
Źródło: Hemera / Thinkstock
W rezultacie światowa gospodarka uzależniła się od monetarno-fiskalnej heroiny i teraz potrzebuje coraz większych dawek, aby jako tako funkcjonować. Lecz już nawet decydenci w bankach centralnych zdają się dostrzegać nieskuteczność terapii serwowanej od czterech lat. Terapii, która nie przynosi oczekiwanych pozytywnych skutków, za to rodzi coraz więcej negatywnych efektów ubocznych.
Tak samo jest w przypadku kryzysu nadmiernego zadłużenia w strefie euro. Zamiast redukować dług, kryzys jest „leczony”... jeszcze większą jego dawką. Taktyka odwlekania problemów właśnie zaczyna się mścić i już nawet analitycy Citigroup dają Grecji 90% szans na opuszczenie strefy euro w ciągu następnych 12-18 miesięcy. Poprzednio prawdopodobieństwo takiego scenariusza szacowali na 50-75%.
![]() | Co się dzieje ze strefą euro? |
Inwestorzy liczą, że w przynajmniej jednym przypadku ponownie odkręcony zostanie kurek ze świeżą gotówką. To w tej chwili główny i chyba jedyny sensowny pretekst do gry na wzrosty. A jeśli nowego pieniądza będzie dostatecznie dużo, to powtórka kolejnej odsłony inflacyjnej hossy jest całkiem realna. Czyżbyśmy więc znów mieli skopiować scenariusz z ostatnich dwóch lat: szalona hossa do wiosny, silne spadki latem i powrót zwyżek wraz z początkiem roku szkolnego?
Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl
































































