

Mianem farsy określił prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wybory separatystów w Donbasie. Dziś w samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republikach Ludowych zorganizowano wybory do parlamentów i rządów separatystów.

Zdaniem ukraińskiego przywódcy, głosowanie zorganizowane pod lufami karabinów to wydarzenie niemające nic wspólnego z zasadami demokracji. Jak podkreślił, ani Ukraina, ani cały cywilizowany świat nie uznają tej farsy. Dodał, że ma nadzieję, iż wyborów nie uzna również Rosja, ponieważ pseudogłosowanie zorganizowane przez separatystów stanowi naruszenie mińskich uzgodnień co do uregulowania sytuacji w Donbasie.

Poroszenko podkreślił, że w myśl porozumienia w Mińsku we wschodnich regionach powinny się odbyć legalne przedterminowe wybory lokalne, które zaplanowano na początek grudnia. Dziś również Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy wydało oświadczenie dotyczące udziału w nieuznawanych wyborach osób podających się za zagranicznych obserwatorów. Zdaniem ministerstwa, żadna uznana organizacja ani żadne demokratyczne państwo nie uznaje tych wyborów. Natomiast osoby, które podają się za obserwatorów, naruszają ukraińskie prawo i poniosą związane z tym konsekwencje.
Kilku zachodnich polityków gości na wyborach u separatystów
Wśród obserwujących separatystyczne wybory są były polski poseł i obecny francuski eurodeputowany. Tymczasem - jak poinformowała Służba Bezpieczeństwa Ukrainy - osoby współpracujące przy nielegalnych wyborach w Donbasie naruszają Ukraińskie prawo. Dotyczy to również zagranicznych polityków i działaczy, którzy pojechali tam w charakterze obserwatorów nielegalnego głosowania.
Pseudoobserwatorzy firmujący odbywające się w Donbasie pseudowybory będą traktowani jako pomocnicy terrorystów - ogłosiła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Dlatego też nabywają status osób niepożądanych na terytorium państwa ukraińskiego. Władze Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych chwaliły się, że organizowane przez nie dzisiejsze wybory przyjechało monitorować kilkudziesięciu zagranicznych obserwatorów przede wszystkim z Rosji. Ale wśród obserwatorów znalazło się też kilku europejskich polityków. Z Polski przyjechał np. Mateusz Piskorski - były poseł Samoobrony. Uczestniczył on już w innych wątpliwych wyborach - na Krymie - po zajęciu przez Rosjan półwyspu. Wówczas żadnych nieprawidłowości były polski poseł się nie dopatrzył. Wśród zagranicznych gości separatystów jest również Francuz - Jean-Luc Schaffhauser, europoseł z ramienia francuskiego Frontu Narodowego. Jak mówił, znalazł się w Donbasie z własnej inicjatywy. Unia Europejska nie uznaje zorganizowanych przez prorosyjskich separatystów wyborów.
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Buszko, Kijów/em/






























































