Amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), z której wyciekły informacje dotyczące programu monitorowania sieci PRISM, nie ogranicza się wyłącznie do śledzenia komunikacji w internecie i sieciach komórkowych. Przedmiotem jej zainteresowania są ponoć także transakcje dokonywane kartami płatniczymi.
Sprawcą wycieku informacji dotyczących funkcjonowania programu PRISM okazał się Edward Snowden, były pracownik agencji. Z ujawnionych przez niego dokumentów wynika, że NSA miała dostęp do danych przetwarzanych m.in. przez Skype’a, Microsoft, Google’a, Facebook i AOL. Pozwalało to prowadzić na szeroką skalę inwigilację, której podstawowym celem miało być przeciwdziałanie atakom terrorystycznym. Amerykańską opinię publiczną wzburzył w szczególności fakt, że monitoringowi podlega olbrzymia część internetowego ruchu, a zatem w przeważającej większości zachowania zwykłych obywateli.
Równie bulwersującą sprawą okazała się również kwestia współpracy operatorów komórkowych z NSA. Na początku czerwca ujawniono tajny nakaz sądowy, w którym firma Verizon Communications, utrzymująca jedną z sieci komórkowych, została zmuszona do przekazania NSA dostępu do całości bazy danych dotyczących rozmów prowadzonych przez jej klientów. Prawdopodobnie tego rodzaju „współpraca” nie była jednorazowa i nie ograniczała się do jednego operatora.
Karty pod obserwacją
Możliwość monitorowania aktywności w internecie i sieciach komórkowych daje tajnym służbom olbrzymią wiedzę. Jak jednak donosi „The Wall Street Journal”, powołując się na źródła zbliżone do NSA, agencja ma dostęp nie tylko do mediów elektronicznych, ale także do baz transakcji kartami płatniczymi. Komentarza w tej sprawie odmówiły zarówno agencja, jak i organizacje płatnicze.

Amerykańskie media spekulują, czy danych NSA dostarczają organizacje kartowe, agenci rozliczeniowi, czy może banki wydające plastik. „The Time” zauważa, że niezależnie od źródła informacji, agencja nie ma dostępu do danych dotyczących zakupionych przedmiotów. Analizując transakcje kartami płatniczymi, NSA może jednak zidentyfikować miejsca dokonywania zakupów oraz typ nabywanych dóbr i usług. Jednym z elementów danych opisujących operacje kartowe są kody przyznawane akceptantom (tzw. Merchant Category Code – MCC). Kody te pozwalają określić, czy dany punkt jest np. stacją benzynową, czy sklepem z produktami chemicznymi.
Wielki Brat patrzy
O tym, jakie cele stawia sobie NSA, monitorując transakcje kartowe, można wyłącznie spekulować. Trudno oczekiwać, że terroryści przygotowujący zamach będą korzystać z własnych kart płatniczych, dokonując zakupów służących konstrukcji np. domowej bomby. Dane o płatnościach kartowych zapewne nie przydadzą się także do śledzenia przepływów finansowych związanych z aktywnością terrorystów, jeśli spiskowcy wykorzystają karty przedpłacone, zapewniające dużą anonimowość.
Ale mając dostęp do wielkich baz danych, w tym finansowych, tajne służby potrafią zbudować szczegółowy profil niemal każdego obywatela. Z pozoru działania NSA są legalne – agencja zdobywa odpowiednie uprawnienia dzięki postanowieniom sądów. Jednocześnie jednak opinia publiczna tylko przypadkiem dowiaduje się, jaką skalę przybrały działania wywiadowcze – wszystko okryte jest tajemnicą. Czy możliwość wcześniejszego wykrycia działalności kilku szkodliwych jednostek uzasadnia masowe śledzenie niemal wszystkich?
Michał Kisiel, analityk Bankier.pl































































