W Polsce aktywnie pracuje około 153 tys. lekarzy i 245 tys. pielęgniarek – wynika z najnowszych danych Naczelnej Izby Lekarskiej. Z kolei według Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych aktualnie brakuje 160 tys. pielęgniarek. To sprawia, że polskie szpitale coraz dotkliwiej odczuwają niedobór zwłaszcza średniego personelu medycznego. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców mamy tu jedne z najniższych wskaźników w Unii Europejskiej.


Braki kadrowe w szpitalach przekładają się nie tylko na dłuższe kolejki na planowane zabiegi, gorszą jakość opieki nad pacjentami, ale też wzrost obciążenia pracą personelu medycznego. Pielęgniarki i lekarze coraz częściej pracują po kilkanaście godzin dziennie, a dyżury łączone z nadgodzinami stają się normą. To prowadzi nie tylko do przemęczenia, ale też zwiększa ryzyko błędów medycznych.
Brakuje internistów i chirurgów
Jak poinformowało Bankier.pl Ministerstwo Zdrowia, w Polsce w latach 2019-2024 liczba pracujących lekarzy wzrosła o ok. 13 proc. W 2024 r. w przeliczeniu na 100 tys. ludności liczba pracujących lekarzy wynosiła 395,3. Natomiast rozkład liczby lekarzy w Polsce jest silnie zróżnicowany zarówno regionalnie, jak i ze względu na specjalizacje. W 2024 r. najwięcej lekarzy w przeliczeniu na 100 tys. ludności było na Mazowszu (601,9), a najmniej w województwie lubuskim (291,0).
Dziedzinami z najgorszą prognozą zastępowalności kadry są choroby wewnętrzne i chirurgia ogólna, dla których do 2030 r. liczba specjalistów osiągających wiek emerytalny przewyższy szacowaną liczbę nowych lekarzy odpowiednio o 1 790 i 439 osób. Przewiduje się, że dla tych dziedzin w żadnym z województw nie zostanie zapewniona zastępowalność kadry. Dodatkowo dziedziny te nie cieszą się wystarczająco dużym zainteresowaniem wśród lekarzy rozpoczynających rezydentury.
Za dużo kardiologów?
Według danych Ministerstwa Zdrowia w 2024 r. liczba lekarzy o specjalizacji w dziedzinie kardiologii wynosiła 13,8 lekarza w przeliczeniu na 100 tys. ludności. Jest to wartość większa niż rekomendowana przez Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne liczba 10 lekarzy na 100 tys. ludności. Widoczne są jednak znaczne różnice regionalne – najwyższa liczba lekarzy kardiologów przypada na

W Polsce nie brakuje lekarzy?
Zdaniem prof. Jarosława J. Fedorowskiego, prezesa Polskiej Federacji Szpitali, trzeba odczarować dość popularne przekonanie, że w Polsce mamy obecnie niedobór lekarzy.
– W tej chwili ich liczbowych braków już nie ma. Według najnowszych danych Naczelnej Izby Lekarskiej mamy obecnie 4,1 lekarzy z aktualnym prawem wykonywania zawodu na tysiąc mieszkańców, podczas gdy średnia unijna wynosi tu 4 - 4,2. Przekroczyliśmy też średnią OECD, która wynosi 3,9. Mamy też 6 tys. stażystów, a na pierwszym roku medycyny studiuje aż 10,5 tys. osób – mówi Bankier.pl prof. Jarosław J. Fedorowski. – Oczywiście mamy nierówną dystrybucję. Są regiony, gdzie tych lekarzy jest mniej, zwłaszcza w małych miejscowościach. Z kolei w dużych miastach i ośrodkach akademickich jest ich więcej. To jest typowe nie tylko dla Polski, ale również dla wielu innych państw.
Potrzebni konkretni specjaliści
Według przedstawiciela Polskiej Federacji Szpitali, w Polsce mamy rekordową liczbę specjalizacji w porównaniu z innymi krajami, bo ponad 70.
– W związku z tym nasza medycyna jest bardzo poszatkowana, co wpływa także na dysproporcje o charakterze specjalistycznym oraz na to, że brakuje lekarzy o konkretnych specjalizacjach do obsady wszystkich oddziałów. Do mniej popularnych należy m.in. medycyna ratunkowa, gdzie jest wyjątkowo ciężka praca. – mówi prof. Jarosław J. Fedorowski. – Natomiast za ogromną liczbą specjalizacji lekarskich idą rekomendacje konsultantów krajowych i wojewódzkich oraz wymagania NFZ. Nasze szpitale są więc zorganizowane w modelu oddziałów i pododdziałów licznych specjalizacji lekarskich, w tym także bardzo szczegółowych, gdzie wymagana jest liczna obsada lekarzy specjalistów 24/7.
