Kasowy PIT miał pomóc przedsiębiorcom, którzy długo czekają na zapłatę od kontrahentów, ale zainteresowanie rozwiązaniem wciąż pozostaje niewielkie. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że na początku marca 2026 r. wybrało go 3322 podatników, mimo podniesienia limitu przychodów do 2 mln zł.


Kasowy PIT miał być odpowiedzią na jeden z podstawowych problemów przedsiębiorców, czyli konieczność płacenia podatku od faktur, za które firma nie otrzymała jeszcze pieniędzy. W założeniu rozwiązanie miało poprawić płynność, bo przedsiębiorca rozliczałby podatek dochodowy dopiero po faktycznym otrzymaniu zapłaty od kontrahenta. W praktyce jednak zainteresowanie tym mechanizmem pozostaje ograniczone.
Kasowy PIT miał być ulgą dla przedsiębiorców, a stał się niszowym rozwiązaniem. Skoro po zaledwie roku działania trzeba było podnosić limit z 1 mln zł do 2 mln zł, to trudno mówić o sukcesie tej reformy. To raczej dowód, że mechanizm od początku był zbyt wąski i zbyt skomplikowany, by stać się realnym wsparciem dla biznesu – ocenia Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy inFakt.
Kasowy PIT działa, ale tylko do pewnego momentu
Zasadniczo mechanizm kasowego PIT opiera się na prostej idei: przedsiębiorca płaci PIT dopiero w chwili, gdy kontrahent faktycznie ureguluje należność. Rozwiązanie nie oznacza jednak całkowitego odejścia od zasady memoriałowej, lecz jedynie czasowe przesunięcie momentu zapłaty podatku.
ReklamaZobacz także
Nawet jeśli przedsiębiorca nie otrzyma pieniędzy, po dwóch latach od wystawienia faktury obowiązek podatkowy i tak powstaje. To oznacza, że kasowy PIT nie zwalnia definitywnie z podatku od nieuregulowanych należności, lecz jedynie odracza moment jego zapłaty.
To jedna z kluczowych przyczyn, dla których rozwiązanie nie zyskało większej popularności. Dla części przedsiębiorców różnica między odroczeniem a rzeczywistym powiązaniem podatku z otrzymanym przychodem okazuje się zasadnicza.

Nie dla wszystkich przedsiębiorców
Dodatkowym ograniczeniem jest sam krąg podatników uprawnionych do skorzystania z tej metody. Kasowy PIT mogą stosować wyłącznie osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, których roczne przychody nie przekraczają 2 mln zł i które współpracują na zasadach B2B. Z rozwiązania wyłączone są firmy prowadzące księgi rachunkowe.
To jednak nie koniec warunków. Metoda kasowa działa nie tylko po stronie przychodów, ale także kosztów. Oznacza to, że przedsiębiorca nie rozliczy wydatku, dopóki sam nie opłaci faktury. W praktyce system wymaga więc bieżącej kontroli zarówno wpływów, jak i płatności wychodzących. Pojawia się również obowiązek prowadzenia szczegółowej ewidencji i weryfikowania wpływów na rachunku bankowym. To właśnie ten element często okazuje się dla przedsiębiorców zbyt uciążliwy w stosunku do potencjalnych korzyści.
– Powodów tak małej liczby przedsiębiorców chcących skorzystać z kasowego PIT może być kilka. Przede wszystkim, to że kasowy PIT to de facto tylko odroczenie zapłaty podatku. Po drugie, należy pamiętać również o dodatkowej ewidencji i większych komplikacjach w księgowości. Weryfikacja wyciągów bankowych i prowadzenie odrębnej ewidencji dla sprzedaży firma–firma, a firma–osoba fizyczna. A po trzecie, kasowa metoda ma również zastosowanie do zakupów. Dodatkowo dochodzą jeszcze warunki do spełniania i pilnowanie kosztów – wskazuje Piotr Juszczyk.
Wzrost po podniesieniu limitu okazał się symboliczny
Przedsiębiorcy, którzy chcieli wybrać kasowy PIT na 2026 r., musieli zrobić to do 20 lutego. Wyjątek dotyczy osób rozpoczynających działalność w trakcie roku. W ich przypadku wybór można zgłosić do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu rozpoczęcia działalności, nie później jednak niż do końca roku.
|
Liczba przedsiębiorców, którzy wybrali kasowy PIT |
|||
|---|---|---|---|
|
Forma opodatkowania |
31.12.2025 r. |
20.02.2026 r. |
Wzrost |
|
Ryczałt ewidencjonowany |
1540 |
1909 |
369 |
|
Skala podatkowa |
732 |
780 |
48 |
|
Podatek liniowy |
578 |
633 |
55 |
|
Suma |
2 850 |
3 322 |
472 |
|
Źródło: inFakt na podstawie danych Ministerstwa Finansów |
|||
Z danych resortu finansów wynika, że na dzień 6 marca 2026 r. z kasowego PIT korzystało 3322 podatników. Dla porównania, 25 lutego 2025 r. taką metodę wybrało 1673 przedsiębiorców, a na koniec całego 2025 r. stosowało ją 2850 podatników.
