Z dnia na dzień Ukraina pogrąża się w coraz większym kryzysie, a Rosja wyraźnie chce ugrać jak najwięcej dla siebie wykorzystując niestabilną sytuację. Napięcie sprawia, że zagraniczne przedsiębiorstwa wychodzą z tych rynków lub ograniczają swoje zaangażowanie. Problem dotyczy też polskich firm – te, które działają w Rosji i na Ukrainie, narażają się na coraz większe problemy i straty.

foto: Thinkstock
Mimo wielu rozmów dyplomatycznych i deklaracji polityków konflikt na Ukrainie coraz bardziej się zaostrza. Sytuację odczuwają wszyscy - zarówno obywatele, jak i przedsiębiorcy. Niepewna sytuacja polityczna sprawia, że niektóre zagraniczne przedsiębiorstwa rezygnują ze swoich biznesów na Ukrainie. Część korporacji także ze względu na kryzys polityczny zapowiada exodus z Rosji.

Na Krymie nie zjedzą Big Maca
Głośno było o decyzji McDonald’s, który zaraz po aneksji Krymu przez Rosję postanowił zamknąć swoje restauracje na półwyspie. W oficjalnym komunikacie można było przeczytać, że zamknięto je „z powodów technicznych” – podejrzewa się, że chodziło przede wszystkim o problemy z dostawami. Zamknięcie restauracji miało być tymczasowe, jednak pracownicy dostali propozycję przeniesienia do innych restauracji na terenie Ukrainy.
![]() |
» Bojkot LPP? To samo zróbmy z Google i Apple! |
Władze na Krymie zbagatelizowały sprawę. – Nie ma w tym nic strasznego, ktoś inny przyjdzie na ich miejsce – powiedziała Swietłana Werba, minister rozwoju gospodarczego autonomicznej republiki Krymu. Jeszcze dalej poszedł Władimir Żyrinowski, który zaproponował zamknięcie lokali McDonald’s w całej Rosji. – W całym kraju zamkniemy, żeby ślad nie został, a potem zajmiemy się Pepsi Colą – powiedział kontrowersyjny rosyjski polityk.
Inne firmy też decydują o zaprzestaniu działania na Krymie. Jak informuje The Wall Street Journal, OTP Bank, największy węgierski bank, zamknie swoje oddziały na Krymie. Jako powód podano wejście w życie rosyjskich regulacji finansowych na półwyspie. Zarówno McDonald’s jak i OTP Bank nie mieli wielu placówek na Krymie (odpowiednio 3 i 8), jednak pokazuje to kierunek, w którym może podążać więcej firm. OTP nie jest jedynym przykładem – wiele zachodnich instytucji finansowych postanowiło sprzedać swoje oddziały, jeszcze zanim doszło do rewolucji nad Dnieprem. Ze względu na brak chętnych, niektóre z nich zostały przejęte za bezcen przez miejscowych oligarchów.
Polskie firmy też mają problemy
Jeszcze w lutym, gdy ludzie protestowali na Majdanie przeciw rządom Janukowycza, PZU, PKO BP i X-Trade Brokers zdecydowały się na zamknięcie swoich oddziałów w miejscach najbardziej zagrożonych, głównie w Kijowie i we Lwowie. Firmy produkcyjne, które miały swoje fabryki poza największymi miastami na Ukrainie, rzadziej decydowały się na przerwę w działaniu, jednak ich przedstawiciele zaznaczali, że cały czas biorą takie rozwiązania pod uwagę.
Polskie firmy postępują podobnie również i teraz. Jeszcze w marcu Elektrobudowa zapowiedziała przeniesienie spółki zależnej z Krymu na tereny będące pod kontrolą rządu w Kijowie. Spółka podaje, że robi to, ponieważ chce działać zarówno na terenie Rosji (tam działa przez spółkę Vector, w której ma 49% udziałów), jak i na terytorium Ukrainy. Swoje oddziały Kredo Banku na Krymie (cztery z sześciu) zamknął w marcu również PKO BP.
![]() |
» Biznes w Polsce czy za granicą? |
Problemy mają też firmy działające w Rosji. LPP, właściciel m.in. marki Reserved, ograniczy swoje planowane inwestycje w Rosji. Powodem zmian jest osłabienie się rubla, co jest silnie związane z kryzysem na Ukrainie. Przedstawiciele LPP deklarują, że mogą stracić na tym klienci w Rosji i na Ukrainie. Jest to o tyle ważne, że rynek rosyjski jest źródłem ponad 20% przychodów spółki.
To jeszcze nie koniec?
Jeśli konflikt dalej będzie się zaostrzał, firmy mocno działające na Ukrainie mogą również zacząć myśleć o zmniejszeniu tam swojego zaangażowania. Spośród polskich firm, które mogą zamknąć biznesy w tym kraju jest m.in. Fakro – producent okien ma na Ukrainie trzy fabryki. W tym kraju produkowane są także farby Śnieżka. W kraju naszych wschodnich sąsiadów gaz i ropę wydobywa Serinus Energy, kierowany przez najbogatszego Polaka, Jana Kulczyka. Dla Maspexu oraz Spomleku Ukraina i Rosja to ważne rynki zbytu – utrudnienia logistyczne i wahania kursów walutowych nie pomagają tym firmom.
Z drugiej strony napięta sytuacja na Ukrainie może być korzystna dla niektórych biznesów w Polsce. Z Ukrainy uciekają zachodnie firmy, mające swoje centra outsourcingowe na Ukrainie. Zdaniem ekspertów, zwłaszcza firmy branży IT nieoficjalnie szukają miejsca do relokowania swoich centrów, a niektóre z nich mogą wybrać Polskę. Za powód podaje się niestabilną sytuację polityczną, a jak podkreślają specjaliści, w tej branży bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Marcin Lekki
Bankier.pl
























































