Światowe rynki finansowe rządzą się swoimi prawami. Jedną z takich zależności jest dodatnia korelacja pomiędzy rynkami akcji a sektorem surowców przemysłowych, w tym zwłaszcza z ropą naftową. Im wyższe są ceny akcji, tym większy optymizm inwestorów, przekładający się na chęć osiągnięcia wyższych stóp zwrotu. Dobra koniunktura na rynkach akcji ugruntowuje też wiarę w kontynuację ożywienia gospodarczego.
Stąd dzisiejsze wzrostowe odreagowanie na rynkach akcji przyczyniło się do zwyżki notowań ropy. Od szczytu z początku miesiąca „czarne złoto” zostało przeceniono o 9,5%, co mogło zachęcić tzw. „łapaczy spadających noży”.
W efekcie o godzinie 13:30 za baryłkę ropy Brent płacono 76,79 dolarów, czyli o 1,7% więcej niż w poniedziałek. O 1,3% zwyżkowały notowania amerykańskiej ropy gatunku Light Crude, za baryłkę której można było uzyskać 76,40$.
Dodatkowym zapalnikiem dzisiejszej zwyżki cen ropy były prognozy analityków. Eksperci ankietowani przez agencję Bloomberga szacują, że w zeszłym tygodniu amerykańskie zapasy tego surowca zmniejszyły się o milion baryłek i osiągnęły najniższy poziom od czterech tygodni.
Jednakże ci sami specjaliści spodziewają się przyrostu rezerw destylatów innych niż benzyna, dalszego spadku importu surowej ropy oraz mniejszej produkcji w rafineriach. Jeśli to tego dodać najniższe w tym roku marże rafineryjne w USA oraz sezonowy spadek popytu na benzynę, to średnioterminowe perspektywy dla ropy naftowej nie prezentują się najlepiej.
K.K.





























































