Pleśń, brak leków, spanie na blasze – tak wyglądają warunki w ośrodku dla osób zatrzymanych w związku z postępowaniem deportacyjnym – podaje poniedziałkowy „Dziennik Gazeta Prawna”. Według gazety, w takich ośrodkach w USA przebywają również Polacy.


„Część Polaków zatrzymanych przez amerykański Urząd Celno-Imigracyjny (ICE) trafia do owianego złą sławą Centrum Detencyjnego Hrabstwa Campbell w stanie Kentucky. To jedno z setek więzień w całym kraju, które na podstawie umów z ICE przetrzymują osoby zatrzymane w związku z postępowaniem imigracyjnym” - czytamy w poniedziałkowym „Dzienniku Gazecie Prawnej”.
Jak czytamy, „według córek Beaty Siemionkowicz, która przebywa tam od sierpnia ubiegłego roku, w celach jest pleśń”. „Osadzeni skarżą się także na jakość jedzenia i brak dostępu do leków.
– Mama opowiadała o chorej na raka dziewczynie, która zmarła w swoim łóżku, bo nikt nie udzielił jej pomocy medycznej” – mówią „DGP” córki osadzonej w amerykańskim ośrodku.
„Kontakt osadzonych z bliskimi jest utrudniony. Za opłatą mogą jedynie wysyłać krótkie wiadomości tekstowe lub wykonywać połączenia telefoniczne. Wizyty członków rodziny są zabronione. (...) Ponad 30 osób zmarło w aresztach ICE od października, a wskaźnik śmiertelności osiągnął najwyższy poziom od 22 lat. Jednocześnie od powrotu Trumpa do władzy co najmniej 23 osoby zostały postrzelone przez funkcjonariuszy imigracyjnych. Zginęło sześć osób, w tym trzech obywateli USA” - czytamy.(PAP)
mml/






























































