Azjatyckie giełdy gwałtownie zareagowały na decyzję Trumpa o obłożeniu zaporowymi cłami dużej części produktów importowanych z Chin i odpowiedź Pekinu na działanie Amerykanów.


Głębokie spadki odnotowały dziś wszystkie najważniejsze azjatyckie parkiety. Japoński Nikkei zakończył sesję 4,51 proc. pod kreską, a indeks szerokiego rynku Topix - 3,37 proc. Koreański KOSPI zniżkował o 3,18 proc.
W Chinach głębiej zanurkowały indeksy szerokiego rynku - Shanghai Composite spadł o 3,39 proc., a Shenzhen Composite aż 4,49 proc., podczas gdy zrzeszający największe spółki z obu parkietów CSI 300 stracił 2,87 proc. "Chiński Nasdaq", czyli Chinext obsunął się o 5,02 proc. Walory z Państwa Środka znalazły się na najniższych poziomach od 9 lutego, gdy do Azji dotarła fala mocnych spadków rozpoczęta na Wall Street.
Hongkoński Hang Seng zamknął się 2,49 proc. na minusie. Ton spadkom narzucał Tencent. Technologiczny gigant z Chin nurkuje na kilkanaście minut przed finiszem sesji o przeszło 4 proc. po tym, jak jeden z największych akcjonariuszy spółki - Naspers - ogłosił wczoraj, że zamierza sprzedać akcje warte ok. 10 mld dolarów po cenie o 7,8 proc. niższej niż cena zamknięcia z czwartku. Jest to największa transakcja w historii parkietu, pomijając debiuty. Tencent jest piątą najwyżej wycenianą spółką publiczną na świecie - z kapitalizacją na poziomie 500 mld dolarów znajduje się tylko za Apple'em Alphabetem (Google), Amazonem i Microsoftem, ale choćby przed Facebookiem.
Wyprzedaż dotarła także na chiński rynek metali przemysłowych. Kontrakty na rudę żelaza, gumę i stal zbrojeniową spadały o maksymalny dopuszczalny dzienny limit, a inne metale traciły po 4-6 proc.

Decyzję Trumpa odczuli również akcjonariusze spółek notowanych w USA. Dow Jones stracił w czwartek ponad 700 punktów, a więc 2,93%. Indeks S&P500 zanurkował o 2,52%, kończąc dzień na najniższym poziomie od połowy lutego. Nasdaq stracił 2,43% i wymazał marcowe wzrosty. Były to najsilniejsze spadki na Wall Street od sześciu tygodni.
Prezydent USA podpisał memorandum, na mocy którego amerykańska administracja może nałożyć cła i inne restrykcje na niektóre produkty importowane z Chin. Konkretna lista towarów ma zostać ogłoszona w ciągu 15 dni, ale już wiadomo, że znajdą się na niej dobra, których import do USA z Państwa Środka wynosił ok. 60 mld dolarów rocznie (ok. 10 proc. całego importu do Stanów z Chin). Stawki mają sięgać nawet 25 proc. wartości sprowadzanych dóbr. Waszyngton ma też jeszcze mocniej niż dotychczas ograniczać chińskie inwestycje w USA.
Sankcje są odpowiedzią na praktyki Chin polegające na kradzieży i wymuszaniu transferów własności intelektualnej z amerykańskich firm, ale też na deficyt USA w obrotach handlowych z Chinami.
Trump nie musiał długo czekać na reakcję Pekinu
"Jeśli ktoś wypowiada wojnę handlową Chinom, będziemy walczyć do samego końca" - stwierdził ambasador Państwa Środka w USA Cui Tiankai. Chińskie ministerstwo handlu ogłosiło dziś zamiar objęcia 15-proc. cłem 120 amerykańskich towarów, od owoców, orzechów i wina, po stalowe rury oraz 25-proc. cłem 8 produktów - kilku rodzajów wieprzowiny i aluminium z recyklingu. Łączna wartość importu tych dóbr z USA do Chin to ok. 3 mld dolarów rocznie.
Na liście zabrakło kluczowych produktów - soi, sorgo i samolotów Boeinga. Dopiero objęcie tych produktów specjalnymi taryfami poważnie uderzyłoby w gospodarkę USA, szczególnie wrażliwy sektor rolniczy, istotny w tzw. "swing states", gdzie decydują się losy wyborów w Stanach Zjednoczonych.
Na razie Pekin oficjalnie twierdzi, że podjął działania w związku z wchodzącymi dziś w życie taryfami obejmującymi stal i aluminium, eksportowane zza Muru do USA, choć ogłoszenie ich tuż po kolejnym ciosie Trumpa nie jest raczej dziełem przypadku. Chiny zapowiedziały już, że szykują kolejne retorsje.
Najnowsze wieści zza Muru

Więcej informacji, komentarzy i analiz dotyczących gospodarki Chin znajdziesz w naszej nowej sekcji.
Maciej Kalwasiński




























































