Puste półki w sklepach w Niemczech, ale "spokojnie, nie ma powodu do paniki" - informuje szefowa Rentenbanku Nikola Steinbock. Jak prognozuje, dopiero po wakacjach będzie można zobaczyć w pełni skutki nieustającej, jak na razie, blokady cieśniny Ormuz, która odbija się m.in. na rolnikach poprzez ceny oleju napędowego i nawozów. "Wtedy dojdzie do niedoborów" - zaznacza.


- W "normalnych" latach przy uprawie zbóż i kukurydzy, olej napędowy może stanowić do 15 proc. kosztów, a nawozy nawet 30 proc. Jak wiadomo, przez wojnę na Bliskim Wschodzie oraz blokadę cieśniny Ormuz, te koszty znacząco wzrosły i dochodzi do niedoborów. Skok cen produktów używanych w gospodarstwach rolniczych waha się w granicach od 20 do 50 proc. - zaznacza szefowa Rentenbanku, instytucji, której zadaniem jest wsparcie przedsiębiorstw rolnych.
Jeśli ceny rynkowe nie dostosują się natychmiast, powstaje luka w rachunku zysków, z powodu które rolnicy będą sobie zadawać pytanie o opłacalność produkcji. Co za tym idzie, będziemy mieli na rynku mniej żywności. [...] Import zawsze niesie za sobą zagrożenie związane z opóźnieniami czy ograniczeniami - dodaje.
Zapytana wprost w wywiadzie przez serwis t-online o puste półki w sklepach, szefowa banku zaznaczyła, że "nie ma powodów do paniki zakupowej", choć przyszłość trudno "precyzyjnie przewidzieć".
- Wielu ludzi uważa, że przerwy w imporcie żywności do Niemiec są nierealne i potrafię to zrozumieć. Przez dziesięciolecia przyzwyczailiśmy się, ze żywność jest dostępna i kropka. Jednak już pandemia pokazała, że łańcuchy dostaw są podatne za zakłócenia, ale to ryzyko nie przebiło się do świadomości społecznej - zaznacza Steinbock.
Przy jednoczesnej ograniczeniu produkcji w Niemczech sytuacja zmierza ku niebezpiecznym wodom.

opr. aw






























































