Większość krajów europejskich nie znajduje się w stanie wojny, przynajmniej nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale stoimy w obliczu egzystencjalnych zagrożeń i poważnych ryzyk - powiedział w piątek prezydent Estonii Alar Karis.


Według Karisa obecnie wartości wolnego świata opartego na porządku międzynarodowym są atakowane z wielu stron. „Wydaje się, że kraje autokratyczne lepiej radzą sobie z posługiwaniem się mieczem, niż kraje demokratyczne z podnoszeniem tarczy” – przyznał Karis w swoim przemówieniu na konferencji im. Lennarta Meri.
Panel dyskusyjny na temat polityki bezpieczeństwa w Europie Wschodniej oraz Północnej, organizowany od blisko 20 lat w Tallinnie, upamiętnia byłego prezydenta Estonii urzędującego w latach 1992-2001 oraz jego znamienne słowa, że „bezpieczeństwa nigdy za wiele”.
Putinowi nie można dać żadnej deski ratunku ani promyka nadziei, że agresja w końcu się opłaci – mówił Karis. Prezydent nawiązał tym samym do kontrowersyjnej kwestii dopuszczenia Rosji do udziału w międzynarodowych wydarzeniach sportowych, czy kulturalnych.
Estonia zbojkotowała m.in. głosowanie na tegorocznym Biennale Sztuki w Wenecji, na którym władze Włoch nie zablokowały otwarcia rosyjskiego pawilonu.
Zdaniem Karisa priorytetem w Europie powinien być rozwój firm zbrojeniowych w ścisłej współpracy z ukraińskim sektorem obronnym, który obecnie jest najszybciej rozwijającym się i najbardziej innowacyjnym na świecie. Z kolei, najbardziej odważnym krokiem na rzecz wsparcia Ukrainy – zwrócił uwagę Karis – byłaby pomoc dla Kijowa w uzyskaniu członkostwa w UE, a także otwarcie drzwi przed Mołdawią, Czarnogórą oraz Albanią.

– Sojusznik taki jak Ukraina wzmocniłby również NATO. Wojsko ukraińskie należy do największych i najbardziej doświadczonych w Europie a NATO już czerpie z doświadczeń ukraińskiego frontu – podsumował prezydent Estonii.
Karis, którego pięcioletnia kadencja dobiega końca, jest faworytem obywateli jeśli chodzi o kontynuację swojego urzędu. Jego wybór na drugą kadencję poparłoby niemal 40 proc. respondentów spośród dziesięciu najbardziej popularnych polityków czy potencjalnych kandydatów.
Gdyby wybór dotyczył jednego z dwóch kandydatów Karis mógłby liczyć na 70 proc. poparcie – wynika z najnowszego sondażu opublikowanego przez radio ERR. Wybory zaplanowano na jesień, ale w Estonii prezydent nie jest wybierany w wyborach powszechnych, tylko przez parlament. (PAP)
pmo/ jm/




























































