Ulgi innowacyjne, w tym badawczo-rozwojowa, są w Polsce dostępne bez limitów i naborów, jednak korzysta z nich mniej niż 40 proc. uprawnionych firm - ocenia w rozmowie z PAP Biznes Partnership Manager Leyton Aleksander Gielarek. Jego zdaniem kluczowe bariery mają charakter mentalny i edukacyjny.


„Ulgi podatkowe wspierające innowacje są w Polsce narzędziem powszechnie dostępnym i niewyczerpywalnym, ponieważ nie są finansowane z programów dotacyjnych, lecz opierają się na mechanizmie zwrotu podatku dochodowego” - powiedział w rozmowie z PAP Biznes Aleksander Gielarek, Partnership Manager międzynarodowej firmy doradczej Leyton.
Jak wskazuje, w debacie publicznej najczęściej mówi się o uldze badawczo-rozwojowej, choć w rzeczywistości katalog ulg innowacyjnych jest znacznie szerszy.
„Ulga B+R jest najbardziej rozpoznawalna, bo ma najszersze zastosowanie, ale nie jest jedynym mechanizmem. Co istotne, tu nie ma puli środków do wyczerpania ani konkursów. Te środki są dostępne stale a rozliczenie może mieć charakter retrospektywny i dotyczyć kosztów poniesionych aż do 5 lat wstecz” - zaznacza.
Gielarek przypomina, że ulga badawczo-rozwojowa funkcjonuje w Polsce od stycznia 2016 r. i przez pierwsze lata widoczny był systematyczny wzrost zainteresowania nimi przedsiębiorców.
„Rosła świadomość tego narzędzia i liczba firm, które zaczęły z niego korzystać” - powiedział. Od około 2022-2023 roku poziom wykorzystania ulg ustabilizował się jednak na zbliżonym poziomie.
Z danych, na które powołuje się Partnership Manager Leyton, wynika, że w Polsce około 7,5 tys. firm prowadzi zidentyfikowaną działalność badawczo-rozwojową, a nakłady na ten obszar przekroczyły w 2024 roku 50 mld zł.

„Mówimy o bardzo dużej skali. Co więcej, ponad 30 mld zł z tej kwoty to wydatki na część rozwojową, a nie badawczą. To oznacza, że potencjał do korzystania z ulg ma znacznie więcej firm, niż się powszechnie uważa” - podkreśla.
Jednocześnie, jak zaznacza, z ulgi badawczo-rozwojowej korzysta obecnie mniej niż 40 proc. uprawnionych przedsiębiorstw.
„To jest kluczowa statystyka. Oznacza, że większość firm realizujących działania rozwojowe w ogóle nie odzyskuje środków, które są dla nich dostępne” - ocenia.
Zdaniem Aleksandra Gielarka, przyczyn należy szukać przede wszystkim w obawach przedsiębiorców przed konsekwencjami podatkowymi i brakiem świadomości zasad funkcjonowania mechanizmu.
„Wciąż funkcjonuje niepotrzebny lęk przed urzędem skarbowym i błędne utożsamianie ulg innowacyjnych z agresywną optymalizacją podatkową. To jest całkowicie nietrafiona narracja” - powiedział.
Jak dodaje, administracja skarbowa w ciągu ostatniej dekady istotnie się zmieniła.
„Urzędy mają dziś większą wiedzę, lepsze narzędzia i lepiej rozumieją specyfikę działalności innowacyjnej. Mimo to bariera mentalna po stronie przedsiębiorców nadal istnieje” - wskazuje.
Partnership Manager Leyton podkreśla, że istotą ulgi badawczo-rozwojowej jest twórczy charakter podejmowanych działań, przy czym innowacyjność może być oceniana również tylko w skali danego przedsiębiorstwa.
„Nie trzeba tworzyć przełomów na skalę światową. Wystarczy, że firma rozwija się wewnętrznie, modernizuje produkty, procesy czy technologie” - zaznacza.
Zwraca przy tym uwagę, że innowacją może być także pozornie prosta zmiana, jak np. nowe, bardziej ekologiczne opakowania.
„Zmiana technologii produkcji czy dystrybucji to również rozwój. Jeśli wcześniej firma tego nie robiła, a teraz wdraża takie rozwiązania, mamy do czynienia z działaniami rozwojowymi” - podkreśla.
Jak wyjaśnia Aleksander Gielarek, z każdej złotówki przeznaczonej na koszty kwalifikowane przedsiębiorstwo może odzyskać do ok. 19 proc. poniesionych nakładów, a w przypadku kosztów pracy pracowników zaangażowanych w B+R - nawet do ok. 38 proc.
„I nie jest prawdą, że trzeba mieć laboratorium czy formalny dział B+R. Kluczowe jest właściwe zidentyfikowanie i udokumentowanie procesów” - powiedział.
Rolą firm doradczych, takich jak Leyton, jest - według Gielarka - przede wszystkim przeniesienie ciężaru rozliczenia z poziomu księgowego na techniczny.
„Trzeba rozumieć procesy technologiczne klienta. Dlatego u nas pracują głównie inżynierowie i doktorzy nauk technicznych, a nie wyłącznie księgowi” - mówi.
Jak tłumaczy, proces rozpoczyna się od identyfikacji potencjału i audytu technologicznego, a firma bierze odpowiedzialność również na etapie ewentualnych czynności sprawdzających.
„Nie można zostawić klienta samego z dokumentacją. Takie podejście psuje rynek i zniechęca przedsiębiorców do korzystania z ulg” - ocenia.
Odnosząc się do gotowości firm do inwestowania w innowacje, Gielarek wskazuje, że największe i najbardziej dojrzałe przedsiębiorstwa radzą sobie najlepiej.
„Są firmy, które dzięki ulgom są w stanie praktycznie zerować podatek dochodowy rok do roku i reinwestować środki w rozwój” - powiedział.
Prezes Leyton krytycznie ocenia uzależnianie decyzji inwestycyjnych wyłącznie od dostępności dotacji.
„Często firmy wstrzymują projekty, czekając na program dotacyjny. To bywa zgubne, bo rynek nie czeka i innowacja przestaje być innowacją” - mówi.
Jego zdaniem ulgi podatkowe dają firmom stabilne i powtarzalne źródło finansowania innowacji.
„To środki, które można przeznaczyć na dowolny cel - kolejne projekty, poprawę płynności czy budowanie finansowej poduszki bezpieczeństwa w niepewnych czasach” - zaznacza.
W przypadku startupów Gielarek wskazuje na dodatkowe wyzwania, związane m.in. z brakiem podatku dochodowego w fazie rozwoju.
„Tu kluczowe jest odpowiednie dokumentowanie procesów i struktury organizacyjnej. Dostępne jest rozliczenie zwrotu podatkowego w kolejnych latach a w pewnych przypadkach możliwe jest rozliczenie ulgi w formie zwrotu gotówkowego” - powiedział.
Zwraca też uwagę na potrzebę dostosowania systemu ulg do nowych technologii.
„Ulga na robotyzację wygasa z końcem 2026 r., a przedsiębiorstwa wchodzą już w etap przemysłu 5.0, AI i zaawansowanej cyfryzacji. Mechanizmy podatkowe muszą nadążać za realnymi potrzebami rynku” - powiedział Gielarek.
Piotr Rożek (PAP Biznes)
pr/




























































