
Źródło: SXC
Cel jest prosty: do 2050 roku całkowicie zlikwidować palenie. Przyczynić ma się do tego nowelizacja dyrektywy 2001/37/WE. Wszystkie opakowania mają być zestandaryzowane, czyli wyglądać tak samo. 75% powierzchni paczki zajmą ostrzeżenia o szkodliwości palenia, pozostałe 25% przeznaczone będzie na logo producenta. Ponadto w każdym opakowaniu znajdzie się dokładnie 20 papierosów. Dyrektywa zakaże dodawania do tytoniu substancji smakowych, więc wszystkie papierosy będą podobnie „smakowały”. Znikną papierosy mentolowe oraz slimy.
W Polsce mamy prawie 9 mln nałogowych palaczy. Przeciętna cena paczki papierosów wynosi ok. 10 zł, czyli 50 groszy za papierosa. Z tytułu akcyzy do budżetu państwa wpływa ok. 15 mld zł. Tymczasem podwyżki na papierosy czekają nas co roku. Polska zobowiązała się, że do 2018 roku na każde 1000 papierosów akcyza wyniesie minimum 90 euro. Wówczas sama akcyza w cenie jednej paczki wyniesie ponad 7 zł.
Nowe regulacje uderzają w branże tytoniową, która zatrudnia ponad 50 tys. ludzi w Polsce. Producenci obawiają się, że ujednolicanie opakowań i zwiększanie ceny przyczynią się zwiększenia przemytu. W niektórych rejonach kraju, zwłaszcza przy wschodniej granicy, nawet 70% konsumowanych papierosów pochodzi z przemytu. Kalkulacja jest prosta – papierosy z Ukrainy lub Białorusi nie są gorsze jakościowo, ale za to są 5 razy tańsze. Eksperci przewidują, że dalszy wzrost cen i ujednolicanie paczek nie przełożą się proporcjonalnie na ograniczenie palenia, lecz na wzrost zainteresowania palaczy tańszymi papierosami ze Wschodu.
Koszty leczenie palaczy
Branża tytoniowa ma tylko kilka argumentów przeciwko wprowadzeniu tak restrykcyjnym przepisom. Podstawowy dotyczy dochodów do budżetu, a drugi – zwiększenie przemytu i konsumpcji papierosów z szarej strefy. Z przeciwnej strony mamy wielu zwolenników nowych regulacji. Budżet państwa straci poważny strumień dochodów, ale resort finansów jest gotów ponieść te straty. W grę wchodzi zdrowie ludzi, a leczenie palaczy kosztuje dużo więcej niż wynoszą wpływy z tytułu akcyzy. Choć nie musi to być do końca prawda – według niektórych źródeł koszt leczenia skutków palenia to ok. 9 mld zł rocznie.
Jednak palacze żyją krócej i nie każdy leczony przeżywa. Co roku ok. 100 tys. zgonów w Polsce ma bezpośredni związek z negatywnymi skutkami palenia tytoniu. 40% nałogowych palaczy umiera przed 65. rokiem życia. Gdyby żyli jeszcze kilka lat, to mogliby pracować dłużej, tworzyć PKB i płacić podatki.
Państwo da sobie radę bez pieniędzy od palaczy
Innymi słowy, państwo stać na rezygnację z dochodów z tytułu akcyzy. Niemniej będzie to miało sens tylko wtedy, gdy legalne papierosy nie będą zastępowanie tymi z przemytu. W tym celu należy uszczelnić granice, wprowadzić surowe kary dla sprzedawców i być może także kontrolować samych palaczy. Jest to jednak armia 9 mln „nałogów”, z których większość zawsze będzie bronić swojego prawa do puszczania dymka.
Trudno powiedzieć, czy zmiany proponowane przez UE są optymalne. Z pewnością zniechęcą niektórych młodych, potencjalnych palaczy do nałogu. Z drugiej strony założenie, że do 2050 roku palacze będą w znakomitej mniejszości, jest jednym z nielicznych unijnych celów, który ma duże szanse powodzenia. Nie będzie to trudne, bo do tego czasu większość nałogowców po prostu umrze.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl



























































