Rosyjski urząd nadzorujący telekomunikację zadecydował o zablokowaniu komunikatora Telegram 1 kwietnia - podał portal The Moscow Times, powołując się na źródła w branży telekomunikacyjnej. W opinii politologa z PISM Kuby Benedyczaka komunikator był ostatnią wyspą wolności w rosyjskim internecie.


Rosyjski urząd nadzorujący telekomunikację Roskomnadzor zadecydował o całkowitym zablokowaniu komunikatora Telegram od 1 kwietnia – podał niezależny rosyjski portal The Moscow Times. Informację o tym, że dostęp do aplikacji Telegram ma zostać w Rosji zablokowany wraz z początkiem kwietnia, podała także niezależna ukraińska agencja informacyjna RBC oraz niezależny rosyjski portal Novaya Gazeta Europe.
Miliony Rosjan stracą dostęp do Telegramu
Według rosyjskich niezależnych mediów całkowity zakaz działania Telegramu będzie podobny do blokady obecnie obowiązującej wobec Facebooka i Instagrama. Oznacza to, że komunikator nie będzie działał na terenie całej Rosji, zarówno w sieciach komórkowych, jak i za pośrednictwem krajowych połączeń internetowych. Jego używanie będzie możliwe wyłącznie za pomocą sieci VPN, dzięki której możliwe jest ukrycie swojej lokalizacji.
Analityk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) dr Kuba Benedyczak przyznał w rozmowie z PAP, że Telegram to „bardzo ważny komunikator w Rosji, którego może używać nawet 100 milionów Rosjan”.
To jedna z niewielu wysp wolności, która zdaniem służb rosyjskich wymknęła się spod kontroli, stąd decyzja o zamknięciu – ocenił.
Odcięci od świata, podpięci pod podsłuch FSB
Autor książki „Oddział chorych na Rosję” przypomniał, że ta aplikacja jest powszechnie używana w krajach postsowieckich m.in. w Armenii, Kazachstanie, Tadżykistanie czy Uzbekistanie. Zdaniem eksperta blokada Telegramu może poważnie utrudnić komunikację między Rosjanami, a ich rodzinami znajdującymi się poza granicami państwa, w tym w Polsce, Niemczech czy w krajach bałtyckich.
- O wiele ważniejsze dla władz było jednak powstanie kanałów na Telegramie, na których rosyjscy korespondenci opisują wojnę w Ukrainie, czasem bardzo błyskotliwie, czasem zabawnie czy ironicznie. Do tego pojawili się radykałowie, którzy zarzucają Władimirowi Putinowi, że w ciągu czterech lat prowadzenia wojny zrobił za mało, bo skoro posiada bomby atomowe, to może je użyć. Te komentarze krytykujące władzę stały się, zdaniem Kremla, bardzo niebezpieczne dla państwa – ocenił politolog. Jego zdaniem podobne poglądy wyznaje ok. 20 proc. społeczeństwa.
Benedyczak przypomniał, że od 2025 r. wszedł do powszechnego użycia stworzony przez Rosję komunikator Max, który ma zastąpić zablokowane przez władze zachodnie aplikacje, takie jak WhatsApp i Signal. Użytkownicy Maxa są monitorowani przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB).
Zablokowanie kolejnego komunikatora, jakim jest Telegram, to także większa kontrola państwa nad szarą strefą w biznesie. Do tej pory ludzie umawiali się np. na naprawę kranu czy pomalowanie mieszkania właśnie za pomocą Telegramu, czy WhatsAppa, unikając tym samym płacenia podatku za usługę – wyjaśnił Benedyczak.
Rosja zacieśnia cenzurę na wzór Chin i Iranu
Według politologa przy jednoczesnej blokadzie w Rosji wielu zachodnich aplikacji „większość internetu została zbita w wielkie holdingi państwowe, które zarządzają poszczególnymi, rosyjskimi platformami”. – Rosja stworzyła swoje media społecznościowe: jest aplikacja Yandex Go do jeżdżenia taksówkami i dostaw jedzenia czy serwis randkowy VK Dating. Rosjanie funkcjonują w miarę normalnie, podobnie jak obywatele krajów zachodnich, tyle że ich dane trafiają do władz, co umożliwia wyłapywanie wszelkich form buntu – powiedział rozmówca PAP.
Zwrócił on także uwagę, że dostęp do sieci VPN w Rosji jest bardzo ograniczony m.in. przez działania rosyjskich władz. – Dodatkowo dostęp do VPN jest płatny, więc może mieć do niego dostęp wyłącznie wąski margines inteligencji i osób działających w branżach kreatywnych, którzy chcą czytać zagraniczne media, ale to nie są liczby, które miałyby zagrażać reżimowi – ocenił.
Jednocześnie coraz częściej na terytorium Rosji występują przerwy w dostawach prądu i internetu, które na początku marca objęły Moskwę i Petersburg. Zdaniem ekspertki z brytyjskiego think tanku Chatham House Natalii Kowalewej prawdziwe przyczyny przerw w dostawie prądu nie są jasne, choć mogą mieć one związek z działaniami Roskomnadzoru, który sprawuje kontrolę nad infrastrukturą internetową i komunikacyjną. Oficjalnie rosyjskie władze tłumaczą wyłączenia względami bezpieczeństwa, co może być związane z ukraińskimi atakami dronów na cele znajdujące się w głębi Rosji.
- Rosja prowadzi bardzo zintensyfikowaną współpracę z Chinami w dziedzinie inwigilacji, ograniczeń w sieci i tworzenia suwerennego internetu. Jedna z rosyjskich analityczek porównała tę sytuację do Iranu. Moskwa wprowadziła np. tak zwaną białą listę, czyli zatwierdzone przez rząd strony internetowe i usługi online, które mogą działać. To nie oznacza, że będzie istnieć tylko dziesięć stron internetowych, będzie ich mnóstwo, z tą tylko różnicą, że są kontrolowane i dają rozrywkę czy informacje kształtowane przez państwo – wyjaśnił Benedyczak.
Założony w 2013 r. Telegram jest drugą najpopularniejszą aplikacją komunikacyjną w Rosji po WhatsAppie. Współzałożyciel Telegramu Paweł Durow w 2014 r. opuścił Rosję po odmowie udostępnienia danych użytkowników swoich aplikacji Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB) i zablokowania profilu lidera antykremlowskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. W lutym poinformował, że w Rosji wszczęto przeciwko niemu śledztwo pod zarzutem „popierania terroryzmu”.
Marta Zabłocka (PAP)
mzb/ pś/ mhr/
































































