Reforma systemu emerytalnego opartego na II filarze powoli staje się faktem. Już za kilka tygodni wyklaruje się rozwiązanie, które zastosuje rząd. OFE bronią się twierdzeniem, że reforma negatywnie wpłynie na rozwój gospodarczy. Z kolei rząd priorytetowo traktuje kwestię uzdrowienia finansów publicznych. Zapomina się przy tym, że w grę wchodzi przyszłość emerytów.
OFE czekają trudne chwile. Rząd zapowiedział, że dokona zmian w ich funkcjonowaniu. Wszystkie trzy warianty mają jedną wspólną cechę – przeniesienie środków do ZUS-u. Otwarte Fundusze Emerytalne odrzucają te propozycje, bo ich zdaniem każda w dłuższym okresie prowadzi do likwidacji II filaru.
Kto jest winny śmierci OFE?
Bez wątpienia OFE mają pozytywny wpływ na rozwój rynku kapitałowego w Polsce. Dzięki nim polska giełda stała się największym parkietem w tej części Europy. Jednak celem utworzenia II filaru było zabezpieczenie wypłaty części emerytur poprzez aktywa zgromadzone w OFE i tym samym zmniejszenie zobowiązań emerytalnych państwa.
Niestety, refundacja składek przekazywanych do OFE uległa wypaczeniu i teraz stanowi jeden z głównych argumentów za ich likwidacją. Trudno powiedzieć, czy odpowiedzialny za to jest system emerytalny, czy rządzący, którzy z przymrużeniem oka traktowali założenia reformy z 1998 roku.
Zobacz także
Otóż w praktyce składki refundowane z budżetu państwa są jedną z przyczyn rosnącego zadłużenia. W teorii miały one pochodzić z prywatyzacji, która od momentu uruchomienia II filaru przyniosła 120 mld zł dochodów. Niestety, trudno powiedzieć, na co wydano te pieniądze. Równocześnie suma zrefundowanych składek przekroczyła 180 mld zł. Stąd twierdzenie, że fundusze emerytalne są odpowiedzialne za rosnący dług publiczny, to zrzucanie winy na OFE za rządową nieumiejętność uszczelnienia systemu podatkowego oraz zrównoważenia wydatków państwa.
Zwolennicy utrzymania OFE przekonują, że państwo i tak by się zadłużało – niezależnie od tego, czy powstałby II filar, czy nie. W dodatku na kontach w ZUS byłyby tylko wirtualne pieniądze. W tej sytuacji lepiej, że pieniądze te wpompowano w rynek kapitałowy za pośrednictwem funduszy emerytalnych.
Potrójna kanapka
Deficyt systemu ubezpieczeń społecznych wynosi ok. 80 mld zł. Stosunek liczby pracujących Polaków do emerytów będzie maleć. Z prognoz ZUS-u wynika, że już w 2020 roku osób w wieku produkcyjnym będzie tylko 21 mln, czyli ponad 3 mln mniej niż obecnie. Równocześnie liczba emerytów zwiększy się z 6,4 mln do 8,4 mln.
To bardzo niebezpieczna sytuacja w kontekście utrzymania obecnego systemu, ponieważ mamy do czynienia z naruszeniem „umowy międzypokoleniowej”. Polega to na tym, że pracujący Polacy muszą w tym samym czasie odkładać na swoje emerytury w ramach systemu kapitałowego i finansować obecnych świadczeniobiorców. To taka „podwójna kanapka” – pracujący łożą na dzieci, odkładają na swoje emerytury i jednocześnie utrzymują rodziców.
Co dalej z OFE?
W całej dyskusji na temat potencjalnych wariantów i ich kompilacji można odnieść wrażenie, że zapomina się o samych zainteresowanych, czyli emerytach. Dla OFE jest to walka o być albo nie być. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze i setki etatów. Podobne stanowisko prezentują rynki finansowe, które po prostu boją się, że GPW straci swoją pozycję.
Z kolei rząd martwi się przede wszystkim o zachowanie odpowiedniej relacji długu do PKB oraz poprawę wskaźników. Nie bez znaczenia mają ingerencje dyplomatyczne w zmianę metodologii, m.in. w kwalifikacji aktywów OFE. Brakuje oceny skutków dla emerytów i odpowiedzi na pytanie: czy zmiany przyniosą im jakiekolwiek korzyści? Czy lepiej zabezpieczą ich interesy i sprawią, że ich przyszła emerytura będzie wyższa, a jednocześnie tańsza w zakupie? Odpowiedzi nikt nie chce udzielić.
Dlatego trudno mówić o sensowności przyszłej reformy, która i tak nie będzie miała ostatecznego charakteru. Nie od dziś mówi się o tym, że system emerytalny należy prawie całkowicie przebudować, zaczynając od likwidacji przywilejów emerytalnych uprawnionych grup zawodowych. Następnie warto się zastanowić nad wprowadzeniem emerytury obywatelskiej. Nie od dziś wiadomo, że proste rozwiązania są najlepsze.
Łukasz PiechowiakBankier.pl




























































