Dowódca norweskiej armii gen. Eirik Kristoffersen powiedział w środę w wywiadzie dla portalu Forsvaretsforum, że bezpośrednie kontakty z rosyjskim dowództwem pozwoliłyby wyjaśniać ewentualne incydenty na północy Europy i ograniczyć ryzyko eskalacji.


Kristoffersen opowiedział się za utworzeniem wojskowej „gorącej linii” między Oslo a Moskwą. Jak podkreślił, szybki kontakt na szczeblu dowódczym mógłby zapobiec nieporozumieniom w Arktyce i rejonie granicy norwesko-rosyjskiej.
„To, co dotąd widzieliśmy ze strony Rosjan, było raczej skutkiem nieporozumień niż celowych działań” – powiedział, odnosząc się do przypadków naruszeń przez Rosjan przestrzeni powietrznej w północnej Norwegii.
Jego zdaniem wynikały one najczęściej z błędów lub zakłóceń systemów nawigacyjnych. Dodał, że po nawiązaniu kontaktu reakcje rosyjskiej strony były „profesjonalne i przewidywalne”.
Zaznaczył jednocześnie, że w razie poważnego kryzysu Rosja mogłaby próbować zabezpieczyć swoje bazy i infrastrukturę wojskową na Półwyspie Kolskim, także poprzez działania w pobliżu granic Norwegii. Podkreślił jednak, że norweski wywiad nie odnotowuje obecnie zwiększonej aktywności wojskowej Rosji ani Chin w rejonie Grenlandii.
W 2025 r. odnotowano trzy przypadki rosyjskich operacji w bezpośrednim sąsiedztwie norweskiej przestrzeni powietrznej. 25 kwietnia, 24 lipca i 18 sierpnia rosyjskie samoloty wojskowe na krótko naruszyły norweską przestrzeń nad Morzem Barentsa oraz wschodnim Finnmarkiem. Według norweskich władz były to pierwsze takie przypadki od ponad dekady.

Każde naruszenie trwało kilka minut i zostało potwierdzone przez norweskie systemy radarowe. W październiku pełniące dyżur bojowy myśliwce F-35 zostały poderwane do identyfikacji rosyjskiego samolotu rozpoznawczego operującego w pobliżu granicy, który jednak nie wleciał nad norweskie terytorium.
Z Oslo Mieszko Czarnecki (PAP)
cmm/ zm/





























































