REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Trzy lata po "czarnym czwartku" frankowcy nie mają powodów do radości

Michał Kisiel2018-01-15 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2018-01-15 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Mijają trzy lata od pamiętnego „czarnego czwartku”, kiedy kredytobiorców zaskoczyła decyzja SNB o porzuceniu kotwicy wiążącej kurs franka szwajcarskiego z euro. Na początku stycznia 2018 r. kurs helweckiej waluty znalazł się w końcu na poziomie niższym niż przed styczniem 2015 r. Nie oznacza to jednak, że frankowcy mogą odetchnąć z ulgą – ich najważniejszy problem pozostaje aktualny.

O sytuacji kredytobiorców, którzy zaciągnęli zobowiązania powiązane z kursem franka szwajcarskiego, mówi się z reguły wtedy, gdy kurs tej waluty przekracza symboliczne granice. Tak było w 2011 r., gdy na dłuższy czas zadomowił się powyżej 3 zł. Tak stało się także 15 stycznia 2015 r., gdy zawirowania na rynku walutowym sprawiły, że helwecka waluta pobiła wszystkie wcześniejsze rekordy.

fot. / / YAY Foto

Przez kolejne lata ten dzień urósł do rangi symbolu. Traktowano go jako odniesienie w planach doraźnego wsparcia kredytobiorców (sześciopak ZBP), a rocznice jako okazje do zaprezentowania kolejnych podejść do rozwiązania problemu (w tym zapomnianego już projektu zawierającego ideę „kursu sprawiedliwego”). Gdy na początku stycznia 2018 r. kurs franka znalazł się na poziomie sprzed tej symbolicznej daty, w wielu doniesieniach pojawiły się opinie, że frankowcy powinni wchodzić w nowy rok w doskonałych humorach. Przypomnijmy jednak na czym polega największa bolączka kredytobiorców, której lekko taniejący frank nie usuwa niczym cudowny lek.

Raty to nie wszystko

W utrzymanych w optymistycznym tonie opiniach towarzyszących spadkowi kursu franka często pojawia się nawiązanie do malejących rat kredytów „walutowych”. Rzeczywiście, obciążenia kredytobiorców spłacających takie zobowiązania zmalały na przestrzeni 2017 r. znacząco.

Spójrzmy na przykład. Załóżmy, że w lutym 2008 r., zaciągnęliśmy kredyt na 300 tys. zł na 100 proc. wartości nieruchomości. Pierwsze trzy kwartały tego roku były okresem szczytowej popularności zobowiązań opartych na franku szwajcarskim. Helwecka waluta kosztowała w lutym około 2,25 zł, by w sierpniu znaleźć się na krótko w okolicach poziomu 2 zł.

Wakacje na giełdzie
fot. / / Bankier.pl

Pierwsza rata naszego 30-letniego kredytu wynosiła około 1300 zł (zakładamy 1-procentową marżę i pomijamy spread, który windował rzeczywiste koszty obsługi zadłużenia co najmniej do 2011 r., czyli wejścia w życie ustawy antyspreadowej). W styczniu 2015 r., zaraz po czarnym czwartku, rata sięgała już 1830 zł, by później oscylować w przedziale 1500-1600 zł. W grudniu 2016 r. przykładowy kredytobiorca musiał zapłacić 1640 zł. Kolejny rok przyniósł stopniową obniżkę raty, która w styczniu 2018 r. spadła do poziomu ok. 1400 zł.

Klient, który w 2008 r. wybrał kredyt złotowy (przyjmijmy, że również z marżą 1 pp.) przez kilka lat, do maja 2013 r., płacił wyższe raty niż frankowiec. Obniżki stóp procentowych doprowadziły jednak do znacznej redukcji obciążeń. Od połowy 2015 r. rata kredytu złotowego pozostawała na mniej więcej stałym poziomie 1290 zł.

Mogłoby się wydawać, że frankowcy rzeczywiście „mają powody do zadowolenia”. Niższe bieżące koszty obsługi długu na pewno są odczuwalne w portfelach kredytobiorców. Najpoważniejszy problem czai się jednak w innym miejscu.

