W poniedziałek nad ranem kurs bitcoina spadł poniżej 10 tys. dolarów. Cena najpopularniejszej kryptowaluty w krótkim czasie obniżyła się o ok. 1400 dolarów i zbliżyła się do poziomu odnotowanego na początku lipca.
W ostatnich tygodniach na rynku kryptowalut panuje spora zmienność – kilkuprocentowe wzrosty i spadki w ciągu kilku godzin nie należą do rzadkości. Bitcoin od początku kwietnia drożał i zdołał potroić swoją wartość przebijając barierę 12 tys. dolarów pod koniec czerwca. Od tego momentu obserwujemy następujące po sobie krótkie epizody szybkich wzrostów i równie gwałtownych przecen.
Ostatni epizod „rollercoastera” miał miejsce w miniony weekend, gdy kurs najpopularniejszej waluty osunął się poniżej 10 tys. dolarów. W poniedziałkowy poranek za jednego BTC trzeba zapłacić około 10,2 tys. dolarów, o 3 tys. dolarów mniej niż jeszcze 5 dni wcześniej.
Zmiany w wycenie bitcoina i innych kryptowalut zwykle próbuje się wiązać z wydarzeniami zachodzącymi w otoczeniu rynku. Nie zawsze jednak takie interpretacje są przekonujące. W zeszłym tygodniu o kryptowalutach wypowiedzieli się m.in. Jerome Powell, kierujący amerykańskim bankiem centralnym, oraz prezydent Donald Trump.
I am not a fan of Bitcoin and other Cryptocurrencies, which are not money, and whose value is highly volatile and based on thin air. Unregulated Crypto Assets can facilitate unlawful behavior, including drug trade and other illegal activity....
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) July 12, 2019
Chociaż obie opinie odczytuje się powszechnie jako krytykę Bitcoina, to zarówno Powell, jak i Trump, pragnęli przede wszystkim podkreślić zalety i wszechstronność oficjalnej waluty, jaką jest amerykański dolar. Szef Fedu zwrócił uwagę na słabość kryptowalut jako środka płatniczego i zaakcentował, że użytkownicy bitcoina wykorzystują go przede wszystkim jako mechanizm przechowywania wartości (niestabilny, o spekulacyjnym charakterze). Trump z kolei, w typowym dla siebie stylu, zwrócił uwagę na brak zakotwiczenia kryptowalut w realnych źródłach wartości i powtórzył znany argument o wykorzystaniu tego narzędzia przez szarą i czarną strefę.

Komentatorzy oceniają, że istotny jest nie tyle fakt krytyki kryptowalut przez osoby odgrywające istotną rolę w kształtowaniu polityki gospodarczej USA, ale samo odniesienie się do fenomenu, który do tej pory traktowano mało poważnie. Dla bitcoina oznacza to „darmową reklamę” i, w przewrotny sposób, uznanie kryptowalut za trwały element ekonomicznego krajobrazu.
MK




























































