Ceny ropy naftowej osiągnęły najwyższy poziom od pół roku, a indeks S&P500 po raz trzeci odbił się od historycznych rekordów. Wiadomością dnia był najwyższy od ponad 6 lat deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych.


W marcu amerykański deficyt handlowy podskoczył z 35,9 mld do 51,4 mld USD, co było największym miesięcznym wzrostem (+43,1%) od roku 1996 i najwyższym wynikiem od października 2008 roku. Ekonomiści, którzy oczekiwali deficytu na poziomie 41,3 mld USD, chyba nie odrobili prasówki i zapomnieli o strajku dokerów na Zachodnim Wybrzeżu, który w lutym przyblokował import. W marcu zaległości zostały odrobione i średni miesięczny deficyt mieścił się w normie (43,65 mld USD).
Niemniej jednak marcowy bilans handlowy właściwie przesądza sprawę rewizji w dół i tak już bardzo słabych wyników amerykańskiej gospodarki za pierwszy kwartał. Ekonomiści są niemal pewni, że wynik 0,2% zostanie obniżony poniżej zera. Taka wiadomość zepsuła nastroje na Wall Street, ale nie powinna mieć znaczenia dla giełdy, która wycenia przyszłe wyniki spółek, historyczne dane pozostawiając historykom.
Stąd przyczyn spadków należy raczej upatrywać w przyczynach technicznych i w fakcie, że S&P500 od początku marca nie radzi sobie z przekonującym ustanawianiem nowych szczytów. Rynek jest wymęczony trwającymi 3 lata wzrostami, a wyceny amerykańskich akcji są już bardzo wysokie w relacji zarówno do historycznych jak i oczekiwanych zysków spółek.

Stąd też cofnięcie S&P500 o 1,21% nie powinno budzić specjalnych emocji. Wart odnotowania jest „szerokość” wtorkowego ruchu: na NYSE na jeden walor zwyżkujący przypadały ponad cztery zniżkujące. Na Nasdaqu proporcja ta ukształtowała się na poziomie 3 do 1. Mimo tej statystyki 16 spółek z indeksu S&P500 ustanowiło 52-tygodniowe maksima i ani jedna nie znalazła się na rocznym minimum.
Ciekawie było też na rynku ropy naftowej, gdzie ceny w Londynie (Brent) poszły w górę o prawie 2% (do 67,63 USD za baryłkę), a surowiec w Nowym Jorku zdrożał o 3% i po raz pierwszy od 11 grudnia osiągnął cenę 60 USD za baryłkę. Od styczniowego dołka ropa Crude podrożała o niemal 40%, a Brent o 45,6%. Wygląda na to, że „tania ropa” należy do przeszłości i że o prognozowanej jeszcze niedawno przecenie do w 20-30 USD za baryłkę można zapomnieć.
Aktualizacja 10:00:
Ceny ropy naftowej na giełdzie paliw w Nowym Jorku są już powyżej 61 USD za baryłkę w reakcji na oceny, że w USA podaż ropy może już nie być tak duża, jak do tej pory - informują maklerzy.
Krzysztof Kolany





























































