“Analizujemy przyczyny porażki” - to powiedzonko działaczy sportowych jak ulał pasuje do mojego nastroju po pierwszym dniu z #Tylkomobile. Plany poprowadzenia wykładów wzbogaconych slajdami serwowanymi z telefonu spełzły na niczym. Przynajmniej wiem, co poszło nie tak.


Pierwszego dnia wyzwania #TylkoMobile nie zaliczę do udanych. Najmniejszych kłopotów nie miałem z zakupami - Android Pay zadziałał, jak należy, zarówno w sklepie, jak i w uczelnianej stołówce. Nawiasem mówiąc, jeszcze dwa lata temu na wrocławskim Uniwersytecie Ekonomicznym królowała gotówka. Dziś karty przyjmują nawet niektóre automaty vendingowe. Postęp!
Przede wszystkim chciałem dziś jednak sprawdzić, czy telefon przyda się na zajęciach. Plan był jak najbardziej wykonalny - na poniedziałkowych wykładach zamierzałem pozbyć się notebooka i w charakterze pomocy dydaktycznej wykorzystać smartfona. Wydawało mi się, że mam wszystko co potrzebne. W salach można podłączyć się do projektorów przez złącze HDMI, a rolę pośrednika miał pełnić Chromecast.
Chromecast to urządzenie wielkości pendrive’a. Z wyglądu niepozorne, ale kryje w sobie sporo możliwości. Podłączony do telewizora pozwala na bezprzewodowe przesyłanie na duży ekran zdjęć i filmów. Wiele aplikacji mobilnych obsługuje casting - m.in. Netflix, Spotify i YouTube. Gdy w pobliżu jest Chromecast, w menu aplikacji pojawia się ikonka przypominająca telewizor. Wprawdzie mobilny PowerPoint nie współpracuje z urządzeniem Google, ale już część mobilnego pakietu biurowego firmy z Mountain View pozwala przesyłać bezprzewodowo slajdy na “patyka” z wtyczką HDMI.
W teorii byłem gotów, w praktyce wszystko poszło nie tak. W pierwszej z sal posłuszeństwa odmówił projektor. Nie był sobie w stanie poradzić z rozdzielczością obrazu przesłanego z telefonu. W drugiej problemem okazała się sieć Wi-Fi. Chromecast potrzebuje dostępu do internetu i musi połączyć się z tą samą siecią bezprzewodową, co nadający obraz telefon lub tablet. Uczelniany internet korzysta z nietypowego sposobu uwierzytelniania i wymaga zainstalowania specjalnego certyfikatu. Chromecast nie jest w stanie podłączyć się do takiej sieci.

Mimo dobrych chęci nie byłem w stanie poradzić sobie z problemami technicznymi. Nowy smartfon nie dorównuje 10-letniemu laptopowi co najmniej pod jednym względem - nie da się go podłączyć kablem do dowolnego projektora. Niestety Samsung porzucił obsługę standardu MHL (co pozwalało przesłać obraz kablem podłączanym do portu USB), a jedynym sposobem na “wyjście video” pozostaje właśnie Chromecast.
Byłoby świetnie, gdyby produkt Google pozwalał na połączenie przez Wi-Fi direct lub w jakikolwiek inny sposób niepolegający na dostępie do sieci. Niestety na razie to niemożliwe, a entuzjaści dyskutujący na internetowych forach twierdzą, że w ten sposób technologiczny potentat straciłby możliwość śledzenia użytkowników. Pachnie teorią spiskową...
Nie tracę jednak nadziei i w środę planuję kolejne podejście. Być może będę mógł w końcu powiedzieć “dziwne, bo u mnie działa”.
We wtorek odwiedzam na krótko stolicę. Będzie okazja, żeby sprawdzić mobilne bilety w PKP i nieznaną we Wrocławiu myTaxi. Zapraszam do śledzenia #Tylkomobile i podsumowań na Bankier.pl.
PS. Tak, ten tekst napisałem na telefonie. Wkrótce nieco więcej o tym, jaka to (a może nie?) mordęga.































































