Największą wartością jest to, że konkluzja w sprawie sankcji została przyjęta przez wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej; dyskusja nad sankcjami miała bardzo burzliwy przebieg - powiedział w piątek premier Mateusz Morawiecki w Brukseli.


W piątek UE formalnie przyjęła sankcje wobec przedstawicieli władz Białorusi za fałszowanie wyborów i represje wobec protestujących. Sankcje zostały przyjęte w procedurze pisemnej po tym, gdy w czwartek późnym wieczorem na szczycie UE porozumieli się w tej sprawie unijni liderzy. Zakładają one zakaz wjazdu do UE i zamrożenie aktywów.
W sumie wykaz, który został opublikowany w piątek w oficjalnym dzienniku urzędowym UE, zawiera 40 nazwisk. Restrykcjami zostali objęci szef MSW Juryj Karajeu i czterech jego zastępców, szefowa Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) Lidzija Jarmoszyna, jej zastępca oraz 10 innych członków tej instytucji.
UE podkreśliła, że CKW i jej kolegium ponoszą odpowiedzialność za bezpodstawne odrzucenie niektórych kandydatów opozycji w wyborach prezydenckich oraz za nałożenie przez komisję nieproporcjonalnych ograniczeń na obserwatorów w lokalach wyborczych. CKW, jak zaznaczono w rozporządzeniu unijnym, zadbała również o to, by skład nadzorowanych przez nią komisji wyborczych miał stronniczy charakter.
Na liście osób objętych restrykcjami znaleźli się ponadto szef oddziałów specjalnych OMON Dzmitryj Bałaba, dowódca jednostki specjalnej szybkiego reagowania (SOBR) ppłk Alaksandr Bykau, a także przedstawiciele kierownictwa MSW, w tym szef Departamentu ds. Więziennictwa oraz milicji.
Na liście na razie nie ma prezydenta Alaksandra Łukaszenki, ale UE nie wyklucza dodania go do niej w przyszłości. Na razie jest on wykluczony z restrykcji, by umożliwić prowadzenie z nim ewentualnych rozmów. Do tej pory jednak Łukaszenka prowadził dialog jedynie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.
Morawiecki podkreślił, że "największą wartością jest to, że konkluzja w sprawie sankcji została przyjęta przez wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej". "Były kraje, które przeciwstawiały się takiemu podejściu, dlatego zawsze finalny efekt jest pewną wypadkową dyskusji, która miała bardzo burzliwy przebieg i dlatego raczej patrzę na to przez pryzmat tego, co udało się osiągnąć" - dodał.
Jak zaznaczył premier, sankcje mają obejmować osoby związane pośrednio lub bezpośrednio z przemocą na Białorusi - funkcjonariuszy OMON, funkcjonariuszy aparatu sprawiedliwości.

Borrell ma nadzieję, że sankcje powstrzymają władze od przemocy
Borrell podkreślił, że UE przyjęła jednogłośnie sankcje wobec 40 białoruskich urzędników odpowiedzialnych za represje i zastraszanie pokojowych demonstrantów, członków opozycji i dziennikarzy w następstwie wyborów prezydenckich na Białorusi w 2020 r., a także za fałszowanie wyborów.
"Jest to silny sygnał poparcia UE dla demokratycznego prawa Białorusinów do wyboru swojego prezydenta w drodze wolnych i uczciwych wyborów, a także naszego potępienia represji i przemocy wobec osób korzystających ze swoich podstawowych praw. Jest to również silny sygnał, że UE przestrzega swoich wartości demokracji i praw człowieka i jest gotowa ich bronić na całym świecie. Ciągłe poważne naruszenia praw człowieka i fałszowanie wyborów wiążą się z kosztami" - wskazał.
Wyraził nadzieję, że sankcje te zachęcą białoruskie władze do powstrzymania się od dalszej przemocy, do uwolnienia wszystkich bezprawnie przetrzymywanych osób, w tym więźniów politycznych, do rozpoczęcia dokładnego śledztwa w sprawie wszystkich domniemanych naruszeń i nadużyć oraz do zaangażowania się w autentyczny i pluralistyczny dialog z opozycją z myślą o znalezieniu pokojowego wyjścia z obecnego kryzysu.
"UE będzie nadal uważnie śledzić rozwój wydarzeń na Białorusi" - podsumował, dodając, że UE jest gotowa nałożyć dodatkowe środki ograniczające, jeśli sytuacja się nie poprawi.
Szefowa KE Ursula von der Leyen po pierwszym dniu szczytu wyraziła zadowolenie z decyzji o wdrożeniu sankcji białoruskich. Przekonywała, że nie będzie żadnego zrozumienia dla osób, które pacyfikowały pokojowe protesty na Białorusi oraz przyczyniły się do sfałszowania wyborów prezydenckich w tym kraju.
Z Brukseli Łukasz Osiński





























































