Czwartek był kolejnym dniem masakry dolara. Na ratunek amerykańskiej walucie przybył prezydent Donald Trump, co momentalnie odwróciło trendy na rynkach finansowych.


[Aktualizacja. 08.30] W piątkowy poranek dolar odrobił nieco strat, lecz na rynku wciąż jest nerwowo. Inwestorzy oczekują na popołudniowe wystąpienie Donalda Trumpa w Davos.
To był pracowity dzień dla inwestorów. Najpierw pracy dostarczył Mario Draghi. Choć EBC nawet o jotę nie zmienił polityki pieniężnej, to podczas konferencji prasowej Włocha kurs EUR/USD rósł jak szalony, po raz pierwszy od grudnia 2014 roku osiągając poziom 1,25 dolara za euro. Momentami kurs dolara sięgał nawet 3,3050 złotego, co było najniższą wartością od ponad 3 lat.
Nurkujący dolar wywindował cenę uncji złota do 1 365,30 USD – a więc nieznacznie powyżej wrześniowego szczytu i najwyżej od sierpnia 2016 roku. Pod wpływem umacniającego się euro (co jest niekorzystne dla eksporterów ze strefy euro) w dół szły ceny akcji na europejskich giełdach: niemiecki DAX spadł o 0,9%.
Wszystko zmieniło się wieczorem, gdy głos zabrał Donald Trump, który de facto zdementował środową wypowiedź własnego sekretarza skarbu. „Dolar będzie stawał się coraz silniejszy i ostatecznie chciałbym widzieć silnego dolara” - powiedział prezydent Trump w wywiadzie dla stacji CNBC.
Była to wypowiedź w całkowitej kontrze wobec tego, co widzieliśmy na wykresach i stojąca w sprzeczności z wypowiedzianym dzień wcześniej frazą Stevena Mnuchina. Sekretarz skarbu Mnuchin powiedział w Davos, że słabszy dolar jest „dla nas dobry w kontekście możliwości handlowych”.
Niemniej jednak to walutowe rozdwojenie jaźni w amerykańskiej administracji przynajmniej na jakiś czas zatrzymało spadek swobodny dolara. Do końca dnia kurs EUR/USD obniżył się z 1,2537 do 1,2405, powracając mniej więcej tam, gdzie był przed konferencją Draghiego. Dolarowa cena złota spadła do 1 347,20 USD za uncję – a więc o blisko 20 USD względem śródsesyjnego maksimum. Zatrzymana została także zwyżka rentowności (czyli spadek cen) amerykańskich obligacji skarbowych.
Wall Street pozostała niezdecydowana. S&P500 i Nasdaq zakończyły czwartkową sesję neutralnie. Tylko Dow Jones zyskał wyraźnie, rosnąc o 0,54% i ustanawiając nowy rekord. Za większość czwartkowej zwyżki odpowiadały jednak tylko trzy walory: Boeinga, 3M i Goldman Sachs. Wzrósł za to indeks zmienności VIX. Pojawiła się zatem szansa, że po dwóch latach nieobecności zmienność wróci do inwestycyjnego jadłospisu.
Krzysztof Kolany































































