Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka poinformowała w czwartek w Sejmie, że jeszcze żaden szpital nie złożył wniosku w sprawie utworzenia tak zwanej izby porodowej. Dodała, że ani resort zdrowia, ani NFZ nie mogą nałożyć na szpital obowiązku świadczenia takiej usługi.


Resort: nie możemy zmuszać szpitali
Wiceminister zdrowia powiedziała, że decyzja w sprawie utworzenia izby porodowej należy do zarządzających szpitalami. Poinformowała, że do tej pory nie wpłynął ani jeden wniosek szpitala w sprawie utworzenia „izby porodowej”. - Nie ma jeszcze w systemie świadczeniodawcy, który zdecydowałby się na takie rozwiązanie - dodała. Podkreśliła, że Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia nie mogą nałożyć obowiązku świadczenia takich usług.
Poseł Bartosz Romowicz (Polska2050) przedstawił hipotetyczną sytuację pacjentki, mieszkanki powiatu bieszczadzkiego, gminy Lutowiska: - O godzinie 22 zaczyna się akcja porodowa (...), pacjentka jedzie do szpitala w Ustrzykach Dolnych, gdzie okazuje się, że na dyżurze nie ma położnej na izbie przyjęć, nie ma chirurgii ostrej (...). Jest lekarz chorób wewnętrznych, który podejmuje decyzje, że nie da się odebrać porodu w sposób naturalny, więc trzeba przewieźć pacjentkę - a mija godzina lub więcej - do szpitala w Brzozowie oddalonego o 80 km albo w Przemyślu, oddalonego o 80 km, co zajmuje ponad godzinę - zaznaczył.
- Pytanie, czy chcemy podawać statystki, dawać narzędzia, z których nikt nie skorzystał, czy faktycznie pomóc mieszkankom powiatów, jak powiat bieszczadzki? - zapytał poseł.
Kobiety dojeżdżają z daleka
Kęcka podkreśliła, że trendem jest, że kobiety decydują się na poród na oddziałach oddalonych nawet o 100 km od miejsca zamieszkania. - Kobiety wybierają miejsce, które w ich odczuciu jest komfortowe na urodzenie dziecka - powiedziała.

Poinformowała, że w ubiegłym roku było dziewięć tzw. incydentalnych porodów, a zdecydowana większość porodów była zaplanowana.
Wiceminister zdrowia podkreśliła, że w styczniu w 2013 gminach czas dojazdu do najbliższego oddziału ginekologiczno-położniczego był krótszy niż 30 minut, a zamieszkujące te gminy kobiety stanowią ponad 92 proc. ogółu kobiet w wieku rozrodczym.
Kęcka poinformowała, że od 2020 do 12 stycznia 2026r. zamknięto 81 oddziałów położniczo-ginekologicznych. Dodała, że w styczniu 2026 r. zamknięte zostały trzy oddziały, a 12 zostało zawieszonych. W roku 2025 r. 27 oddziałów zostało zamkniętych i 27 zawieszonych - powiedziała wiceminister.
Pod koniec stycznia w życie weszło rozporządzenie ministra zdrowia zakładające, że porody będą mogły się odbywać pod opieką położnej w szpitalach bez porodówek, które są oddalone ponad 25 km od najbliższego szpitala z oddziałem położniczo-ginekologicznym.
Natomiast 10 lutego weszło w życie zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, które umożliwia szpitalom składanie wniosków dotyczących utworzenia tzw. izby porodowej. To odpowiedź Ministerstwa Zdrowia na zamykanie kolejnych porodówek. Rozwiązanie jest krytykowane m.in. przez Fundację Rodzić po Ludzku i Fundację Ogólnopolski Strajk Kobiet.(PAP)
kno/ agz/


























































