Od 1,6 tys. zł za noc w pokoju dwuosobowym "bez widoku" do 5 tys. zł za apartament - to nie jedyne koszty, z którymi muszą się liczyć goście największego hotelu nad Bałtykiem, czyli Gołębiewskiego w Pobierowie. Doba parkingu kosztuje bowiem kilkaset złotych.


Ceny w Hotelu Gołębiewskim w Pobierowie nie odstraszają chętnych, którzy już pod koniec czerwca mają się zjawić w obiekcie. Przekładając cennik "za noc" na tygodniowy urlop nad morzem dla trzyosobowej rodziny pod koniec lipca - należy zapłacić od 11 tys. zł w górę. Gdy goście wybiorą apartament, cena wzrasta do ponad 26 tys. zł za tydzień. To jednak nie wszystko.
Z psem i samochodem do "małego Dubaju". Oto ceny
Przyjeżdżając na miejsce samochodem, należy liczyć się z dodatkowym rachunkiem. Miejsce na parkingu podziemnym kosztuje 80 zł na dobę. To daje 560 zł przy siedmiodniowym pobycie. Można wybrać "tańszą" opcję, czyli parking zewnętrzny. Cena za postój to 60 zł za dobę, co pomnożone przez 7 daje 420 zł.
Przeczytaj także
Do Hotelu Gołębiewski można zabierać także psy. W przypadku mniejszych - czyli takich do 10 kg - kwota za pobyt to 150 zł za dobę (czyli 1050 zł za tydzień). Gdy posiadamy większego pupila, koszt wzrasta do 250 zł za dobę. W porównaniu do innych pięciogwiazdkowych hoteli nad Bałtykiem cena ta jest najwyższa.
Tydzień nad Bałtykiem za 26 tysięcy złotych?
Warto jednak pamiętać, że zaproponowane ceny pokoi należą do tzw. dynamicznych, co oznacza, że są uzależnione od daty i standardu. Wybrana forma zadatku może obniżyć koszty. 90-procentowy zadatek, opłacony od razu, może obniżyć koszt nocy od 200 do kilkuset złotych. Podsumowując, tuż przed lipcem można znaleźć nawet dwuosobowy pokój za 1,3 tys. zł. Z kolei apartament w szczycie sezonu może kosztować 5,5 tys. zł.

3 tys. osób i jedno wąskie przejście. Absurdalne zejście na plażę przy największym hotelu w Pobierowie
"Zejście na plaże jak na klatce schodowej" - to tylko jeden z komentarzy po tym, jak w mediach społecznościowych pojawiły się filmiki pokazujące wejście na plażę, które przypomina bardziej te przy domkach letniskowych, a nie hotelu, który może przyjąć w szczycie 3 tys. gości. Internauci żartują, że "trzeba będzie ręcznikami zajmować miejsce w kolejce nad Bałtyk, a nie na basenie".
opr. aw































































