Marcin Tarczyński: Rząd ma dzisiaj przyjąć harmonogram wejścia Polski do strefy euro. Jego elementem musi być przystąpienie do ERM2. Dlaczego każdy kraj, który aspiruje do strefy euro, musi najpierw przejść przez system ERM2?
Prof. Stanisław Gomułka: System, który działa w obecnym kształcie od 1999 r., jest swego rodzaju egzaminem dla państw, które chcą przyjąć wspólną europejską walutę. Ponieważ obecność w strefie euro obwarowana jest kilkoma bardzo restrykcyjnymi kryteriami, ERM2 ma na celu przede wszystkim sprawdzenie, czy polityka gospodarcza danego kraju zapewnia stabilność kursu walutowego.
Co w praktyce czeka Polskę po ewentualnym wejściu do systemu ERM2?
Przystąpienie do systemu ERM2 nie jest uzależnione od ściśle ustalonych kryteriów. Jednak uczestnictwo w tym systemie, aby przebiegało bez zakłóceń, wymaga takiej polityki gospodarczej, która zapewnia wiarygodność przyjętego kursu. Niezwykle istotna będzie np. maksymalna liberalizacja rynku pracy.
Chociaż obecność w ERM2 nie precyzuje takiego kryterium, to z praktyki wiadomo, że kraje, które mają kłopoty z własnym rynkiem pracy, mają także problemy ze stabilnością kursu. Ponadto choć samo wejście do ERM2 nie jest obwarowane formalnymi warunkami, nie znaczy to, że Polska wejdzie do systemu automatycznie. Trzeba pamiętać, że wejście do strefy euro będzie wymagało zmiany konstytucji. Europejski Bank Centralny niechętnie zgadza się na wejście do systemu ERM2 kraju, który nie daje jasnego sygnału, że jest gotowy zmienić ustawę zasadniczą. Dlatego potrzeba czegoś więcej niż sama deklaracja rządu. Przyjęcie wspólnej waluty musi mieć akceptację polityczną na tyle szeroką, by mogło dojść bez problemów do zmiany konstytucji.
Czy nie jest to jeden z ważniejszych problemów, jeśli chodzi o Polskę?
Rzeczywiście to może być kłopotem. Najlepszym przykładem jest Bułgaria, która już od lat zabiega o wejście do ERM2 i nie ma na to przyzwolenia. Właśnie ze względu na sytuację polityczną. Wydaje się, że w Polsce będzie to w tej chwili sprawa najważniejsza. EBC z pewnością będzie obawiał się, czy w Polsce istnieje taki konsensus polityczny.
Jak pan sądzi, czy realnym terminem wejścia do ERM2 jest pierwsza połowa 2009 r.?
Jeśli chcemy wejść do strefy euro 1 stycznia 2012 r., to pozytywna decyzja władz europejskich powinna zostać wydana w połowie 2011 r. w oparciu o spełnienie kryteriów fiskalnych i monetarnych za rok 2010, a także kryterium kursowego za ostatnie dwa lata. Jednym słowem musimy być w ERM2 w okolicach kwietnia – maja 2009 r. Oczywiście jest to realny termin. Praktyka jest taka, że sygnał dotyczący konsensusu politycznego EBC traktuje jako rzecz niezbędną.
Jak będzie to wyglądało w Polsce?
Dziś tego nie wiemy. Dlatego przyjęcie wspólnej waluty wymaga przede wszystkim jednego: dużej determinacji politycznej.
Czy kraj, który wchodzi do systemu ERM2, jest w szczególny sposób narażony na spekulacje walutowe?
Samo wejście do systemu niekoniecznie musi prowadzić do tego typu zagrożenia. Zakłada się, że kraj, który do ERM2 przystąpił i ma szanse wejść do strefy euro, jest dla inwestorów bardziej wiarygodny. W związku z tym następuje tendencja do umacniania się jego waluty. Gdyby okazało się jednak, że już po wejściu do systemu kraj ma nagle zbyt duży deficyt i rośnie ryzyko, że Polska nie utrzyma się w tym systemie albo wręcz musi wyjść z ERM2, wtedy oczywiście możliwość ataku spekulacyjnego na złotego istnieje. Tak było w przypadku Wielkiej Brytanii.
Nie można zapominać, że Brytyjczycy uczestniczyli w ERM, czyli poprzedniku ERM2. Pojawił się jednak problem z polityką fiskalną tego kraju. Budziła ona wątpliwości na rynkach finansowych, co zachęciło spekulantów do ataku na funta. Trzeba jednak po raz kolejny podkreślić: atak nie był spowodowany samym uczestnictwem w systemie, tylko oceną, że Wielka Brytania ma małe szanse pozostania w ERM.
Czy takie opinie mogą pojawić się po wejściu Polski do ERM2?
Tak. Może się tak stać, jeśli okaże się, że deficyt budżetowy w roku przyszłym wzrośnie. Załóżmy, że jesteśmy już w ERM2 i nagle odchodzimy od programu konwergencji. Mamy duży wzrost wydatków albo niedobór dochodów spowodowany niższym wzrostem gospodarczym i rząd oświadcza: trudno, trzeba podwyższyć deficyt. Korekta deficytu z pewnością podważyłaby zaufanie do Polski.
Gdy mówi się o wejściu Polski do ERM2, pojawia się pytanie o kurs euro. Jaki kurs będzie dla Polski korzystny?
Jeśli kurs wybierzemy zbyt niski, czyli przyjmiemy za niską cenę euro – np. 3 złote – to przez rynek może on być traktowany jako niewiarygodny. Wtedy będziemy mieli problem z utrzymaniem kursu. Poskutkuje to wzrostem deficytu na rachunku obrotów bieżących w związku z nieopłacalnym eksportem.
Zmniejszy się co prawda inflacja, ale możemy obawiać się odpływu kapitału z kraju. Jeśli kurs będzie zbyt wysoki, to grozi nam sporo wyższa inflacja. Płace Polaków liczone w euro byłyby realnie niższe. Trudno w takim wypadku spodziewać się społecznej akceptacji dla europejskiej waluty. Trzeba więc wybrać kurs pośredni. Obecnie ekonomiści szacują ten poziom na 3,4 – 3,5 zł za euro.
Więcej na ten temat




























































