Kwadrans po siódmej główny indeks szanghajskiej giełdy zniżkował o 0,9%, wieńcząc spadkiem czwarty z kolei tydzień. Inwestorzy obawiają się o stan drugiej gospodarki świata, której zagraża wysoka inflacja, pękająca bańka na rynku nieruchomości oraz kryzys w strefie euro.
Tymczasem na rynkach terminowych przeważali optymiści. O godzinie 7:20 kontrakty na CAC40 oraz DAX zyskiwały po około pół procent. O tyle samo rosły notowania futures na indeks S&P500, który czwartkową sesję zakończył neutralnie. Obyło się więc bez korekty środowego wybuchu euforii.
Dziś handel powinien przebiegać spokojnie aż do godziny 14:30, gdy amerykańskie Biuro Statystyki Pracy przedstawi swój listopadowy raport. Ekonomiści najczęściej zakładają, że w sektorze prywatnym przybyło 125-140 tys. nowych miejsc pracy, czyli o 20-40% więcej niż w październiku. Jednakże po bardzo optymistycznym raporcie ADP (+203 tys.) faktyczne oczekiwania rynkowe mogą być jeszcze wyższe.
Raport BLS może, ale nie musi, „ustawić” piątkową sesję. Wynik znacząco przewyższający konsensus będzie oczywiście sprzyjał wzrostom cen akcji i surowców, ale rozczarowanie nie powinno rynkom zbytnio zaszkodzić. W ostatnich dniach z amerykańskiej gospodarki dotarło kilka całkiem niezłych danych, więc jedno niepowodzenie nie powinno zatrzymać rajdu św. Mikołaja. Tym bardziej, że słabość rynku pracy zwiększa szanse na trzecią rundę dodruku pieniądza w Rezerwie Federalnej.
K.K.
































































