Unia Europejska i MFW zapowiedziały pomoc finansową dla Ukrainy, a prezydent Komorowski chce stworzyć fundusz wspierający ukraińskie firmy. W czasie transformacji Polska również mogła liczyć na sowitą pomoc z Zachodu. Można mieć jednak wątpliwości, czy w obecnej sytuacji wsparcie dla naszego wschodniego sąsiada jest uzasadnione.

foto: Thinkstock
Sytuacja gospodarcza na Ukrainie jeszcze przed rewolucją była w bardzo złym stanie, dziś jest wręcz opłakana. Rezerwy walutowe Ukrainy są coraz mniejsze, hrywna w ostatnim kwartale osłabiła się w stosunku do złotego o ponad 30%, a średnie płace są trzykrotnie niższe niż w Polsce. Sytuacja polityczna oraz podniesienie cen gazu przez Rosję jeszcze bardziej pogłębia ten stan.

Zachód chce pomagać Ukrainie
Kraje zachodnie wspierają Ukrainę i nowe władze w dążeniu do przejścia do ich obozu. Pomoc finansową zaproponowały zarówno Unia Europejska, jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Komisja Europejska przeznaczy na pomoc dla Ukrainy 11 mld euro, a szefowa MFW, Christine Lagarde, forsuje pomysł uruchomienia linii kredytowej w wysokości 15 mld dolarów. Pomoc zaoferował też Barack Obama – prezydent USA jest gotów pożyczyć Ukrainie 1 mld dolarów.
![]() |
» Komuna upadła, a one trwają – 7 firm, które przetrwały okres transformacji |
Na przełomie marca i kwietnia małą burzę wywołały słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, który chciał stworzyć specjalny fundusz pomocy dla ukraińskich firm. Pomysł zakładał, że Polska zainwestuje ponad 300 mln zł na fundusz tworzony z udziałem m.in. PKO BP oraz BGK. Fundusz w założeniu miałby trwać trzy lata i przynieść później zwrot. Nie trzeba było długo czekać na głosy krytyków – te same pieniądze można przecież przeznaczyć na rozwój polskich przedsiębiorstw.
Polska też dostała niemało
W obecnej sytuacji na Ukrainie nie sposób nie dostrzec pewnych analogii do położenia, w jakim znalazła się Polska w 1989 roku. Wielkie długi zagraniczne i szalejąca hiperinflacja nie pozwalały na w miarę płynne przejście z systemu nakazowo-rozdzielczego do gospodarki wolnorynkowej. Polska była jednym z motorów przemian w tej części świata, mogła więc liczyć na pomoc zagraniczną.
Największym obciążeniem dla Polski były oczywiście długi zaciągnięte przez Edwarda Gierka. W ciągu 10 lat rządów, między 1970 a 1980 rokiem, ówczesny pierwszy sekretarz KC PZPR zadłużył Polskę na ponad 25 mld dolarów. W latach 80. brakowało walut na spłatę długów, która w konsekwencji musiała być zawieszona. Uregulowanie tej sprawy było możliwe dopiero w czasach III RP. W 1990 roku Polska rozpoczęła rozmowy z wierzycielami na temat restrukturyzacji zadłużenia. Po negocjacjach z Klubami Paryskim i Londyńskim, uwzględniając inflację i odsetki, Polsce umorzono ok. połowy długu. Co więcej, spłata pozostałej części została odłożona w czasie. Długi zaciągnięte przez Gierka zostały już spłacone – niestety w międzyczasie nasi rządzący zadłużyli Polskę na dużo większe kwoty.
W 1989 r. utworzono też fundusz stabilizacyjny w wysokości 1 mld dolarów ( z czego 300 mln dolarów było darowizną), który miał stanowić zabezpieczenie wymienialności gotówki w Polsce. Od 1990 roku korzystaliśmy z pieniędzy funduszu PHARE, pierwotnie stworzonego w celu pomocy właśnie nam oraz Węgrom w restrukturyzacji gospodarczej. Według danych Centrum Informacji Europejskiej, w latach 1990-99 z funduszy Unii Europejskiej Polska otrzymała w sumie prawie 2 mld euro pomocy. Do tego trzeba doliczyć kredyty m.in. z Europejskiego Banku Inwestycyjnego czy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.
Którą drogą pójdzie Ukraina?
![]() |
» Niepełnosprawne dzieci dostaną pieniądze z lasu |
Celem pomocy międzynarodowej dla Polski i innych krajów postkomunistycznych było przystosowanie ich do reguł gospodarki rynkowej oraz późniejsze wejście do struktur Unii Europejskiej. 15 lat po transformacji ustrojowej ten cel udało się zrealizować, a Polska jest krajem politycznie stabilnym. Można więc powiedzieć, że pomoc międzynarodowa spełniła swoją rolę. Podobnie było w innych krajach regionu, takich jak Węgry czy kraje bałtyckie.
Czy tak samo będzie w przypadku Ukrainy? Można mieć wątpliwości. Przede wszystkim społeczeństwo ukraińskie jest podzielone – zachodnia część dąży do zbliżenia z Unią, natomiast wschód jest wyraźnie przeciwny rewolucji. Sytuacja polityczna jest bardzo niestabilna – nad kolejnymi regionami Ukrainy wisi groźba rosyjskiej inwazji, a wśród klasy politycznej nie ma osoby, która jest w stanie porwać tłum i poprowadzić niezbędne reformy.
Wystarczy przypomnieć sobie pomarańczową rewolucję – po nieudanych rządach Wiktora Juszczenki i Julii Tymoszenko władzę objął obóz prorosyjski z Janukowyczem na czele. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, że tym razem nie będzie podobnie. Istnieje bardzo duże ryzyko, że pomoc finansowa i wsparcie duchowe Zachodu niewiele pomoże temu rozdartemu na pół państwu.
Marcin Lekki
Bankier.pl
























































