Początek listopada minionego roku przyniósł decyzję Rezerwy Federalnej o rozpoczęciu interwencji na rynku długu. Bank centralny ogłosił program skupu rządowych obligacji za kwotę 600 mld dolarów. Działania władz monetarnych zostały określone jako druga runda ilościowego łagodzenia polityki monetarnej. W tamtym czasie posunięcia Bena Bernanke spotykały się z niezwykle ostrą krytyką. Ekonomiści i komentatorzy obawiali się wybuchu wysokiej inflacji oraz utraty zaufania do dolara.
Początek roku powinien zamknąć usta krytykom Bena Bernanke. Amerykańska gospodarka wydaje się wchodzić w fazę ożywienia. W szczególności branża przemysłowa przeżywa mocne ożywienie, na co wskazują indeksy koniunktury. Wskaźnik dla regionu chicagowskiego wzrósł do najwyższego poziomu od 1988 roku. Również krajowy indeks ISM znacząco zyskał w ostatnim czasie, co potwierdza tezę o powrocie amerykańskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu. W dodatku poprawia się sytuacja zatrudnieniowa. Ostatnie raporty o nowych bezrobotnych wypadają najlepiej od ponad dwóch lat.
Wygląda na to, że Ben Bernanke osiągnął postawione przed nim cele i zdołał postawić gospodarkę na nogi w zaledwie kilka miesięcy. Jednakże silne ożywienie w branży przemysłowej jest charakterystyczne dla wzrostu opartego na pustym pieniądzu. Sektor wytwórczy zasilony tanim kredytem rozpoczyna nowe inwestycje i zwiększa zatrudnienie. Jednakże taki wzrost nie ma solidnych fundamentów, jakimi są oszczędności. Opiera się jedynie na papierowym pieniądzu. Będzie trwać do czasu, aż bank centralny będzie dostarczać tani kredyt. Sztucznie wywołany wzrost zakończy się dotkliwym spowolnieniem oraz nieuniknioną inflacją.
Obecnie na fali optymizmu związanego z zaskakująco dobrymi informacjami ze Stanów Zjednoczonych na rynki powróciła wiara w świetlaną przyszłość światowej gospodarki. Dobre nastroje zostały wsparte przez chińskiego wicepremiera Li Keqiang. Polityk zapowiedział zwiększenie zaangażowania w hiszpańskie obligacje, zwiększając nadzieję madryckiego rządu na zachowanie wiarygodności finansowej. W ostatnim czasie Portugalia i Hiszpania były najczęściej wymieniane pośród krajów zagrożonych niewypłacalnością.
Przed 9.40 euro nie zmieniało swojego poziomu w stosunku do amerykańskiej waluty i kosztowało 1,3349 dolara. Poprawa nastrojów na rynkach skutkuje odwrotem waluta uznawanych za „bezpieczne przystanie”. Frank szwajcarski tracił ponad 0,9 proc. do dolara i euro. Jen osłabiał się niemal 0,6 proc. do dolara i euro.
Złoty umacniał się ponad 1 proc. wobec franka szwajcarskiego. Kurs pary wynosił 3,1282 złotego.
P.L.































































