REKLAMA

Rozkręca się spirala zagrożonych kredytów

2008-06-04 07:30
publikacja
2008-06-04 07:30
Agata Wiśniewska swoje wymarzone mieszkanie w Warszawie kupiła dwa lata temu. W całości na kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich. Na urządzenie poszły jej wszystkie oszczędności i cały dostępny limit na kartach kredytowych, zaciągnęła także kredyt ratalny.

- Myślałam, że szczęście będzie trwało wiecznie. Niestety, musiałam zmienić pracę i zarabiam dużo mniej niż poprzednio - opowiada. - Z niepokojem myślę, co by się stało, gdyby złoty wobec franka się osłabił i wzrosłaby moja rata kredytu hipotecznego. Obecnie na obsługę kredytów wydaję 3 tys. zł miesięcznie. Już kilka razy nie zapłaciłam raty kredytu konsumpcyjnego i karty kredytowej. Moje zadłużenie stale rośnie.

Obecnie 1,2 mln Polaków zalega z płatnościami rat powyżej 60 dni. W ciągu roku ich liczba wzrosła prawie o 200 tys. Ogółem wartość niespłaconego przez nich zadłużenia przekroczyła 6,7 mld zł, to o blisko 2 mld zł więcej niż w 2007 roku - wynika z raportu Biura Informacji Gospodarczej InfMonitor i BIK. Biorąc pod uwagę, że zadłużyło się już 16 mln Polaków, problemy z regulowaniem zobowiązań w terminie ma 7,7 proc. kredytobiorców. A z tego wniosek, że dorównaliśmy już Wielkiej Brytanii, gdzie tyle samo kredytobiorców nie płaci rat, przegoniliśmy zaś Holandię, Grecję i Słowację, gdzie ok. 4 proc. dłużników nie reguluje zobowiązań. Powoli zbliżamy się do Niemiec gdzie 8,1 proc. kredytobiorców nie oddaje bankom pieniędzy w terminie.

W Niemczech jako główną przyczynę braku wypłacalności klienci podają utratę pracy, spadek zarobków lub niepowodzenie w biznesie. A jak jest u nas? - W Polsce grupa podwyższonego ryzyka dzieli się na dwie kategorie: osoby, które z rozmysłem nie regulują zobowiązań, oraz takie, które nie mogą tego robić przede wszystkim z przyczyn losowych - utraty pracy lub spadku dochodów - twierdzi Mariusz Hildebrand, prezes InfoMonitora.

W pierwszej kolejności klienci przestają spłacać kredyty na zakup towarów, usług i papierów wartościowych, czyli przede wszystkim ratalnych i gotówkowych. Obecnie niespłacanych jest już ok. 10 proc. kredytów ratalnych. W porównaniu z ubiegłym rokiem to wzrost o 2 proc. Średnia wartość zadłużenia wynosi obecnie 5,6 tys. zł. Przez rok wartość średniej zaległości wzrosła blisko o 700 zł. Tylko z hipotecznymi na razie nie ma problemów. - Dla Polaków mieszkanie to najwyższa wartość.

Dlatego, pomimo iż kredyty hipoteczne rosną najszybciej (ich wartość w porównaniu z początkiem ubiegłego roku zwiększyła się o prawie 50 mld zł i wynosi 130,4 mld zł), to są równocześnie najlepiej spłacane - mówi Krzysztof Markowski, prezes Biura Informacji Kredytowej. - Niespłacanych jest jedynie 1,5 proc. kredytów na mieszkania - dodaje. Obawia się jednak, że i te kredyty zaczną się psuć. Wiele osób kupiło je z myślą o szybkim zysku. Jednak w tym roku ceny stanęły. - Osoby, które kupiły mieszkania na sprzedaż i nie mogą się ich pozbyć z zyskiem, mogą teraz dołączyć do grona klientów mających problem z obsługą zadłużenia - obawia się Krzysztof Markowski.

- W kolejnych miesiącach problem z niespłacanymi kredytami może narastać. Banki w ostatnim roku bardzo rozluźniły politykę kredytową, sięgając po coraz mniej bezpiecznych klientów - np. zatrudnionych tylko na umowę o dzieło - mówi Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl. - W efekcie na koniec kwietnia tego roku w porównaniu z początkiem ubiegłego wartość zadłużenia klientów indywidualnych zwiększyła się o niemal 50 proc. i przekroczyła już 230 mld zł - dodaje. Jego zdaniem najbardziej niebezpieczne jest to, że 70 proc. Polaków deklaruje, że w ogóle nie posiada żadnych oszczędności. Co oznacza, że w razie jakichkolwiek problemów nie będą mieli z czego pokryć ewentualnego długu. 

- Tymczasem osoby, które trafią do BIK na listę zalegających dłużników, stają się automatycznie wykluczone społecznie - uważa Michał Macierzyński. - Nie dostaną już kredytu w innym banku, ale także nie kupią np. telefonu komórkowego, bo firmy, choćby telekomunikacyjne, także sprawdzają, czy ich przyszli klienci nie zalegają w innych firmach z płatnościami - wyjaśnia. Jeśli liczba dłużników gwałtownie zacznie rosnąć, oznacza to także koniec z tanimi i łatwo dostępnymi kredytami. Obecnie większość banków udziela ich na dowód osobisty, bez konieczności dostarczenia dokumentów o zatrudnieniu czy dochodach. Wzrosną też ich ceny. Obecnie kredyt konsumpcyjny dostępny jest za 14-19 proc. rocznie, ale wkrótce stopy te mogą przekroczyć 20 proc. - ostrzegają analitycy.

POLSKA Gazeta Krakowska
Beata Tomaszkiewicz
Źródło:
Tematy
MG3 z pakietem ubezpieczeń za 1 zł na rok! Sprawdź ofertę i jedź po więcej.
MG3 z pakietem ubezpieczeń za 1 zł na rok! Sprawdź ofertę i jedź po więcej.

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Windykacja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki