Ekonomiści są zgodni – wyborcze obietnice Andrzeja Dudy to najbardziej kosztowne hasła tej kampanii prezydenckiej. A wśród nich 500 zł na drugie i każde kolejne dziecko z rodzin o najniższych dochodach. Czy budżet państwa jest gotowy na ogromne koszty wynikające z chęci spełnienia tej obietnicy? Czy jej realizacja jest realna? Kiedy pierwsze rodziny mogłyby otrzymać te zapomogi na dzieci?



W zakończonej kampanii wyborczej padało wiele pomysłów, a najkosztowniejsze w realizacji z ust kandydata PiS. Eksperci szacują, że ich spełnienie kosztowałoby budżet państwa 55-62 mld złotych. Sam tylko dodatek na dziecko z ubogich rodzin mógłby pochłonąć nawet 20 mld złotych.
500 zł miesięcznie na dziecko
Andrzej Duda obiecał każdej słabo zarabiającej rodzinie comiesięczny dodatek w wysokości 500 zł na drugie i kolejne dziecko do ukończenia przez nie 18. roku życia. Niestety nie wiemy, co dokładnie oznacza według PiS „rodzina o najniższych dochodach”. W jakiej wysokości zostałby ustalony próg dochodów? Jeśli taki sam, jak obowiązuje w przypadku zasiłków rodzinnych, to granica dochodu uprawniającego do wypłaty tego dodatku wyniosłaby 574,00 zł na osobę w rodzinie. Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej najbiedniejsi rodzice dostają świadczenia rodzinne na ok. 2 mln dzieci. Jeśli oni staliby się beneficjentami obietnicy Andrzeja Dudy, to roczny koszt tych dodatków wyniósłby ok. 12 mld zł (500 zł * 12 mc-y * 2 mln dzieci).
Jednak już teraz wiele słabo sytuowanych rodzin nie dostaje tej pomocy, gdyż przekracza kryterium dochodowe o kilka złotych. Gdyby PiS ustalił wyższy próg dochodowy, to realizacja tej obietnicy mogłaby pochłonąć nawet 20 mld zł (mamy 1,8 mln rodzin z co najmniej dwójką dzieci).

Skąd wziąć miliardy złotych na dodatki dla dzieci?
Wyjścia są dwa: albo zwiększyć wpływy do budżetu państwa albo powiększyć deficyt budżetowy. W tej chwili nie ma w kasie państwa środków na tak kosztowne obietnice wyborcze. Aby zwiększyć wpływy budżetowe, trzeba podnieść podatki. Stara prawda – aby dać pierwszemu, trzeba zabrać drugiemu, czyli to podatnicy sfinansują pomysły polityków.
Drugi sposób realizacji obietnic Andrzeja Dudy to znaczące zwiększenie długu publicznego, ale to tez nie jest wyjście z sytuacji. I źle świadczyłoby o Polsce i polskiej polityce budżetowej w bliskiej perspektywie zdjęcia z Polski procedury nadmiernego deficytu.
A może tak z unijnych pieniędzy?
Pojawił się też pomysł PiS-u mówiący, że z budżetu sfinansowano by tylko 20 proc. tego dodatku na dziecko, a pozostałe 400 zł miesięcznie dopłacałaby Unia Europejska. Eksperci studzą jednak emocje i nie dają szans partii Jarosława Kaczyńskiego na pozyskanie środków unijnych ani w przyszłej, ani w obecnej perspektywie. Po pierwsze UE nigdy nie wspierała takich działań. Po drugie przyszła perspektywa budżetowa to dopiero rok 2021, więc już po kadencji Andrzeja Dudy, a korekta obecnej w połowie 2017 roku nie przewiduje celów demograficznych.
Jeśli więc wyborcza obietnica dodatku w wysokości 500 zł miesięcznie na dziecko z uboższej rodzinie zostanie zrealizowana, to przyjdzie nam zapłacić za nią z własnej kieszeni.
Katarzyna Sudaj





























