Zdecydowanie brakuje pielęgniarek
Jak twierdzi prof. Jarosław J. Fedorowski, lekarze nie pracują sami, dlatego kluczowa jest relacja liczby lekarzy do liczby pielęgniarek.
– W Polsce mamy tu bardzo niekorzystne wskaźniki. Według najnowszych danych Naczelnej Izby Lekarskiej i Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, mamy w tej chwili 245 tys. pielęgniarek i 153 tys. lekarzy, co niestety nie jest najlepszą proporcją – uważa ekspert. – Na tysiąc obywateli naszego kraju przypada 6,6 pielęgniarek. Tymczasem średnia Unii Europejskiej wynosi 8,7 – 9, a w OECD 9,2. W idealnych warunkach na jednego lekarza powinno przypadać od 3 do 4 pielęgniarek. U nas jest to 1,7. Średnia UE to 2,2, a średnia OECD to 2,5. Z tego wynika, że mamy niedobór pielęgniarek pracujących przy pacjentach. Tych, które mają uprawnienia do wykonywania zawodu, ale tego nie robią, jest 100 tys., podczas, gdy takich lekarzy jest jedynie 9 tys. Te dane są niekorzystne z punktu widzenia opieki nad pacjentem.
Zdaniem przedstawiciela Polskiej Federacji Szpitali, brak pielęgniarek wynika z tego, że przez wiele lat był zastój, jeśli chodzi o ich kształcenie.
– Zbyt mało osób było zainteresowanych tym zawodem głównie ze względu na stosunkowo niskie wynagrodzenia. Obecnie ta praca nie jest już nieatrakcyjna pod względem finansowym. Nawet związki zawodowe twierdzą, że pielęgniarki zarabiają „godnie”. Ich zarobki rzeczywiście poszły mocno w górę i zainteresowanie tymi studiami znacznie wzrosło. Wcześniej podobnie było u lekarzy. Dlatego spodziewam się, że nadrobimy te niedobory – uważa prof. Jarosław J. Fedorowski.
Brakuje 160 tys. pielęgniarek
Zdaniem Krystyny Ptok, Przewodniczącej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, braki kadrowe wśród pielęgniarek i położnych osiągnęły w Polsce krytyczny poziom.
– Różnica między zapotrzebowaniem, a dostępną liczbą pielęgniarek, czyli ich niedobór urośnie z niemal 160 tys. obecnie do około 260 tys. w 2039 roku. Już dziś braki pielęgniarek w szpitalach zagrażają bezpieczeństwu pacjentów, pielęgniarek oraz innych członków zespołów opiekujących się pacjentem. Mówimy już nie o pojedynczych wakatach, ale o systemowym niedoborze personelu, który zagraża bezpieczeństwu pacjentów i stabilności funkcjonowania placówek ochrony zdrowia – mówi Bankier.pl Krystyna Ptok. – Najbardziej dotknięte są oddziały o najwyższym obciążeniu pracą i odpowiedzialności, takie jak: oddziały internistyczne, SOR-y, oddziały intensywnej terapii, geriatryczne, zabiegowe, psychiatryczne, szczególnie w mniejszych miastach i szpitalach powiatowych.
Pielęgniarek nie ma kto zastąpić
Według Przewodniczącej OZZPiP jest kilka przyczyn tego kryzysu, a jedną z nich jest zła polityka państwa w kierunku rozwoju kadr pielęgniarskich do 2015 r, gdzie można było podawać przypadki pielęgniarek zarabiających nawet poniżej minimalnej pensji krajowej.
– Mamy też do czynienia z gwałtownym starzeniem się kadry. Średnia wieku pielęgniarki w Polsce przekracza 55 lat, a liczba osób wchodzących do zawodu nie rekompensuje odejść na emerytury – twierdzi Krystyna Ptok. – Stąd efekt braku zastępowalności pokoleniowej w pielęgniarstwie.
Zdaniem ekspertki znaczenie mają też warunki pracy: nadmierne obciążenie, odpowiedzialność, chroniczne braki obsady, praca ponad siły i częste dyżury w kilku miejscach jednocześnie.
– Nie bez znaczenia jest również emigracja zarobkowa, wypalenie zawodowe oraz brak realnego wsparcia systemowego dla młodych kadr. – uważa Krystyna Ptok. – Zawód pielęgniarki i położnej, mimo swojej kluczowej roli, nadal nie cieszy się należnym prestiżem i ochroną. Jeśli w życie zostaną wprowadzone propozycje rządowe w związku ze zmianą obliczania minimalnego wynagrodzenia, która stanowi zabranie nabytych praw pracowniczych, będziemy mogli wymieniać jako powód także brak stabilności finansowej.
Konieczne natychmiastowe działania
Z perspektywy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych potrzebne są natychmiastowe i zdecydowane działania.
