Powoli zbliżamy się do kolejnego porównania wyników inwestycyjnych uzyskanych przez fundusze emerytalne. Za sześć tygodni Urząd Nadzoru Funduszy Emerytalnych (jeśli do tego czasu nie zostanie on zlikwidowany zgodnie z zapowiedziami premiera Milera) wyliczy po raz trzeci średnią ważoną stopę zwrotu z okresu dwóch lat, tj od 2 stycznia 2000 do 31 grudnia 2001 roku. Na podstawie tych wyliczeń zostanie określona minimalna wymagana stopa zwrotu. Jest spora szansa na to, by średnia ważona przyjęła dodatnią wartość. A jeszcze niedawno dodatni wynik stał pod znakiem zapytania. Zastanawiam się, jaka byłaby wymagana stopa zwrotu, gdyby średnia ważona z inwestycji dwuletnich przyjęła wartość ujemną. Chyba nikt tak naprawdę się nad tym nie zastanawiał.
Spójrzmy na treść artykułu 175 Ustawy o Organizacji i Funkcjonowaniu Funduszy Emerytalnych z dnia 28 sierpnia 1997 roku: "Minimalną wymaganą stopą zwrotu jest stopa zwrotu niższa o 50% od średniej ważonej stopy zwrotu wszystkich otwartych funduszy w tym okresie lub o 4 punkty procentowe od tej średniej, w zależności od tego, która z tych wielkości jest niższa.". Wynika z tego, iż w przypadku wystąpienia ujemnej średniej ważonej stopy zwrotu, wymagana minimalna stopa zwrotu byłaby o 4 punkty procentowe niższa niż średnia ważona. No tak, czyli luki w Ustawie nie ma. Ciekawe, czy przyjdzie nam kiedyś korzystać z tego zapisu.
Póki co indeksy giełdowe mkną w górę jak szalone a w ślad za nimi ceny jednostek uczestnictwa funduszy emerytalnych, co odzwierciedla się w szybkim wzroście indeksu IFE-10, czyli indeksie zmian wartości jednostek uczestnictwa dziesięciu największych OFE. 13 listopada padł kolejny rekord notowań tego indeksu, który osiągnął wartość 1295,34 punktu. Po przeliczeniu tej wartości na 365 dniowy rok otrzymujemy średnią roczną stopę zwrotu z tego indeksu na poziomie 13,909%. Taki wynik to już coś, choć przydałoby się utrzymanie takiego tempa jeszcze przez kilka miesięcy, by po odliczeniu kosztów zarządzania (wszelkiego rodzaju prowizje ze pobierane przez OFE z naszego rachunku) nasz zgromadzony kapitał na kontach w OFE zaczął się powiększać.
Bardzo ciekawie wygląda wzajemna rywalizacja dwóch największych funduszy na naszym rynku. Już jakiś czas temu wskazywałem na fakt, iż o wysokości wspomnianej wcześniej średniej ważonej stopy zwrotu z wszystkich OFE decydują wyniki inwestycyjne głównie tych dwóch największych funduszy. Od samego początku istnienia programu emerytalnego fundusze Commercial Union oraz Nationale Nederlanden osiągają cały czas bardzo podobne wyniki z inwestycji. Na wykresie zaznaczyłem zmiany cen jednostek uczestnictwa czterech największych funduszy. Zdecydowanie najgorszy wynik jak dotychczas osiąga OFE AIG, któremu może grozić konieczność dopłaty ze środków własnych po wyznaczeniu przez UNFE wspominanej wymaganej stopy zwrotu. Troszkę lepiej wiedzie się funduszowi OFE PZU. Jednak do dwóch uciekających tytanów brakuje prawie 5% wartości jednostki uczestnictwa.
Potwierdza się teza głoszona przez niektórych ekonomistów, którzy dwa lata temu wskazywali na zły zapis Ustawy. Po pierwsze kilka największych funduszy sama kreuje przeciętny wynik z inwestycji, tym samym zabezpieczając się przed groźbą znalezienia się poniżej tej średniej. Po drugie stosowanie tak określonej wymaganej stopy zwrotu przekłada się na brak chęci ze strony największych funduszy do osiągania ponadprzeciętnych wyników z inwestycji. Gdyby ocena efektywności działania funduszy emerytalnych odnosiła się do innego wzorca (na przykład portfela zbudowanego z 70% z bonów skarbowych 52 tygodniowych i 30% indeksu WIG20), to być może zmusiłby to zarządzających naszymi składkami emerytalnymi do większego wysiłku i do szybszego pomnażania naszych pieniędzy. Na razie jest jak jest, choć niektórzy widząc ostatnie wzrosty cen jednostek uczestnictwa zaczynają zapominać o tego typu problemach. Obawiam się, że problemy te mogą powrócić wraz z powrotem osłabienia koniunktury na giełdzie.
Jacek Maliszewski































































