REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Quo vadis Italia?

Krzysztof Kolany2011-11-16 08:55główny analityk Bankier.pl
publikacja
2011-11-16 08:55
Dodaj Bankier.pl w Google
Odejście premiera Silvia Berlusconiego zostało dobrze odebrane przez rynki finansowe. Jednakże sytuacja Włoch jest bardzo poważna i wymiana szefa rządu niewiele zmienia. Mario Monti nie daje bowiem gwarancji uzdrowienia Italii.

Reuters zapytał zarządzających funduszami o to, co się stanie na rynkach w razie upadku rządu Silvia Berlusconiego. Okazało się, że finansiści uznaliby to za dobrą wiadomość. Opinię tę potwierdziło zachowanie mediolańskiej giełdy, na której w piątek odnotowano silne wzrosty.

„Boski Silvio” zapewnił, że nie jest „przyczepiony do stołka”, co potwierdziła jego sobotnia rezygnacja. Lecz znienawidzony przez część włoskiego społeczeństwa i wyśmiewany nie tylko w Europie Berlusconi może się okazać jedynym włoskim politykiem potrafiącym wyprowadzić kraj znad finansowej przepaści. Dla tego medialnego magnata nie ma alternatywy – od separatystycznej Ligi Północnej po komunistów nie widać godnego następcy. Kraina Cezara, Machiavellego i Garibaldiego nie dysponuje przywódcą odpowiedniego formatu.



Chory człowiek Europy


75-letni playboy od pracy na rzecz państwa preferował towarzystwo młodych i nie zawsze pełnoletnich dam. Funkcja szefa rządu czwartego najludniejszego państwa Europy służyła mu do unikania wymiaru sprawiedliwości, który ściga go za korumpowanie sędziów. Nie dziwi więc fakt, że rynki cieszą się z perspektywy odejścia człowieka uwikłanego w skandale towarzyskie i korupcyjne, nadużywającego władzy do osobistych celów, uosabiającego swoją komiczną osobą chorobę toczącą Włochy.

Tyle że odejście Berlusconiego wcale nie oznacza rozpoczęcia kuracji. Italia od niemal dwóch dekad cierpi na stagnację gospodarczą – kraj ciągnie od recesji do recesji. W ostatnich 10 latach średni roczny wzrost włoskiego PKB wyniósł 0,1%. Bezrobocie wśród osób do 25. roku życia sięga 30%. Brak pracy, niskie pensje, drogie nieruchomości oraz lenistwo generują charakterystyczną dla kraju plagę „dużych bobasów”, czyli 30- i nawet 40-latków wciąż mieszkających z rodzicami.

Państwa nad przepaścią
Ale to tylko najbardziej widoczne oznaki strukturalnego kryzysu Włoch. Źródłem największych patologii jest sektor publiczny dający pracę 3,5 mln Włochów, czyli 15% ogółu zatrudnionych. Oprócz przerostu zatrudnienia w administracji gospodarkę spowalnia długa lista zamkniętych zawodów. Zrzeszenia adwokatów czy aptekarzy przypominają średniowieczny system cechowy, za co konsumenci płacą wysokimi kosztami usług, a młodzi absolwenci studiów w tych kierunkach zasilają szeregi bezrobotnych. Do tego dochodzi sztywny kodeks pracy i ogromna władza związkowców nad przedsiębiorstwami. Włoskim sportem narodowym jest niepłacenie podatków i pojawiające się co kilka lat abolicje podatkowe.

Z powodu stagnacji gospodarczej i przerośniętego państwa opiekuńczego Włochy nęka też kryzys demograficzny. Od kilkunastu lat utrzymuje się ujemny przyrost naturalny, a gospodarka funkcjonuje dzięki napływowi emigrantów z Afryki. Starzejące się społeczeństwo będzie generować coraz wyższe koszty opieki socjalnej: emerytur i usług medycznych. Już teraz utrzymanie emerytów pochłania niemal 12% włoskiego PKB.

Bogata Północ i leniwe Południe


Dodatkowym problemem jest podział kraju na bogatą i uprzemysłowioną Północ, znaną choćby z fabryk Fiata i Pirelli, oraz biedne, zacofane i feudalno-mafijne Południe, którego symbolem są regularnie tonące w śmieciach ulice Neapolu. Są to dwie gospodarki, z których ta bogatsza obciążona jest utrzymaniem marnotrawnego Południa. Miliardy euro wsiąkają tam niczym deszcz w wysuszoną glebę, lecz tylko konserwują niewydolny system społeczno-gospodarczy.

Wypadkową stagnacji gospodarczej, kryzysu demograficznego oraz przerośniętego i nieefektywnego państwa opiekuńczego jest gigantyczny dług publiczny. Zadłużenie Włoch sięga 1,9 biliona euro. Rzym w przyszłym roku musi pożyczyć ok. 300 miliardów euro, aby sfinansować permanentny niedobór w kasie państwa i spłacić wierzycieli (czyli wykupić zapadające obligacje). Państwo zadłużone na 120% PKB przy oprocentowaniu obligacji rzędu 6% musiałoby przeznaczyć na obsługę długu 7,2% PKB, czyli około 16% wpływów budżetowych. Przy ogromnych wydatkach socjalnych i kosztach utrzymania administracji w kasie państwa może zwyczajnie zabraknąć pieniędzy, a dalsze ich pożyczanie grozi popadnięciem w spiralę zadłużenia.

