Zdecydowane przecena akcji wielkich korporacji technologicznych w piątek negatywnie zaważyła na nowojorskich indeksach. S&P500 i Nasdaq straciły po przeszło 1%. Pozytywnie za to zaskoczyły dane z amerykańskiego przemysłu.


S&P500 poszedł w dół o 1,22% i zakończył dzień na poziomie 4 450,32 pkt. Nasdaq zniżkował o 1,56%, schodząc na wysokość 13 708,33 pkt. Średnia przemysłowa Dow Jonesa po utracie 0,83% znalazła się na pułapie 34 618,24 pkt.
W piątek wyraźnie od reszty rynku odstawali tegoroczni ulubieńcy Wall Street – czyli wielkie spółki technologiczne. Akcje Nvidii przeceniono o 3,7%, AMD o 4,8%, Mety o 3,7%, a Adobe o 4,2%. Ponad 2% w dół poszły też notowania Microsoftu i Amazona.
Interesujące jest też, że Wall Street praktycznie nie zareagowało na informację o największych od dekad strajkach w amerykańskiej branży motoryzacyjnej. W piątek pracę miało przerwać blisko 13 tysięcy pracowników General Motors, Forta i Stellantis (właściciela Chryslera). Związkowcy domagają się ogromnych podwyżek płac – o 40% w ciągu następnych czterech lat. Mimo to akcje GM podrożały o 0,8%, a notowania walorów Forda pozostały bez zmian.
Strajk w motoryzacji może być jednak przejawem większego problemu dla korporacyjnej Ameryki, która przez poprzednią dekadę śrubowała swoje marże kosztem wynagrodzeń dla pracowników. Teraz ten trend się może odwrócić na niekorzyść wielkiego biznesu. Co zresztą już powoli się dzieje. Latem American Airlines zgodziły się na 40-procentową podwyżkę wynagrodzeń pilotów (rozłożoną na 4 lata). Zaś związkowcy z UPS w ciągu 5 lat zarobią o 18% więcej.

Nieźle wypadły za to dane z realnej gospodarki. Produkcja przemysłowa w USA w sierpniu zwiększyła się o 0,4% mdm, choć oczekiwano wzrostu tylko o 0,1%. Pozytywną wymowę tego raportu psuje jednak duża rewizja za lipiec (0,7% mdm zamiast pierwotnie raportowanego wzrostu o 1,0%). Mocno zaskoczył też indeks NY Empire State mierzący koniunkturę w nowojorskim okręgu przemysłowym. Wrześniowy odczyt na poziomie 1,9 pkt. okazał się znacznie wyższy od oczekiwanych -10 pkt. oraz -19 pkt. odnotowanych w sierpniu. Trzeba jednak mieć na uwagę, że regionalne wskaźniki koniunktury w USA cechują się bardzo wysoką i w zasadzie nieprzewidywalną zmiennością.
Rozczarowały za to deklaracje amerykańskich konsumentów. Indeks Uniwersytetu Michigan we wrześniu spadł do 67,7 pkt. względem 69,5 pkt. odnotowanych w sierpniu. Rynkowy konsensus zakładał stabilizację tego wskaźnika na poziomie 69,2 pkt. Tutaj jednak dobrą informacją był wyraźni spadek deklarowanych oczekiwań inflacyjnych. Oczekiwana przez respondentów inflacja w krótkim terminie obniżyła się z 3,5% do 3,1%. Długoterminowe oczekiwania zmalały z 3,0% do 2,7%.
W deklaracjach konsumentów może być coś więcej niż tylko ogólne niezadowolenie. Świadczy o tym najnowsza prognoza dotycząca zatrudnienia pracowników sezonowych w handlu. Sieci handlowe w USA w sezonie bożonarodzeniowych zakupów zamierzają zatrudnić tylko 410 tys. pracowników sezonowych – wynika z raportu Challenger, Gray & Christmas. Jeśliby te prognozy się potwierdziły, byłby najniższy wynik od pamiętnego roku 2008, gdy w Ameryce rozpoczynała się najgłębsza recesja od czasów Wielkiego Kryzysu.






























