Nadal „pod kreską”

Przez niemal 10 lat spłaty kredytobiorca „frankowy” w naszym uproszczonym przykładzie przelał bankowi łącznie około 175 tys. zł (ok. 135 tys. zł po odjęciu odsetek). Tymczasem pozostały do spłaty dług wyrażony w złotych wynosi w styczniu 2018 r. ok. 330 tys. zł. Jest zatem wyższy o 1/10 niż w momencie zaciągnięcia zobowiązania.

fot. / / Bankier.pl

Przyjmując, że nieruchomość kupiona na kredyt jest obecnie warta tyle samo, ile w czasach hipotecznego boomu 2008 r., kredytobiorca pozostaje „uwięziony” – sprzedaż mieszkania i spłata zobowiązania nie wchodzą w grę. Konieczne byłoby zrealizowanie straty, czyli dopłacenie bankowi różnicy pomiędzy kwotą uzyskaną z transakcji a saldem zadłużenia. W naszej symulacji wskaźnik LTV zbliży się do 100 proc. (zakładając styczniowy kurs franka i stawkę LIBOR) za około 2 lata.

Trzy lata bez fundamentalnych zmian

W ustawowych propozycjach rozwiązania problemu kredytów opartych na walutach obcych znalazł się fragment przygotowany z myślą o chcących uwolnić się od „nawisu” w razie sprzedaży nieruchomości. Odpowiedzią ma być pożyczka z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców wypłacana bezpośrednio na rachunek kredytodawcy. Maksymalna kwota to 72 tys. zł, a późniejsza spłata oparta będzie na zasadach analogicznych jak w przypadku wsparcia przy spłacie rat z funduszu. Oznacza to, że zwrot odbywa się w 144 nieoprocentowanych ratach, z możliwością umorzenia części zobowiązania po terminowej spłacie 100 rat.

Pożyczka z FWK może skusić kredytobiorców znajdujących się w przymusowym położeniu – pozwala nieco obniżyć poniesioną stratę (przy założeniu umorzenia jej części) i rozciągnąć ją w czasie. Dla osób, które nie muszą pozbywać się mieszkania, ale chciałyby np. nabyć inną nieruchomość dla rozwijającej się rodziny, takie rozwiązanie nie będzie atrakcyjne. Pozostaje próba „przeniesienia” kredytu na nowe mieszkanie, ale tutaj klient pozostaje zdany na dobrą wolę banku-kredytodawcy. Co gorsza, gdy bank nie okaże się w tej dziedzinie elastyczny, zmiana instytucji nie jest praktycznie możliwa – refinansowanie „frankowych” hipotek (bez operacji przewalutowania) to mrzonka.

Znamienne, że problem najbardziej istotny dla typowego kredytobiorcy wciąż pozostaje nierozwiązany systemowo. Chociaż nadal nie ma pewności co do zasad restrukturyzacji, którą proponować będą banki w ramach ustawy czekającej w parlamencie na dalszą obróbkę, to można założyć, że proces ten w pierwszym rzucie obejmie przede wszystkim osoby w gorszym położeniu finansowym. Trudno też ocenić, czym banki zdołają zachęcić kredytobiorców do takiej operacji. Po trzech latach i paradzie pomysłów wyprodukowanych przez kilka instytucji i partii wielu frankowców nadal nie wie, czego spodziewać się w najbliższej przyszłości i musi odkładać na później życiowe plany.

Źródło:
Michał Kisiel
Michał Kisiel
analityk Bankier.pl

Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z psychologią finansów, analizuje, jak płacą i zadłużają się Polacy. Doktor nauk ekonomicznych, zwolennik idei społeczeństwa bez gotówki. Pomysłodawca finansowego eksperymentu "2 tygodnie bez portfela", w ramach którego banknoty i karty płatnicze zamienił na smartfona. Telefon: 501 820 788

Tematy
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.

Komentarze (16)

