aby wśród moich czytelników znalazły się osoby grające na rynku tak jak to robią dealerzy walutowi. Ci mają swoje źródła informacji. Dlatego też koncentruję swą uwagę właśnie na ruchach co najmniej kilku tygodniowych.
Co jakiś czas sięgam jednak po bardziej wyrafinowane techniki obliczeniowe. Robię to wtedy, gdy nos podpowiada mi, iż znajdujemy się w przededniu ważnych zmian na rynku. Właśnie teraz nos podpowiada mi, iż na rynku eur/usd wkrótce dojdzie do rozstrzygnięcia. Albo kilkuletni trend spadkowy euro ulegnie załamaniu, albo załamaniu ulegnie wieloletni (zaczynający się w latach 70-tych) trend umacniania waluty europejskiej. W takiej sytuacji sięgam po swoje ulubione (co nie znaczy nieomylne) metody ekonometryczne. Przez cały weekend próbowałem wykryć istotne (pod względem statystycznym) cykle na tym rynku. Badałem cykle zarówno okresowe jak i zmieniające się stochastycznie (cykl o przeciętnej stałej długości, lecz wydłużający się lub skracający w pewnie określony sposób). Badając rozkłady gęstości spektralnej (przy pomocy analizy spektralnej Fouriera) wykryłem dość ważny cykl 512 okresowy oraz 630 okresowy (okresem jest dzień). Przy czym znacznie mocniejszy jest właśnie ten cykl 512 dniowy. Dalej korzystając z metod prognozowania na podstawie wyrównywania wykładniczego oraz modeli ARIM (po nałożeniu supercyklu 512 dniowego) otrzymałem bardzo interesujące wyniki obliczeń. Za chwilę przedstawię wam trzy wykresy, jakie skonstruowałem na podstawie trzech niezależnych modeli prognostycznych. W każdym modelu założyłem inny typ trendu oraz inny typ składnika sezonowego. Za każdym razem prognoza jakościowo była identyczna. Spójrzcie sami:
- prognoza 1
- prognoza 2
- prognoza 3
Nie będę w tym momencie tłumaczyć czym różnią się od siebie poszczególne modele i wynikające z nich prognozy. Musiałbym chyba najpierw przeprowadzić krótki kurs ekonometrii.... Poza tym wcale nie jest powiedziane, iż otrzymane prognozy za kilka dni nie okażą się warte funta kłaków. Jedyne co chcę powiedzieć to to, iż moje stosowane od dawna metody wskazują na dalsze umacnianie się waluty europejskiej względem dolara. Gdy szedłem w swych obliczeniach o krok dalej i wykorzystując najważniejsze składowe harmoniczne (również na podstawie analizy spektralnej Fouriera), otrzymywałem model wielomianowo-trygonometryczny, który wskazywał na wysokie prawdopodobieństwo wzrostu kursu euro powyżej 1,1 dolara w ciągu kilkunastu miesięcy. Niestety tak odległe prognozy prawie nigdy się nie sprawdzają, więc postanowiłem nie pokazywać tych wykresów.
Oj czuję, że teraz to dopiero spadną słowa krytyki na moją głowę. Jestem otwarty i gotowy do dyskusji na ten temat. Jeden z uczestników listy dyskusyjnej na stronach Bankiera lubi rozpoczynać ze mną dyskusję (z reguły zarzucając mi totalną ignorancję, niekompetencję oraz braki logicznego myślenia i nierzetelność obliczeń), po czym znika jak kamfora. Kilka razy już podejmowałem rzuconą rękawicę i za każdym razem musiałem odpowiadać do ściany....
Myślę, że warto zakończyć w tym momencie. Zobaczymy, co przyniesie najbliższy tydzień. Już w poniedziałek może dojść do przełamania poziomu 3,87 złotego na koszyku oraz linii trendu wzrostowego na euro (oczywiście wszystko względem złotego). Wtedy to trzeba będzie z żalem rozstać się z walutami obcymi. No ale poczekajmy. Może jednak sytuacja potoczy się po myśli grających na osłabienie złotego.
Jacek Maliszewski


























































