Jeżeli weźmiemy pod uwagę niekończącą się dyskusję o prawidłowości prowadzonych przez wszystkie ekipy rządzące procesów prywatyzacyjnych to nie sposób nie wziąć pod uwagę wspomnianych wyżej kwot. Jeżeli przełożymy je na złotówki to będzie prawie 6 mld – 15 proc. tego co planuje Skarb Państwa wziąć za energetykę. Albo inaczej – to około 3 proc. budżetu państwa. Dodatkowym, negatywnym efektem źle przeprowadzonej prywatyzacji może być utrata kontroli nad rynkiem.
Przytoczone obok dane pokazują jak silna jest konkurencja w Europie Środkowowschodniej, co więcej ta konkurencja nie śpi. Widać to wyraźnie w powracającym zainteresowaniu węgierskiego MOL-a i rosyjskiego Łukoilu Rafinerią Gdańską, jak na tę branżę wcale przecież nie największą. Dlaczego?
Otóż zakład ten ma kluczowe, strategiczne położenie w Europie Środkowej, dysponuje bowiem własną bazą przeładunkową, pozwalającą swobodnie operować w basenie Morza Bałtyckiego. Poza tym, jest to zakład w miarę nowoczesny i przy stosunkowo niewielkie inwestycje pozwolą osiągnąć wysoką jakość produktów. Jest jeszcze inny powód. Zagraniczni inwestorzy dokładnie wiedzą, że połączenie Gdańska i Płocka, wzajemne uzupełnienie potencjałów produkcyjnych stwarza niezwykle groźnego przeciwnika w skali całego regionu.
Wiadomo, że jeżeli taki koncern dysponujący już niezłą siecią sprzedaży mocno się usadowi na rynku – będzie nie do ruszenia. Dotyczy to również inwestora zagranicznego – w oparciu o własny potencjał i moce Rafinerii Gdańskiej (terminal paliwowy!) stworzy niezwykle silny organizm gospodarczy. Nie można również pominąć (patrz tabelka) takich względów jak oszczędności kosztów związanych z przerobem ropy i zarządzaniem. To rocznie ponad 25 mln dolarów, a zatem silniejsza pozycja konkurencyjna.
Co oznacza na prawdę prywatyzacja Rafinerii Gdańskiej? To nie jest wyłącznie sprzedaż zakładu, to tak naprawdę sprzedaż rynku.
KM































































