

Na pierwszy rzut oka dane GUS wydają się podejrzane. Rządowa instytucja na dwa dni przed wyborami raportuje „cudowny” spadek bezrobocia po 8 latach władzy jednej partii. Trudno nie doszukiwać się drugiego dna. Zwłaszcza że nie przypominam sobie, aby w ostatnich latach GUS rewidował w dół statystyki bezrobocia raportowane wcześniej przez MPiPS.
Ale tym razem zwolennicy „teorii spiskowych” najprawdopodobniej wpadli na zły trop. Różnica we wrześniowej liczbie bezrobotnych raportowanych przez GUS i ministerstwo wyniosła 1,5 tys., co przy przeszło 1,5 mln osób zarejestrowanych jako bezrobotne stanowi mniej niż 0,1 pkt. proc., podczas gdy rewizja wyniosła 0,2 pkt. proc.
W dół zrewidowano także stopę bezrobocia za sierpień (z 10,0% do 9,9%), choć raportowana liczba bezrobotnych pozostała bez zmian. Może to oznaczać tylko jedno: podwyższona została liczba osób aktywnych zawodowo, na którą składają się osoby poszukujące pracy (bezrobotni) oraz pracujący.
Poza tym faktyczna stopa bezrobocia w Polsce jest niższa od podawanej przez GUS. Bezrobocie szacowane przez Eurostat przy użyciu metody BAEL wyniosło w sierpniu 7,2% i było o 2,7 pkt. proc. niższa od stopy bezrobocia rejestrowanego. I nie jest to żadna sensacja, ponieważ taki stan rzeczy utrzymuje się od lat. Różnica wynika z faktu, że do „urzędów pracy” zgłasza się pewna liczba ludzi, którzy pracy nie szukają (bo albo nie chcą pracować, ale pracują na czarno), ale chcą uzyskać status bezrobotnego (choćby ze względu na wpis do listy „ubezpieczonych” w NFZ).
Tekst jest komentarzem do artykułu pt. "GUS: stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła 9,7%".


































