Oznacza to, że mimo podniesienia limitu przychodów z 1 mln zł do 2 mln zł, liczba korzystających wzrosła jedynie o 472 przedsiębiorców względem stanu na koniec ubiegłego roku. Zdaniem Piotra Juszczyka to wynik daleki od oczekiwań, biorąc pod uwagę, że zmiana miała znacząco poszerzyć grono uprawnionych.
Przedsiębiorca musi patrzeć nie tylko na wpływ pieniędzy
Zdaniem eksperta jedną z największych wad kasowego PIT jest to, że wybór tej formy rozliczenia może komplikować decyzje podatkowe przedsiębiorcy. Chodzi nie tylko o samą obsługę księgową, ale też o trudność w przewidywaniu dochodu i dopasowaniu odpowiedniej formy opodatkowania.
– Obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania, co dodatkowo komplikuje wybór odpowiedniej formy opodatkowania. A jak jesteśmy na skali i kumulują się nam płatności? A co jeśli liczę na duże dochody, wybieram podatek liniowy, a nie otrzymuję płatności i jednak skala byłaby odpowiednia? Problemów, jak można zauważyć, jest zbyt wiele, co też może tłumaczyć, że około 0,002% przedsiębiorców zdecydowało się na tę metodę – mówi Piotr Juszczyk.
To pokazuje, że kasowy PIT nie jest narzędziem uniwersalnym. Wymaga od przedsiębiorcy nie tylko dokładnej ewidencji, ale też większej ostrożności przy planowaniu obciążeń podatkowych i przewidywaniu przepływów pieniężnych.
Najczęściej wybierają go ryczałtowcy
Kasowy PIT najchętniej wybierają podatnicy rozliczający się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. To właśnie oni stanowią blisko 60 proc. wszystkich przedsiębiorców korzystających z tej metody. Zdaniem doradcy podatkowego powód jest stosunkowo prosty. W ryczałcie nie rozpoznaje się kosztów uzyskania przychodu, więc przedsiębiorca nie musi śledzić momentu opłacenia wydatków, a jedynie sprawdzać, kiedy faktycznie otrzymał zapłatę za swoją sprzedaż. To znacząco upraszcza obsługę w porównaniu z podatnikami rozliczającymi się według skali czy podatku liniowego.
Dodatkowo ryczałt jest popularny wśród przedsiębiorców z branży budowlanej, gdzie zatory płatnicze należą do częstych problemów. W takim przypadku możliwość zapłaty podatku dopiero po wpływie środków na konto rzeczywiście może mieć większy sens ekonomiczny.
Lepsza byłaby ulga na złe długi?
Zdaniem Piotra Juszczyka obecny model kasowego PIT nie jest rozwiązaniem optymalnym. Ekspert wskazuje, że przepisy stają się coraz bardziej skomplikowane, a sama korzyść dla przedsiębiorcy pozostaje ograniczona w czasie. Jego zdaniem znacznie lepszym kierunkiem byłoby uproszczenie i poszerzenie działania ulgi na złe długi.
W mojej ocenie, kasowy PIT nie jest doskonałym rozwiązaniem. Jest dla małego grona przedsiębiorców i ograniczony w czasie. Dodatkowo komplikujemy przepisy, wprowadzając m.in. nowy limit jak i ewidencje. Osobiście zastanowiłbym się, czy nie lepszym rozwiązaniem na gruncie dzisiejszych przepisów jest ulga na złe długi. To rozwiązanie jest obarczone warunkami, ale kasowy PIT również – ocenia ekspert.
Jak podkreśla, również ulga na złe długi ma dziś swoje ograniczenia, choćby warunek, że nabywca nie może być w upadłości. Mimo to w jego ocenie to właśnie ten mechanizm lepiej odpowiadałby na realne potrzeby firm.
– Jednak przy kasowym PIT, o ile skorzystamy, to tylko czasowo. Jeśli nabywca upada, to za 2 lata też nie spodziewajmy się, że należność zostanie uregulowana. Tak jak już wielokrotnie podkreślałem, liczba podatników korzystających będzie marginalna, sprawdziło się. W mojej ocenie „uwolnienie” ulgi na złe długi z warunków, dzięki temu firmy mogłyby korygować swoje podatki o niezapłacone faktury w 100 proc. Dziś przedsiębiorcy nie dość, że tracą swoje zasoby bez zapłaty, to jeszcze muszą od tego zapłacić podatek, brzmi jak kara, ale taka jest dziś rzeczywistość. Przedsiębiorcy nie potrzebują dziś kolejnego czasowego odroczenia podatku, lecz prostego mechanizmu, który rzeczywiście wiąże podatek z realnie otrzymanym przychodem – podsumowuje Piotr Juszczyk.



























































