REKLAMA

Więzienie w zawieszeniu za śmiertelne potrącenie podczas egzaminu na prawo jazdy

2020-08-17 14:59
publikacja
2020-08-17 14:59
fot. Łukasz Dejnarowicz / FORUM

Na pół roku więzienia w zawieszeniu i grzywnę skazał w poniedziałek rybnicki sąd Barbarę K., która w czerwcu ub.r., podczas zdawania egzaminu na prawo jazdy, śmiertelnie potrąciła egzaminatora na placu manewrowym ośrodka ruchu drogowego w tym mieście.

Sąd - który uznał, że w chwili tragedii oskarżona miała w znacznym stopniu ograniczoną poczytalność - w nieprawomocnym wyroku zakazał kobiecie prowadzenia pojazdów mechanicznych przez 10 lat, wymierzył jej też kary finansowe.

Do wypadku doszło 24 czerwca 2019 r. na placu egzaminacyjnym Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego przy ulicy Ekonomicznej w Rybniku. 68-letnia kobieta, która zdawała egzamin na prawo jazdy, potrąciła 35-letniego egzaminatora. Mężczyzna zmarł na skutek odniesionych obrażeń.

Podczas śledztwa i po przedstawieniu zarzutu spowodowania wypadku w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym kobieta odmówiła składania wyjaśnień. Nie chciała nawet powiedzieć, czy przyznaje się do winy. Sformułowanie zarzutu wobec kobiety poprzedziła analiza nagrań z monitoringu, który zarejestrował przebieg wypadku, zeznania świadków oraz opinia biegłego, który wskazał, że samochód, którym jechała kobieta podczas egzaminu był sprawny.

Śledczy podawali, że w sporządzonej w trakcie postępowania opinii śledczy stwierdzili u kobiety ograniczoną poczytalność. Uwzględnił to sąd - zgodnie z sentencją wyroku kobieta działała w sytuacji znacznego ograniczenia zdolności rozpoznania znaczenia swojego czynu lub kierowania postępowaniem; w takiej sytuacji sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

Orzeczona kara pozbawienia wolności jest najłagodniejsza z możliwych za takie przestępstwo – może za nie grozić od sześciu miesięcy do 8 lat więzienia. Sąd zarazem warunkowo zawiesił wykonanie kary na dwuletni okres próby. Wymierzył też kobiecie 4 tys. zł grzywny i środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów na 10 lat. Nakazał jej też pokryć koszty wydatków poniesionych przez oskarżycieli posiłkowych w związku z ustanowieniem ich pełnomocnika i koszty sądowe.

Jak wynika z opisu zarzutu, do tragedii doszło, kiedy egzaminowana miała za zadanie przejechanie samochodem po łuku wyznaczonym na placu egzaminacyjnym. Nie zatrzymała się w wyznaczonym miejscu, a po potrąceniu pachołka z tyczką gwałtownie przyspieszyła. Potrąciła mężczyznę, wychodzącego z innego pojazdu egzaminacyjnego, który, widząc co się dzieje, chciał zareagować. Zmarł na miejscu w wyniku doznanych obrażeń.

Biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych potwierdził, że 68-latka, podczas jazdy do przodu łukiem przez cały czas naciskała na pedał gazu zamiast zatrzymać się przed pachołkiem. Kobieta jechała samochodem zaledwie 11 sekund, egzaminator, który stanął na torze jazdy, miał tylko 1,5 sekundy na reakcję.

Po wypadku badano też krew 68-latki. Nie było w niej alkoholu ani substancji psychotropowych, był w niej natomiast lek, co do którego biegli mieli początkowo wątpliwości, czy może mieć wpływ na sprawność psychomotoryczną. Po uzyskaniu dodatkowych materiałów specjaliści wydali drugą opinię, w której uznali, że stężenie leku w organizmie kobiety było poniżej stężeń terapeutycznych i w związku z tym nie miał on wpływu na sprawność kierującej.

W śledztwie prokuratura badała też okoliczności szkolenia 68-latki. Z dokumentacji wynika, że kobieta rozpoczęła naukę jazdy samochodem w kwietniu 2018 r., zakończyła w czerwcu, ale instruktor stwierdził, że potrzebuje dodatkowych jazd. Przeszła je i zdała egzamin wewnętrzny – praktyczny i teoretyczny – na początku sierpnia 2018 r. Później podchodziła do egzaminu teoretycznego. Zdała za piątym razem, w styczniu. Do egzaminu praktycznego podeszła w czerwcu.