dodaj komentarz
caesar_m
Obecna sytuacja to pokłosie czasów Balcerowicza w których bankom nadano nieograniczone przywileje w doktrynalnym zacietrzewieniu. Od tego czasu trwa budowa teoretycznego państwa z idealnymi warunkami do powstawania całkiem realnych fortun. Bardzo dobrą lub dobrą znajomość rynków finansowych i regulacji prawnych w tym temacie ma mniej Obecna sytuacja to pokłosie czasów Balcerowicza w których bankom nadano nieograniczone przywileje w doktrynalnym zacietrzewieniu. Od tego czasu trwa budowa teoretycznego państwa z idealnymi warunkami do powstawania całkiem realnych fortun. Bardzo dobrą lub dobrą znajomość rynków finansowych i regulacji prawnych w tym temacie ma mniej niż 1% ludzi, "jako-tako" orientuje się w finansach mniej niż 10%, a państwo (doktrynalnie liberalne!) umywa ręce i powiada że niech Kowalski kopie się z Bankiem (nie ważne którym). Przecież obowiązuje reguła równości podmiotów wobec prawa. Nieważne że Bank ma milion razy większe możliwości i jest UPRZYWILEJOWANY prawnie . Państwo "umywa ręce'. Pytanie na cholerę Kowalskiemu takie Państwo które przecież utrzymuje Kowalski a nie Bank....
Kredyty zwane hipotecznymi są tylko hipotetycznie hipotetyczne .... Czyli nazwano produkt z czasów sprzed Solona w Atenach - kredyt pod zastaw wolności i życia całej rodziny kredytem hipotecznym czyli z istoty takim w którym zastawem jest hipoteka (na nieruchomości).
W "dziko liberalnych" USA kredyt hipoteczny oznacza że kredytobiorca może pewnego dnia wziąć klucze od domku , zanieść do banku i powiedzieć - sorry , ale ja rezygnuję i bank przejmuje nieruchomość a kredytobiorca jest (ze stratą albo i bez straty) - ROZLICZONY.
Drugą rzeczą jest to że w USA 70% kredytów jest na stałą stopę procentową a w praktyce oznacza to że takie kredyty mają malejącą stopę kredytową (jak stopy spadną można zrolować kredyt). Takie rozwiązania przenoszą znaczącą część ryzyka z zakupu nieruchomości na banki . Dlatego banki racjonalniej udzielają kredytów - bo mają w tym życiowy interes a w przeciwieństwie do Smythów dysponują znaczną wiedzą o rynku nieruchomości i finansach oraz zarządzaniu ryzykiem... W USA gdy ceny nieruchomości znacząco spadają to problem mają banki - bo zamiast spłacać kredyt na drogą nieruchomość klientowi opłaca się oddać dom bankowi i zakupić inny - znacząco taniej. Więc bank z klientem bardzo życzliwie negocjuje..albo traci !
W Polsce Bank w takiej sytuacji domaga się dodatkowych (drogich) zabezpieczeń, a gdy klient nie klęka to zabiera się mu dom szybko i tanio sprzedaje a pozostałą, nie spłaconą część kredytu wiesza się klientowi dożywotnio na szyi. Widać że stypendium doktoranckie w USA ufundowane przez Uczelniany Komitet PZPR towarzyszowi Balcerowiczowi nie wystarczyło dla zrozumienia na czym polega Wolny Rynek w USA żeby był wolny dla wszystkich...
sonmi451
pamiętacie reklamy kredytu "stokrotka"?

"zarabiasz 7000 miesięcznie, to dostaniesz 700 000 kredytu".....

:-))))
sonmi451
reakcja powinna być analogiczna do tej której nie było przy amber gold
rekin1986
Owszem był taki kredyt ale takie coś mogą brać osoby co mają taki dochód x 2 czyli jedna i druga po 7 tys to jest wtedy kredyt x 50 wypłat na głowę

Tylko , że inaczej liczy się kredyt dla singla a inaczej dla pary bo wtedy są 2 żródła dochodu zamiast jednego

100 wypłat można sobie wziąć pod budowę domu pod
Owszem był taki kredyt ale takie coś mogą brać osoby co mają taki dochód x 2 czyli jedna i druga po 7 tys to jest wtedy kredyt x 50 wypłat na głowę

Tylko , że inaczej liczy się kredyt dla singla a inaczej dla pary bo wtedy są 2 żródła dochodu zamiast jednego

100 wypłat można sobie wziąć pod budowę domu pod warunkiem , że ma się działkę nieobciążoną hipotecznie wartą drugie tyle co dom który chcemy postawić

Wtedy mamy owszem współczynnik kredytowy wypłata x 100 ale współczynnik LTV mamy 50 procent co przy takim rozwoju wydarzeń wzrost wartości gruntu rekompensuje obsługę kredytową oraz amortyzację budynku bajer polega na tym , że nie każdy potrafi myśleć przez pryzmat - analityczno- perspektywiczny przyczyna- skutek - reakcja -skutek -
rekin1986
Analizując te wykresy można stwierdzić tylko jedno ludzie biorący kredyty na współczynnik LTV powyżej 60 procent to samobójcy ekonomiczni

Nawet w konstytucji jest zapis , że nie wolno zadłużać państwa na ponad 55% PKB a w traktacie z Mastricht na 60 procent

Nieważnie w jakiej walucie weżmie się kredyt czy dewizy
Analizując te wykresy można stwierdzić tylko jedno ludzie biorący kredyty na współczynnik LTV powyżej 60 procent to samobójcy ekonomiczni