– Przede wszystkim konieczna jest realizacja Polityki Wieloletniej Państwa na rzecz rozwoju Pielęgniarstwa i Położnictwa, przyjętą przez Rząd RP w 2019 r. Należy realnie egzekwować normy zatrudnienia, zapewniające bezpieczną liczbę personelu na pacjenta. Niezbędne jest także stabilne wynagrodzenie, które zatrzyma obecne kadry i zachęci młodych ludzi do wyboru tego zawodu – uważa Krystyna Ptok. – Równie ważne są działania długofalowe: poprawa warunków pracy, wsparcie psychologiczne, inwestycje w kształcenie i mentoring młodych pielęgniarek i położnych, a także rzeczywisty dialog z organizacjami reprezentującymi środowisko – dodaje przewodnicząca.
Przydatne nowe zawody medyczne
Według eksperta PFS w szpitalach brakuje też farmaceutów, którzy mogliby przygotowywać leki do podawania dożylnego dla pacjentów odciążając pielęgniarki.
– Mamy opiekunów medycznych, ale nie są oni uwzględniani w tzw. normach zatrudnienia. W mojej opinii przydaliby się też technicy terapii oddechowej (zawód u nas jeszcze nieznany), czyli osoby zajmujące się obsługiwaniem urządzeń tlenowych, wziewnych, a nawet respiratorów - pod względem technicznym. No i jeszcze flebotomiści, czyli specjalnie przeszkolone osoby do pobierania krwi, także znacznie odciążające pielęgniarki - kolejny nowy zawód medyczny do wprowadzenia w naszym kraju – twierdzi prof. Jarosław J. Fedorowski.
Jego zdaniem, w odniesieniu do lekarzy szpitalnych warto wprowadzać stopniowo funkcję lekarza hospitalisty, czyli szpitalnego lekarza prowadzącego ogólnego, tak aby np. chirurdzy mogli więcej czasu poświęcać na operowanie pacjentów.
– Oddziały szpitalne można by też zacząć konsolidować wg. stopnia natężenia opieki lekarsko-pielęgniarskiej, idąc niejako przykładem oddziałów intensywnej terapii – dodaje ekspert.
System jest „żywy”, ale kadry topnieją
Z kolei zdaniem prof. Krzysztofa J. Filipiaka, dyrektora-rektora Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, system opieki zdrowotnej jest „żywy”, ponieważ zmienia się demografia, społeczeństwo i zasoby.
– W Polsce najbardziej brakuje pielęgniarek, opiekunów medycznych, koordynatorów systemu opieki zdrowotnej i tak zwanych edukatorów zdrowotnych, ale potrzeby systemu mogą być inne za dwa, trzy czy cztery lata. – powiedział prof. Krzysztof J. Filipiak w rozmowie z PAP. – W związku ze zmianą demograficzną społeczeństwa, wkrótce może nam brakować rehabilitantów i fizjoterapeutów.
Zdaniem przedstawiciela Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, obecnie ważne jest zabezpieczenie tych specjalizacji, w których były największe braki: choroby wewnętrzne i chirurgia ogólna.
Pielęgniarki zastępowane osobami bez kwalifikacji?
Duże braki kadrowe zgłaszają też sami pracownicy szpitali.
– Brakuje głównie personelu średniego, zwłaszcza ratowników i pielęgniarek – mówi Bankier.pl Beata (imię zmienione), pielęgniarka z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy – To sprawia, że więcej pracy spada na pozostałych pracowników, przy czym nikt nie dostaje za to wyższego wynagrodzenia. Tak jest od zeszłego roku, kiedy to dyrekcja postanowiła nie przedłużyć umów z osobami, które były zatrudnione na kontraktach lub umowach zlecenie. Przez to jeszcze więcej osób się zwolniło. Od początku tego roku już osiem, a kolejne zapowiadają odejście. Dyrekcja jest nastawiona na oszczędności, dlatego braki wyszkolonego personelu medycznego próbuje zastąpić studentami lub osobami, które ukończyły kurs Kwalifikowanej Pomocy Medycznej. Jednak one nie mają uprawnień do pracy przy pacjencie i nie ponoszą takiej odpowiedzialności, jak pozostały personel. Nie widnieją nawet w dokumentacji medycznej osób, którymi się opiekują.
Brakuje ludzi, nie tylko pieniędzy
Choć liczba lekarzy w Polsce zbliżyła się do średniej unijnej, szpitale wciąż borykają się z poważnym niedoborem pielęgniarek i średniego personelu. Nierówny rozkład kadr, nadmiar specjalizacji i przeciążenie pracą pogłębiają problemy organizacyjne. Wiele wskazuje wiec na to, że konieczne są zdecydowane działania w zakresie szkolenia i zatrudniania kadr medycznych.




























































