Krytyka spadła na Szwajcarię ze strony Unii Europejskiej. Chodzi o wczorajsze referendum, w którym większość obywateli powiedziała imigrantom - NIE. Szwajcarzy zagłosowali za ograniczeniem dostępu do rynku pracy i wprowadzeniem limitów dla obcokrajowców. Rezultat głosowania skomentowała Komisja Europejska, wypowiadali się też unijni ministrowie spraw zagranicznych.
Bruksela podkreśliła, że ta decyzja jest niezgodna z zasadą swobodnego przepływu osób między Unią Europejską a Szwajcarią. Ubolewamy, że ta inicjatywa została poparta w głosowaniu - powiedziała rzeczniczka Komisji Pia Ahrenkilde Hansen.
Odważniejsi w komentarzach byli ministrowie spraw zagranicznych. To niepokojący sygnał - powiedział szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt. Populizm niestety wygrał - tak z kolei skomentował polski minister spraw zagranicznych. Relacje pomiędzy takim krajem jak Szwajcaria a Unią Europejską nie mogą przypominać szwajcarskiego sera - dodał Radosław Sikorski. W podobnym tonie wypowiadał się belgijski minister spraw zagranicznych. Przestrzeganie unijnych zasad dotyczy wszystkich. Nie może być tak, że jakiś kraj wybiera sobie dziedziny, w których chce współpracować z Unią - podkreślił Didier Reynders. Innymi słowy, skoro Szwajcaria sama łamie jedną z unijnych zasad, to nie może liczyć na przykład na preferencyjne traktowanie w handlu ze Wspólnotą, a negatywne skutki mogą odczuć szwajcarskie firmy.
Żaden z ministrów nie chciał spekulować, jak ułożą się relacje na linii Bruksela-Berno, bo to, że na razie ulegną ochłodzeniu, jest niemal pewne. Komisja Europejska poinformowała, że czeka teraz na to, co zrobi szwajcarski rząd, by ocenić skutki referendum dla wzajemnych kontaktów.

Referendum będzie miało konsekwencje
Referendum w Szwajcarii będzie miało daleko idące skutki jeśli chodzi o relacje tego kraju z Unią Europejską. Tak uważa prezes Fundacji demosEuropa Paweł Świeboda Swobodny przepływ osób to część pakietu gospodarczego i nie można wyjąć jednej części, jak być może chcieliby Szwajcarzy i korzystać z innych dobrodziejstw tych relacji. Stąd Unia z pewnością będzie chciała renegocjować swoje relacje ze Szwajcarią w kontekście wyników referendum - uważa Paweł Świeboda. Jak twierdzi, być może wspólnota będzie się domagała ograniczenia dostępu do europejskiego rynku dla szwajcarskich firm.
To wszystko będzie jeszcze przedmiotem negocjacji, gdyż na to, by wyniki referendum wprowadzone zostały w życie, rząd szwajcarski ma trzy lata. Rozmowy z Komisją Europejską na temat zasad, na jakich te kwoty miałyby się opierać dopiero teraz się rozpoczną - podkreśla Paweł Świeboda. Dodaje, że nie ulega wątpliwości, iż Unia będzie miała wobec Szwajcarów wygórowane oczekiwania. Będzie chciała dać sygnał innym krajom, które w sprawach imigracji zaczynają się dopominać szczególnych rozwiązań, jak chociażby Wielka Brytania.
Paweł Świeboda zwraca też uwagę, że Szwajcaria jest krajem, który uczestniczy w procesie globalizacji i czerpie z niego wielkie korzyści. Pracuje tam między innymi wielu zagranicznych profesjonalistów. Wśród nich są także Polacy. Wybitnych fachowców, jak zauważa Paweł Śpiewak, Szwajcaria niezbędnie potrzebuje dla własnego rozwoju gospodarczego. Dlatego też spodziewa się, że techniczne rozwiązania będą tak skonstruowane, by kwoty nie dotyczyły osób o wysokich kwalifikacjach. Raczej będą to ograniczenia dla pracowników niewykwalifikowanych.
Wprowadzenie kwot dla imigrantów uderzy przede wszystkim w Niemców i Włochów. To dwie największe grupy imigranckie w Szwajcarii.
Pomysł plebiscytu w sprawie kwot dla imigrantów został zainicjowany przez narodowo-konserwatywną Szwajcarską Partię Ludową (SVP). Według polityków tego ugrupowania w kraju jest za dużo imigrantów. Co roku do Szwajcarii przybywa 80 tysięcy osób. W efekcie obcokrajowcy stanowią 23 procent z ośmiomilionowego społeczeństwa.
Informacyjna Agencja Radiowa/Beata Płomecka/Bruksela/em/Elżbieta Łukowska/magos






















