Nawet w konstytucji jest zapis , że nie wolno zadłużać państwa na ponad 55% PKB a w traktacie z Mastricht na 60 procent

Nieważnie w jakiej walucie weżmie się kredyt czy dewizy czy złotówki zawsze jest ryzyko albo stóp albo kursu ale niestety nie zastanowi się jeden z drugim , że branie kredytów na okres dłuższy niż samemu się żyje to pętla do końca swoich dni Ten kto pozwolił na kredyty na 100 lub 110 procent w latach 2005-2007 ten powinien dostać kulę w łeb za zrobienie z obywateli nowoczesnych niewolników
rynryn
Dla mnie frankowcy dopominający się kasy de facto od nas to pospolici zło dzieje
Powinno się ich tępić jak szarańczę wyłączwszy metody kryminalne )
jkl777
A jak nazwac 500plusy Mieszkania plusy i koryto plusy? Pospolici szmalcownicy i zlodzieje?
tospiewalemja
Jak się nie ma na coś pieniędzy to się tego nie kupuje. A teraz możecie walić minusy ...
adam.1983
Nie każdemu kredyt frankowy tak doskwiera jak to szumnie jest rozgłaszane, nie każdy dostał kredyt po kursie franka 2zł. Moi rodzice brali kredyt ze średnia ceną franka ( transze w różnych okresach ) około 2,80zł i im ten kredyt się bardziej opłaca niż mi podobny kredyt w PLN przy obecnych niskich stopach procentowych. Bo oni mają Nie każdemu kredyt frankowy tak doskwiera jak to szumnie jest rozgłaszane, nie każdy dostał kredyt po kursie franka 2zł. Moi rodzice brali kredyt ze średnia ceną franka ( transze w różnych okresach ) około 2,80zł i im ten kredyt się bardziej opłaca niż mi podobny kredyt w PLN przy obecnych niskich stopach procentowych. Bo oni mają do spłaty wprawdzie większy kapitał przez wzrost kursu ale nie mają odsetek i po historii stóp procentowych Szwajcarii nic nie wskazuje żeby miały nagle drastycznie rosnąc, a w Polsce może być różnie, to że dziś jest 1,5% nie daje gwarancji że za 10 lat nie będzie 10%. Do tego marża banku dziś trudno znaleźć wartość zbliżoną do 2% a oni mają poniżej 1%
Dziś płacą ratę niższą niż ja w PLN za podobny kredyt a przecież frank jest o 25% droższy.
Zawsze będą osoby które mają problem z spłatą zobowiązań ci w PLN też to znaczy że społeczeństwo ma odpowiadać za ich błędne decyzje, a może jeszcze by tak wymyślić ustawę o dofinansowaniu tych co stracili kasę kupując akcje, przecież miały zdrożeć a nie stanieć.
rekin1986 odpowiada adam.1983
Nikt przy zdrowych zmysłach nie kupuje nieruchomości na cele mieszkaniowe za 300 czy 400 tys zł a bywali i tacy co brali i po 700 tys też

Na pierwszy dach nad głową w latach 2005-2007 wystarczyło kupić mieszkanie o powierzchni 40 m2 przy cenie 160 tys zł na 20 procent wkładu własnego tym bardziej , że wtedy nie
Nikt przy zdrowych zmysłach nie kupuje nieruchomości na cele mieszkaniowe za 300 czy 400 tys zł a bywali i tacy co brali i po 700 tys też

Na pierwszy dach nad głową w latach 2005-2007 wystarczyło kupić mieszkanie o powierzchni 40 m2 przy cenie 160 tys zł na 20 procent wkładu własnego tym bardziej , że wtedy nie było wymogów wkładów własnych do dzisiaj nie było by problemu ze spłatą bo współczynnik kredytowy by spadł do poziomu 40 procent gdy stopa referencyjna zjechała z 4,2 % w 2006 roku do 1,5 w 2015 i tak trwa do dzisiaj to ten co by wtedy wziął kredyt w złotówkach na 80 procent do dzisiaj już by miał do końca kredytu bliżej niż dalej

Lecz zachciało się sporej części ludzi mieszkań dwupoziomowych nie rzadko o metrażu 150 m2 za 600 tys i dzisiaj pisk wszystkich zarówno frankowiczów jak i złotówkowiczów za oprocentowanie

Co do programów 500+ mieszkanie+ czy senior+ to robi się to po to by nie robić z obywateli z nowoczesnych niewolników ale spora część ludzi patrzy tylko przez pryzmat bieżący nie zastanawiając się nad pryzmatem długoterminowym

Powiązane: Życie z frankiem

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki