Ile pieniędzy wydaliśmy ze środków Unii Europejskiej i dlaczego Komisja Europejska nie chce już finansować budowy e-administracji w Polsce? W kolejnym artykule z cyklu Tydzień w Biznesie dowiemy się także, czy policjanci będą pracować do 60 roku życia oraz czy grozi nam ofensywa "złotych spódniczek"?
Okazuje się, że UE nie chce dalej finansować niektórych projektów, które od lat nie ruszyły z miejsca lub prace nad nimi poruszają się bardzo wolno. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, czyli główny dysponent środków UE w Polsce, wstrzymał rozliczanie projektów związanych z e-administracją, ponieważ spodziewa się cofnięcia ich certyfikowania przez Brukselę. Okazuje się, że problemy ma 7 na 29 projektów. Z tego 5 realizowanych jest przez Centrum Projektów Informatycznych. To właśnie były szef tej instytucji, Andrzej M. podejrzany jest o korupcję.
Stracimy prawie miliard złotych dotacji. Co więcej, przez podejrzenie Urzędu Zamówień Publicznych o zmowę cenową przy przetargu na budowę platformy P1 w służbie zdrowia, najprawdopodobniej nie otrzymamy na realizację tego projektu 575 mln zł dotacji. Szkoda, bo projekt miał umożliwić lekarzom wgląd do danych o pacjentach oraz umożliwić wypisywanie elektronicznych recept.
Odwleka się również termin wprowadzenia nowoczesnego elektronicznego dowodu osobistego. Jest to jedno z priorytetowych zadań rządowego Centrum Projektów Informatycznych, szerzej znany jako projekt pl.ID. Nowy dowód osobisty miał być wydawany od 1 lipca 2013 roku. Jednak wszystko wskazuje na to, że będziemy musieli poczekać do 2015 roku. W rankingu ONZ dotyczącym e-administracji Polska zajęła dalekie 47 miejsce. Wyprzedza nas nawet Kazachstan. Zdaniem większości ekspertów to wstyd i hańba dla kraju, który ma własnego ministra cyfryzacji. Więcej na ten temat w artykule Korupcja w e-administracji zablokowała pieniądze na e-administrację.
Mimo wszystko pieniądze z UE wydajemy po mistrzowsku
Polska wydała już 202,7 mld zł, czyli 74% dostępnych środków z funduszy europejskich przeznaczonych na lata 2007-13. Od początku uruchomienia programów do końca marca br. złożono ponad 216 tys. poprawnych wniosków. Gdyby każdemu przyznano dotację to wartość inwestycji wyniosłaby w sumie 461 mld zł.
202 mld zł to kwota stanowiąca ok. 2/3 budżetu całego państwa. To, że rozdzielono tyle pieniędzy nie jest tożsame z przelaniem ich na konta beneficjentów. Tutaj należy zwrócić uwagę na wydatki kwalifikowalne, które do tej pory wyniosły 135 mld zł, z tego w części UE – 96,7 mld zł. Pieniądze wydajemy głównie na projekty infrastrukturalne, dotacje dla przedsiębiorców i projekty oświatowe. Więcej na ten temat w artykule Wydaliśmy już 74% dostępnych środków z funduszy UE.
Czy policjanci będą pracować do 60 roku życia?
Reformy emerytalnej ciąg dalszy. Rząd za cel wziął sobie przywileje emerytalne służb mundurowych. Są dwa konkurencyjne pomysły. Jeden należy do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a drugi do Ministerstwa Finansów. Dla policjantów lepiej, aby rząd przyjął projekt MSW, bo jeżeli premier posłucha się ministra Rostowskiego, to funkcjonariusze będą musieli pracować dwa razy dłużej niż obecnie.
![]() | Poradnik: : Jak się liczy wynagrodzenie? |

Kolejną istotną kwestią w przypadku „mundurówek” jest sposób obliczania świadczenia emerytalnego. MSW chce, by przy ustalaniu emerytury brano pod uwagę ostatnie trzy lata służby. Dzięki temu funkcjonariusze mogliby liczyć na świadczenie w wysokości 75% ostatniej pensji. Z kolei MF chce, by brano pod uwagę wszystkie lata służby. W efekcie policjanci mogliby liczyć na emeryturę w wysokości 60% ostatniego wynagrodzenia.
Obydwa rozwiązania są krytykowane przez funkcjonariuszy. Twierdzą, że bardzo korzystne przywileje emerytalne były sposobem na zachęcenie młodzieży do wstępowania w szeregi policji. Ponadto stanowiły wynagrodzenie za 15 lat narażania życia dla dobra obywateli. Analitycy podają, że przy stosunkowo wysokim bezrobociu nigdy nie zabraknie chętnych do pracy w policji. Więcej na ten temat w artykule Czy policjanci będą pracować do 60 roku życia?
Czy grozi nam ofensywa "złotych spódniczek"?
Zgodnie z założeniami Komisji Europejskiej od 2015 roku w zarządach spółek 30% składu mają stanowić kobiety, a od 2020 roku odsetek ten ma wzrosnąć do 40%. Obecnie w Polsce 12,2% członków rad nadzorczych stanowią przedstawicielki płci pięknej – to dokładnie taki sam procent jak w USA. Pod tym względem wyprzedzamy Niemcy (10,5%), Francję (9,5%) i Belgię (6,8%). Zdaniem ekspertów popierających projekt Komisji Europejskiej, większy odsetek pań w radach nadzorczych to konieczność. Pozwoli to lepiej stymulować przedsiębiorczość kobiet. Ponadto zachęci je to do rozwijania kariery zawodowej. Niektórzy, bardziej radykalni ekonomiści jak, np. Dunka Benja Stig Fagerland twierdzili, że im więcej kobiet w gospodarce tym większe szanse na wyjście z kryzysu.
Bankier.pl






























































