

Analizując najnowsze dane dotyczące europejskiego handlu zagranicznego trudno zrozumieć strach, jaki wśród wielu europejskich polityków wywołuje wojna handlowa z Rosją. Patrząc na liczby, dla strefy euro równie bolesne byłoby starcie z... Republiką Czeską. Przynajmniej na papierze.
O „wielomiliardowych” lub „lukratywnych” kontraktach europejskich koncernów z Rosją słyszał chyba każdy. To właśnie wielkimi interesami wielkich korporacji tłumaczono niechęć polityków z Francji, Niemiec czy Włoch do twardej postawy przeciwko zaborczej polityce Kremla. Tymczasem faktyczne znaczenie handlu z Rosją jest mniejsze, niż się mówi.
Koszt sankcji: 1 250 000 000€ na miesiąc?
Przez pierwsze półrocze 2014 roku przedsiębiorstwa ze strefy euro wysłały do Rosji towary i usługi za 38,2 mld euro. To o 14% mniej niż przed rokiem! Na skutek wzajemnych sankcji (które zawsze szkodzą obu stronom i stanowią brutalną ingerencją rządu w rynek) już doszło do załamania europejskiego handlu z Rosją, którego dotychczasowe koszty dla strefy euro można szacować na ok. miliard euro miesięcznie.
Wartość handlu krajów UE z Rosją (w mld euro)


Źródło: Eurostat
Wartość eksportu całej Unii Europejskiej do Rosji zmalała o 13% rdr, czyli o 7,5 mld euro, a więc w przybliżeniu 1,25 mld euro miesięcznie. To ewidentne straty europejskich producentów, choć zapewne wynikały one nie tylko z sankcji, ale też z recesji w Rosji i deprecjacji rubla, co podniosło ceny europejskich towarów w Rosji.
Wielka Rosja jak małe Czechy
Tyle że w skali całej Unii nie są to wielkie pieniądze. Przez pierwsze półrocze wartość eksportu do Rosji stanowiła tylko 6,3% ogółu unijnego eksportu. Firmy z UE sprzedały w Rosji dobra za 52,2 mld euro. Ważniejszym odbiorcą była Szwajcaria, która kupiła towary za 71,4 mld euro.
Rosja była dopiero 6. rynkiem zbytu dla producentów ze strefy euro, wyraźnie ustępując Polsce i Szwajcarii.
Wartość eksportu ze strefy euro. Dane za okres I-VI 2014 r. w mld euro

Źródło:
Bankier.pl na podstawie danych Eurostatu
Oznacza to, że licząca ponad 143 mln ludności Rosja importowała ze strefy euro niewiele więcej niż 10,5-milionowe Czechy. A chyba mało kto by lamentował, gdyby któregoś dnia brukselska biurokracja postanowiła nałożyć jakieś sankcje na naszych południowych sąsiadów. Z tą „drobną” różnicą, że Czesi dostarczają głównie części do samochodów, a Rosja ropę i gaz (to 80% rosyjskiego eksportu do UE), które Europie byłoby ciężko zastąpić. Tyle że Rosja bez europejskich pieniędzy nie przeżyłaby nawet roku.
W wojnach handlowych nie ma zwycięzców
Zakazywanie prywatnym firmom handlu z jakimś krajem żadnej ze stron nie wychodzi na dobre. Tracą wszyscy zaangażowani w konflikt, a zyskują przedsiębiorstwa z krajów neutralnych. Unia Europejska ryzykuje, że odcięcie od rosyjskiego rynku okaże się czynnikiem, który zabije ledwo widoczne ożywienie gospodarcze i wpędzi region w ponowną recesję. Niemcy, Francja i Włochy podobnie jak cały euroland już w drugim kwartale nie odnotowały wzrostu PKB.
Struktura rosyjskiego eksportu w 2013 roku

Źródło:
Eurostat
Wysokie koszty poniesie też Rosja, jej mieszkańcy i państwowe firmy (zwłaszcza sektor bankowy). Dlatego w interesie obu stron leży jak najszybsze załagodzenie konfliktu bez konieczności użycia ekonomicznej broni atomowej. Ze strony Rosji taką „opcją nuklearną” byłaby odmowa rozliczenia dostaw gazu i ropy w dolarach lub euro, żądając w zamian np. złota. Zachód mógłby zniszczyć Putina, odcinając Rosję od globalnego systemu finansowego (np. poprzez SWIFT) lub zamrażając aktywa rosyjskich oligarchów. Trzymajmy więc kciuki za wyobraźnię obu stron konfliktu, bo w razie jego eskalacji miliardy euro i dolarów mogą już nie wystarczyć, aby oszacować straty.
Krzysztof Kolany
































































