3 lipca 1967 roku wybito pierwszego krugerranda – do dziś jedną z najbardziej znanych i rozpoznawalnych złotych monet bulionowych. Przez pół wieku jedno pozostało niezmienne: sens trzymania części oszczędności w postaci południowoafrykańskiego wynalazku.
Pół wieku to szmat czasu. Konserwatywnie licząc to dwa pokolenia. Lecz obecna sytuacja wykazuje silne podobieństwa do stanu sprzed 50 lat. Przynajmniej w sektorze finansowym. Pod koniec lat 60. XX wieku załamywał się system monetarny z Bretton Woods. Stały kurs wymiany dolara na złoto (35 USD za uncję) był nie do utrzymania z powodu szybko rosnącej podaży amerykańskiej waluty. Podobnie jak teraz, gdy największe banki centralne świata „drukują” pieniądz jak szalone, a reżym płynnych kursów walutowych i wszechwładzy banków centralnych trzeszczy w szwach.
W roku 1967 sytuację postanowili wykorzystać Afrykanerzy, oferując inwestorom nową monetę bulionową (tj. której wartość jest równa wartości zawartego weń kruszcu). Pierwsze krugerrandy mierzyły 32,77 mm średnicy i miały 2,84 mm grubości przy masie 33,9305 gramów. To nieco więcej niż uncja złota (31,1035 g), ponieważ zawierały „tylko” 91,67 proc. czystego złota. Resztę stopu stanowiła miedź, podobnie jak w przypadku brytyjskich suwerenów. Standard ten obowiązuje do dziś.
Krugerrand idealnie wstrzelił się w swój czas. Gdy w roku 1971 prezydent USA Richard Nixon zawiesił wymienialność dolara na złoto (ostateczne zerwanie dolara ze złotem nastąpiło w roku 1973), cena tego drugiego wystrzeliła w górę, w ciągu niespełna dekady rosnąc z 35 USD do 850 USD za uncję. W tym okresie z południowoafrykańskich kopalń pochodziło ok. 75 proc. światowego wydobycia złota. A inwestorzy na całym świecie potrzebowali złota, aby zabezpieczyć się przed deprecjacją dolara i wywołaną w ten sposób inflacją. Potrzebowali standardu – monety znanej i rozpoznawalnej na całym świecie, dającej się szybko i łatwo wymienić na papierową gotówkę. Czymś takim stał się krugerrand.
W latach 1974-81 południowoafrykańska Rand Rafinery wypuszczała w świat ponad trzy miliony uncji rocznie. Niepobity do dziś rekord padł w roku 1976, gdy nabywców znalazło ponad sześć milionów uncjowych krugerrandów. W latach 70. były to monety pierwszego wyboru dla inwestorów. Szacuje się, że obrót krugerrandami odpowiadał wówczas za ok. 90 proc. światowego rynku złotych monet. W latach 80. własne monety bulionowe zaczęły bić mennice Kanady, Australii, Chin i USA, co wraz z sankcjami nałożonymi na RPA za politykę apartheidu ograniczyło rynkowy udział krugerrandów. W październiku 1985 prezydent Ronald Reagan zakazał importu krugerrandów do Stanów Zjednoczonych. Sankcje zniesiono po upadku apartheidu na początku lat 90.
Przeczytaj także
W ostatnich latach Rand Rafinery wypuszcza w świat niespełna milion uncji złotych monet rocznie – mniej więcej tyle samo co kanadyjskich liści klonowych czy amerykańskich złotych orłów. Przez 50 lat wybito ponad 61 milionów egzemplarzy, zużywając ponad 58 mln uncji złota (w latach 80. wprowadzono do obrotu monety o mniejszych „nominałach”: ½ oz, ¼ oz i 1/10 oz). Niemniej jednak w opinii wielu krugerrandy pozostają najbardziej znaną monetą bulionową świata, co ułatwia ich sprzedaż po dobrej cenie w niemal każdym zakątku globu.
Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku inwestowanie w złoto stało się modne w krajach Zachodu. Krugerrandy były wówczas reklamowane w gazetach w kontrze do „papierowego” pieniądza, którym świat zalewały banki centralne. „Kawałek złota. Kawałek bezpieczeństwa” – tak Rand Rafinery reklamowała swój produkt w RFN. „Pieniądz, któremu możesz zaufać” – brzmiał inny ze sloganów. Dziś żyjemy w czasach, gdy reklamy sprzed 40 lat można by przedrukować bez większych poprawek. Po prostu monetarna historia zatoczyła koło.






























































