Ulegając presji eksporterów zarząd Banku Centralnego Tajlandii postanowił wczoraj wprowadzić ograniczenia, które mają na celu zahamowanie trwającej od początku roku aprecjacji bahta. Tajska waluta zyskała już 16% od stycznia 2006 roku i powoli zbliża się do poziomu sprzed załamania wywołanego kryzysem azjatyckim.
Według nowych przepisów inwestorzy zagraniczni będą mogli lokować jedynie 70% swojego kapitału w akcje i obligacje Tajlandii, podczas gdy pozostała część będzie musiała zostać złożona w formie depozytu w banku. W przypadku, gdy ktoś zechce wycofać swój kapitał szybciej niż po roku jedna trzecia depozytu przepadnie.
Magnus Prim, analityk singapurskiego oddziału Skandinaviska Enskilda Banken skomentował tę decyzję mówiąc: „w gruncie rzeczy wygląda to tak, jakby wprowadzili podatek od wszystkich transakcji poniżej roku czasu”. Według Prima ograniczy to presję popytową na tajskich rynkach kapitałowych i w ten sposób faktycznie może przyczynić się do dewaluacji bahta, przy okazji zniechęcając jednak inwestorów zagranicznych do azjatyckich rynków wschodzących.
Władze w Bangkoku znajdowały się ostatnio pod dużym naciskiem lobby eksportowego, w tym zwłaszcza producentów soi, tuńczyka, drobiu i krewetek, którzy zjednoczyli swe siły protestując przeciw krzywdzącemu ich zdaniem kursowi bahta, który drożał szybciej niż waluty sąsiadów z regionu. Wprowadzone ostatecznie regulacje są zgodne z żądaniami eksporterów, tak iż wyrazili oni swe zadowolenie z podjętych kroków.
Po wojskowym zamachu stanu, który miał miejsce w Tajlandii 19 września tego roku władzę przejął faworyt wojskowej junty, Surayud Chulanont, który odsunął od rządów dotychczasowego premiera, Thaksina Shinawatra. Rząd premiera Chulanonta zapowiada przyspieszenie państwowych inwestycji w infrastrukturę, co ma pozwolić Tajlandii na jeszcze szybszy rozwój ekonomiczny.
Inwestorzy zagraniczni obawiają się, że w ślady Tajlandii zechcą pójść rządy innych państw azjatyckich, również zaniepokojone pogarszającą się sytuacją ich eksporterów. Obawy kapitału zagranicznego znalazły swój wyraz w gwałtownej wyprzedaży, jaką obserwowano dziś na wszystkich azjatyckich rynkach wschodzących, a specjaliści podkreślają, że jeśli Malezja lub Filipiny zdecydują się pójść w ślady Bangkoku to tendencja ta może przybrać trwały charakter.
S.R.





























































