Mieszkańcy Łodzi wielokrotnie skarżyli się na Policji, że agencje zakłócają im spokój. Klienci prostytutek często mylą numery domofonów, sikają na klatkach. Do tego dochodzą częste awantury i hałasy. Mimo policyjnych nalotów kobiety twierdziły, że właśnie odbywa się u nich impreza, albo że zostały odwiedzone przez przyjaciela.
Od lipca akcje policyjne zaczęły odnosić skutek. Wyznaczeni policjanci dzwonią pod reklamowane numery, nagrywając całą rozmowę, a następnie składają wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego za prowadzenie działalności gospodarczej bez wymaganego zezwolenia - kara może w tym przypadku sięgnąć nawet 5 tysięcy złotych.
Do sądów grodzkich napływają też sprawy o zakłócanie ciszy nocnej, a w przypadku braku umowy najmu Policja zgłasza tą sytuację do urzędu skarbowego.
W Łodzi akcja przyniosła już pierwsze efekty, przeniesiono 3 agencje towarzyskie. W Gdańsku inspektorzy sanitarni wystawiają kilkusetzłotowe mandaty za prowadzenie gastronomii bez zezwolenia. W Warszawie policjanci sprawdzali czy reklamowane agencje posiadały koncesje na sprzedawany alkohol.
Funkcjonariusze z Łodzi przyznają, że pozostawiają w spokoju tylko agencje, na które nie skarżą się sąsiedzi.
R.K.
Źródło: „Gazeta Wyborcza”



























