Prokuratorzy już na początku śledztwa zaznaczali, że śledztwo nie dotyczyło typowego wypadku na drodze - do tragedii doszło na placu manewrowym, a sprawcą jest osoba, która jeszcze nie zdobyła prawa jazdy. Mimo takich okoliczności - dodali - obowiązujące przepisy oraz orzecznictwo zezwalają na przedstawienie takiej osobie zarzutu spowodowania wypadku w ruchu lądowym, rozumianym szerzej niż tylko drogi publiczne. (PAP)

autor: Krzysztof Konopka

kon/ lena/

Źródło:PAP
Tematy
Najtańsze konta osobiste z premią – listopad 2020 r.

Najtańsze konta osobiste z premią – listopad 2020 r.

Komentarze (5)

dodaj komentarz
kazbonk
Moim zdaniem, jesli zrobiła to nieumyślnie, nie powinna odpowiadac, od tego są egzaminatorzy i organizatorzy tej imprezy, aby nad tym czuwac.
Dodam jeszcze, że dla mnie caly ten system egzaminów na prawo jazdy jest do d.
Podstawą powinny być dokładne badanie psychotechniczne jak przy staraniu się o pozwolenie na broń.
Moim zdaniem, jesli zrobiła to nieumyślnie, nie powinna odpowiadac, od tego są egzaminatorzy i organizatorzy tej imprezy, aby nad tym czuwac.
Dodam jeszcze, że dla mnie caly ten system egzaminów na prawo jazdy jest do d.
Podstawą powinny być dokładne badanie psychotechniczne jak przy staraniu się o pozwolenie na broń. Wystarczy porównać statystyki zgonów na skutek użycia broni i samochodu.
Wyeliminować trzeba z ruchu tych, którzy stwarzają najwieksze zagrożenie na jezdni; tych po alkoholu, narkotykach, piratów i agresywnychi niezrównoważonych emocjonalnie- tu rola psychologów. a nie oblewac tych co nie zaparkują idealnie na kopercie.Jestem kierowcą od 42 lat i zdarza mi się ,że nie od razu bezbłędnie zaparkuję między gęsto ustawionymi samochodami, ale z tego powodu nie spowodowam zagrozenia.
kazbonk
nie wytworzyłem zagrożenia
zenonn
WINIEN TEN CO DAŁ SIĘ PRZEJECHAĆ.
Gdzie miał oczy? Po placu manewrowym łaził? Czasu na reakcje nie miał?
Bóg tak chciał
sammler
To jest chyba jakiś żart. Przecież ona przystąpiła do egzaminu! Ani instruktor, ani lekarz, przez którego była badana, nie zauważył u niej nic niepokojącego? Jak zdała egzamin wewnętrzny? Człowiek nie żyje, a ona de facto w żaden sposób za to nie odpowie. Ona i wszyscy, którzy potencjalnie mogli tej tragedii zapobiec.To jest chyba jakiś żart. Przecież ona przystąpiła do egzaminu! Ani instruktor, ani lekarz, przez którego była badana, nie zauważył u niej nic niepokojącego? Jak zdała egzamin wewnętrzny? Człowiek nie żyje, a ona de facto w żaden sposób za to nie odpowie. Ona i wszyscy, którzy potencjalnie mogli tej tragedii zapobiec.

Rozumiem stres, ale chyba 100% zdających odczuwa wtedy stres. A nie wszyscy mają 18 lat. I wielu myli te pedały nawet na placu, ale jakoś nie kończy się to śmiercią egzaminatora.

Na dodatek co to znaczy "ograniczona poczytalność w chwili wypadku"? Skąd "biegły" ma pewność, że miała ją w chwili wypadku, a nie dopiero po - w związku z szokiem i świadomością, że zabiła człowieka? W ogóle co to niby jest ta "ograniczona poczytalność" w tym przypadku? Trafiła do ośrodka? Świadoma tego, po co tam przyszła? Usiadła za kierownicą i wiedziała po co? No to jak mogła nie być świadoma tego, co robi? Popełniła tragiczny w skutkach błąd, owszem, ale nie każdy błąd można tłumaczyć brakiem "poczytalności".

Powiązane: Bezpieczeństwo na drogach

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki