Czy wynik osiągnięty przez BRE Bank w 2002 roku jest dla Pana satysfakcjonujący?
Strata nikogo i nigdy nie usatysfakcjonuje. Już od pewnego czasu ją przewidywaliśmy. W sylwestra potwierdziliśmy to inwestorom. Poinformowaliśmy ich o tym, że w czwartym kwartale będziemy mieli stratę znacznie przekraczającą tę, którą zanotowaliśmy na półrocze. Niestety, nie udało się nam sprzedać po korzystnej cenie niektórych pozycji aktywów. W tej sytuacji postanowiliśmy kontynuować podjęte wcześniej działania restrukturyzacyjne. Miniony rok poświęciliśmy na zbudowanie solidnej bazy rozwoju w 2003 r. Nasze działania zmierzają w kierunku bardzo konserwatywnego podejścia do portfela kredytowego, a jeszcze bardziej konserwatywnie będziemy traktować nasz portfel inwestycyjny. Chcemy zredukować do poziomu absolutnego minimum wszelkie elementy ryzyka w 2003 r. Sądzę, że gdy zaprezentujemy strukturę wyniku, rynek ją zaakceptuje. Oprócz tego zdecydowaliśmy się na stworzenie dużego odpisu na rezerwy na ryzyko ogólne. To nasze dobrowolne działanie, które wynika z przyjętej przez nas strategii. Sprawujemy całkowitą kontrolę nad sytuacją. Przyznaję, że nasze założenia w procesie planowania na 2002 r. były zbyt optymistyczne. Nie zdołaliśmy przewidzieć aż tak głębokiego załamania na rynkach kapitałowych oraz przedłużającej się stagnacji, a nawet recesji w wielu dziedzinach gospodarki. Dodatkowym dużym obciążeniem była realizacja dwóch bardzo ważnych i kosztownych projektów. Pierwszy z nich dotyczył bankowości detalicznej, której udział w ogólnych kosztach działalności naszego banku zbliżony jest do poziomu 25 proc. Drugim poważnym przedsięwzięciem była restrukturyzacja całego pionu zarządzania aktywami powierzonymi, łącznie z przejęciem funduszu emerytalnego EGO. Przedsięwzięcia te miały znaczny wpływ na nasz wynik. Z jednej strony nie osiągnęliśmy spodziewanego wcześniej poziomu przychodów, a z drugiej - wdrażaliśmy dwa rozwojowe, ale kosztowne projekty. Nie starczyło nam sił na ich zrównoważenie.
Czy ten rok będzie lepszy?
Uważam, że z roku 2002 wychodzimy znacznie silniejsi z lepszą i znacznie sprawniejszą strukturą wewnętrzną. Ważne dla osiągnięcia poczucia pewnego komfortu jest również wyeliminowanie czynnika ryzyka. Mimo że istnieje jeszcze wiele zagrożeń, perspektywa 2003 r. wydaje się znacznie bardziej sprzyjającą niż minionych 12 miesięcy. Można powiedzieć, że w ten rok wchodzimy z umiarkowanym optymizmem. Niewątpliwie wydarzeniem lutego 2003 r. było podpisanie umowy w sprawie sprzedaży całości pakietu Elektrimu i restrukturyzacji zaangażowania kredytowego. Osiągnięcie tych porozumień w sposób oczywisty wpływa na poprawę sytuacji banku. Już niedługo będziemy w stanie zanotować zysk osiągnięty w związku z tą transakcją. Jeszcze ważniejsza będzie możliwość rozwiązania rezerwy na ryzyko kredytowe, które były zabezpieczone akcjami Elektrimu. W najbliższym czasie będziemy na bieżąco informowali o realizacji poszczególnych etapów tych przedsięwzięć.
W jaki sposób wynik BRE Banku uzyskany w 2002 r. wpłynie na proces restrukturyzacyjny?
O istnieniu zagrożeń wiedzieliśmy już w połowie ubiegłego roku. Dlatego już wtedy podjęliśmy wiele działań, których celem było wyeliminowanie i złagodzenie spodziewanych, negatywnych skutków. Nie jest to tylko zmniejszenie zatrudnienia w części korporacyjno-inwestycyjnej banku, ale również bardzo rygorystyczna dyscyplina kosztowa. Postanowiliśmy skoncentrować się szczególnie na tych produktach i usługach, które są wysoko dochodowe dziś, a także będą przynosić dochody w przyszłości. Zdecydowaliśmy również o zmianie profilu ryzyka. Nie dotyczy ona zupełnej jego eliminacji, lecz istotnego ograniczenia zaangażowania na rynku kapitałowym. W drugiej połowie ubiegłego roku zmniejszyliśmy to zaangażowanie o około 200 mln zł. Planujemy, że w pierwszym półroczu 2003 r. (łącznie z Elektrimem) uda nam się zredukować je o kolejnych 300 mln zł. W tych planach nie przewidzieliśmy takiej pozycji, jak fundusz emerytalny. Wciąż poszukujemy dla niego partnera. Efektem tego może być znaczne zmniejszenie naszego udziału w funduszu.
Jakie inne działania restrukturyzacyjne zamierza Pan przeprowadzić w ciągu najbliższych 12 miesięcy?
Oprócz dokończenia zmiany profilu ryzyka, staramy się racjonalizować wszelkie procesy zachodzące wewnątrz banku. Chcemy osiągnąć oszczędności zarówno po stronie kosztów rzeczowych, jak i po stronie kosztów osobowych. Chcę podkreślić, że nie przewidujemy żadnych, kolejnych zwolnień grupowych, ale w ramach zarządzania kosztami będziemy prowadzić aktywną politykę zatrudnienia. Będziemy się starać zrobić wszystko, aby pod koniec tego roku mBank osiągnął zysk operacyjny. To samo dotyczy Multi Banku, ale z rocznym opóźnieniem, czyli w tym przypadku zysk operacyjny powinniśmy odnotować pod koniec 2004 r.
Ile osób musiało odejść z BRE Banku w ubiegłym roku?
Nie należy zapominać o tym, że BRE Bank przez cały czas przyjmuje nowych pracowników. Zmieniamy tylko strukturę zatrudnienia. W zeszłym roku zwolnieniami grupowymi objęliśmy ponad 300 osób. Natomiast w tym samym czasie przyjmowaliśmy nowych pracowników do części detalicznej banku. Pod koniec 2002 r. w BRE Banku pracowało prawie 3 tys. osób. W tym roku przewidujemy różne działania związane z outsourcingiem, które nominalnie zmniejszą poziom zatrudnienia. Zamierzamy bowiem przenieść niektóre czynności do wyspecjalizowanej spółki. Chcemy zaproponować naszym pracownikom przejście do tego nowego podmiotu.
Wielu byłych pracowników jest bardzo rozgoryczonych z powodu ubiegłorocznych zwolnień. Czy wpłynie to na sposób przeprowadzania restrukturyzacji zatrudnienia w przyszłości?
Decyzja o zwalnianiu ludzi z pracy jest bardzo trudna i bolesna dla każdego szefa. Niestety, są takie sytuacje, w których racjonalność ekonomiczna wymusza takie działanie. Kiedy przyszedłem do BRE Banku, pracowało w nim tysiąc osób, a w tym ponad sto w biurze maklerskim. Dziś jest nas prawie 3 tys. W ciągu tych lat dawaliśmy i dajemy zatrudnienie olbrzymiej grupie osób. Nie powinniśmy o tym zapominać, oceniając konieczność dokonanych już zwolnień. Na tym etapie rozwoju, w którym się w tej chwili znajdujemy, bez względu na to, czy zamknęlibyśmy rok stratą, czy minimalnym zyskiem, racjonalizacja zatrudnienia byłaby konieczna.
Jakie znaczenie dla polityki jakości BRE Banku ma uczestnictwo w takich przedsięwzięciach, jak na przykład „Biała Lista”?
Uczestniczenie w „Białej Liście” to celowe działanie banku zmierzające do promowania solidności w biznesie, do promowania klientów, którzy mogą o sobie z czystym sumieniem powiedzieć, że są solidni i gotowi są poddać się pewnej weryfikacji. Przedsięwzięcie to jest tak pomyślane, że stanowi sygnał do potencjalnych klientów, że solidni mogą liczyć na znacznie więcej, na prawdziwe partnerstwo. Dotyczy to zwłaszcza średnich przedsiębiorstw, co nie jest tak oczywiste dla wielu banków. Natomiast program budowania jakości i certyfikacji (jak w przypadku certyfikatu ISO 9000, przyznanego naszemu programowi bankowości elektronicznej) wiąże się z przestrzeganiem pewnych procedur. Dotyczy to wielu działań legislacyjnych w banku, związanych z wprowadzaniem nowych produktów. Chodzi o stworzenie i przestrzeganie zasad schematu, którego zadaniem jest nadanie odpowiedniego poziomu jakości i eliminację ewentualnych błędów.
Czy spółka Billbird, której strategicznym inwestorem jest BRE Bank, może w przyszłości osiągnąć znaczący zysk?
Nasza decyzja o zainwestowaniu w Billbird wynikała z dwóch powodów. Po pierwsze, widzieliśmy dużą atrakcyjność takiego modelu biznesowego, który powinien przynieść nam znaczne dochody jako inwestorowi. Uważam, że w przyszłości ponad 50 proc. akcji spółki Billbird, które posiadamy, znacznie zyska na wartości. Po drugie, ta koncepcja biznesowa pozwala nam znaleźć nowych klientów. Działalność takiej firmy jest potrzebna ludziom. Daje możliwość taniego i wygodnego realizowania większości comiesięcznych mikropłatności. Każdy z nas musi dokonywać kilka lub więcej takich operacji. Uwzględniając niskie koszty inwestycji, związane z uruchomieniem systemu, przedsięwzięcie to może przynieść nawet bardzo duży zysk. Wystarczy, że spośród 15 mln gospodarstw domowych tylko jedna trzecia wyrazi ochotę na ten właśnie sposób rozliczeń. Sądzę, że wyniki Billbirda osiągnięte w tym roku odpowiedzą na pytanie, czy ta koncepcja się sprawdza, czy też nie? Obecnie należy pokazać klientom korzyści wynikające z tej formy regulacji rachunków, a następnie przyzwyczaić ich do korzystania z niej. W realizacji tego przedsięwzięcia są jednak pewne opóźnienia. Bardzo trudno jest zawrzeć odpowiednie porozumienia ze wszystkimi zainteresowanymi podmiotami, które są potencjalnymi uczestnikami tego systemu.
Czy bankowość elektroniczna jest strategicznym kierunkiem rozwoju BRE Banku?
Niewątpliwie tak i nie ma już od tego odwrotu. Dyscyplina kosztowa narzuca standaryzację i przejście na bankowość elektroniczną oraz przeniesienie wielu czynności poza bank. Olbrzymi sukces mBanku pokazał, że polski klient indywidualny wcale nie obawia się Internetu, a co więcej, całkowicie akceptuje tę technologię. Znakomita większość naszych klientów korporacyjnych korzysta również z systemu bankowości elektronicznej BRESOK. Także małe przedsiębiorstwa mogą otworzyć rachunek w BRE Banku, „klikając” na naszą stronę internetową i „ściągając” sobie elektroniczny formularz. Istnieje również możliwość wykorzystania tego sposobu do złożenia wniosku kredytowego. Przy okazji przedsiębiorca może samodzielnie przeprowadzić podstawową kalkulację i określić maksymalną wielkość kredytu w zależności od posiadanej zdolności kredytowej. Ta ostatnia oferta jest dostępna zaledwie od kilkunastu dni. Nie twierdzę, że tradycyjne banki „wyginą”. Jednak jestem głęboko przekonany, że koncepcja oparcia działania banku na dwudziestu trzech oddziałach po stronie bankowości korporacyjnej i zmasowanemu użyciu bankowości elektronicznej jest słuszna. Podobnie w przypadku klientów indywidualnych. Trzydzieści dwa tradycyjne oddziały i punkt ciężkości położony na Internet oraz elektroniczny sposób komunikowania. To się sprawdza. Bankowość elektroniczna to poziom kosztów nieporównywalnie niższy niż w przypadku tradycyjnych banków. Nastąpił proces wkraczania do instytucji finansowych nowych technologii, które będą coraz tańsze. Natomiast koszty rzeczowe i osobowe, związane z koniecznością utrzymania tradycyjnych oddziałów, w przyszłości mogą już tylko rosnąć.
Kiedy akcjonariusze BRE Banku SA przekonają się o pozytywnych efektach działań restrukturyzacyjnych?
Sądzę, że już po pierwszym kwartale 2003 r., gdy zaprezentujemy nasz wynik i jego strukturę, akcjonariusze będą mięli powody do zadowolenia. Mam nadzieję, że dostrzegą oni, że czas kryzysu już mija i przechodzi w przeszłość. Dla zarządu najważniejszą sprawą jest gra o przyszłość. Za niespełna czternaście miesięcy Polska stanie się integralną częścią UE. W tym kontekście myślimy o naszych możliwościach i nowych wyzwaniach, stojących przed BRE Bankiem. Jednak zdajemy sobie sprawę z istniejących zagrożeń, które mogą wpłynąć na gospodarkę. Moja ocena możliwości osiągnięcia wzrostu gospodarczego jest umiarkowanie optymistyczna. Uważam, że jest szansa, aby wyniósł on około 3 proc. Jeśli tak się stanie, na pewno skorzysta na tym BRE Bank, jego akcjonariusze i pracownicy.
Dziękuje za rozmową.




























