Czy Italia może się uratować?


Włochy są dłużnikiem zbyt dużym, aby upaść, i zarazem zbyt dużym, aby go uratować. Utrzymanie Italii przy życiu wymagałoby 600 mld euro w ciągu dwóch lat. Takiej kwotą nie udźwignąłby nawet EFSF zlewarowany do biliona euro. Rzym musi więc radzić sobie sam, co przy postępującym rozkładzie sfery polityki jest trudne do wyobrażenia.

Niedługo dług publiczny zapewne okaże się nie do udźwignięcia dla włoskiej gospodarki, tak samo jak w Grecji i Portugalii. Włochy to jednak zawodnik wagi ciężkiej. To trzecia gospodarka strefy euro i siódma na świecie, pod względem nominalnego PKB przewyższająca Indie czy Brazylię. To kraj dysponujący ogromnym bogactwem prywatnym, kilkunastoma globalnymi korporacjami i trzecimi na świecie rezerwami złota (2.451,8 tony). Włoskie instytucje finansowe kontrolują połowę długu publicznego, przez co kraj jest mniej zależny od finansowania zewnętrznego. W Grecji i Portugalii zagranica finansowała 80-90% długu.



To wszystko nie zmienia jednak faktu, że Italia znalazła się w krytycznym położeniu. Ponadto Włosi zostali pozbawieni jedynego gospodarczego „dopalacza”, jakim były dewaluacje lira. Pozostając wewnątrz strefy euro, nie mogą zdewaluować własnej waluty. Bank Włoch utracił też możliwość nielimitowanego dodruku pieniądza i stania się pożyczkodawcą ostatniej szansy dla państwa.

Sądzę, że dopiero podstawieni pod ścianą Włosi zaczną podejmować właściwe decyzje. Zrównoważą budżet, ograniczą przerośniętą administrację i system socjalny, zliberalizują gospodarkę, obniżając przy tym podatki i poprawiając ich ściągalność. Ale dokonają tego dopiero po wyjściu (lub wyrzuceniu) ze strefy euro i w oparach hiperinflacji wywołanej monetyzacją długu publicznego przez bank centralny.

Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (7)

dodaj komentarz
~czytelnik
gosciu dobrze pisze, podwyzke mu dac!
~gregor
Socjalistyczna utopia odbierania bogatym i dawaniu reszcie nigdzie się nie sprawdza w dłuższym czasie. Korzystają z takiego modelu jedynie urzędnicy i politycy. Ludzie przestają pracować nie dlatego, że są leniwi, tylko dlatego, że się to nie opłaca. Teraz trzeba cudu albo rewolucji żeby wrócić do starego systemu - najpierw zarabiam Socjalistyczna utopia odbierania bogatym i dawaniu reszcie nigdzie się nie sprawdza w dłuższym czasie. Korzystają z takiego modelu jedynie urzędnicy i politycy. Ludzie przestają pracować nie dlatego, że są leniwi, tylko dlatego, że się to nie opłaca. Teraz trzeba cudu albo rewolucji żeby wrócić do starego systemu - najpierw zarabiam potem wydaję. Można ewentualnie zadłużać się dalej i udawać, że nic złego si ę nie dzieje. 300% PKB papier też przyjmie. Żegnaj Europo...
~mikez
Ciekawy artykuł, ale ja odnoszę wrażenie, że eurosocjaliści będą wspólnie łatać ten tonący statek zwany UE do momentu, kiedy wszyscy razem nie znajdą się na dnie.
~ekonomista
Jeżeli podniosą podatki to zwiększą opłacalność szarej strefy, a we Włoszech to gigantyczny problem. Większe podatki dochodowe to pogorszenie konkurencyjności gospodarki, podwyżki cen energii będą gwoździem do włoskiej trumny. Zamiast obniżać podatki dla firm i podwyższać cła i akcyzę, Włosi idą drogą do upadku ulegając dyrektywom Jeżeli podniosą podatki to zwiększą opłacalność szarej strefy, a we Włoszech to gigantyczny problem. Większe podatki dochodowe to pogorszenie konkurencyjności gospodarki, podwyżki cen energii będą gwoździem do włoskiej trumny. Zamiast obniżać podatki dla firm i podwyższać cła i akcyzę, Włosi idą drogą do upadku ulegając dyrektywom z Francji i Niemiec.
~Goły i wesoły
Miło poczytać cos mądrego.
~Gart
Berlusconi to "eteryczny" człowiek. Już za życia postawił sobie wielki grobowiec w kształcie piramidy! Berlusconiego zastąpi człowiek władców marionetek z Goldman Sachs. Tak więc zamienił stryjek siekierkę na kijek i wszystko jest nadal pod kontrolą. A banksterzy zacieraja rączki. Czy Kazio Marcinkiewicz już zrozumiał dla Berlusconi to "eteryczny" człowiek. Już za życia postawił sobie wielki grobowiec w kształcie piramidy! Berlusconiego zastąpi człowiek władców marionetek z Goldman Sachs. Tak więc zamienił stryjek siekierkę na kijek i wszystko jest nadal pod kontrolą. A banksterzy zacieraja rączki. Czy Kazio Marcinkiewicz już zrozumiał dla kogo pracuje?
~kunming
Bardzo Dobry artykuł panie Kolany...

Powiązane: Długi

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki